Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 marca 2012

Poszczepiennie.

Wracam do Was po tych kilku dniach milczenia. Niestety spowodowane ono było nie najlepszym zdrowiem Małej Czekoladki. Ciężko mi powiedzieć, czy już pożegnaliśmy tą okropną chorobę, czy też nie, ale (nie zapeszając) na dzień dzisiejszy widać wyraźną poprawę. Właściwie nie wiem czy określenie choroby, jest w tym przypadku uzasadnione, gdyż nie jestem pewna, czy występujące objawy nie są odczynem poszczepiennym. Niedawno wspominałam Wam, że mieliśmy szczepienie 3 w 1 - na odrę, różyczkę i świnkę. Powiedziano nam wtedy, że objawy nie pojawią się od razu po szczepieniu, tylko dopiero po ok. tygodniu, do 10 dni. Ech... niestety tak też się stało :( Coś wyjątkowo źle znosimy te szczepienia. Trzy dni temu, Bartunek dostał biegunki oraz wysokiej temperatury. W ruch poszła smecta, paracetamol w czopkach, elektrolity i inne suplementy diety. Patrząc na objawy, wychodziłoby, że to reakcja na szczepionkę, ale czy tak jest w 100% to nie wiem. Jeśli chodzi o samą wizytę u lekarza - dowiedzieliśmy się, że Bartunek jest już duuuuużą prawie 11 kilową Czekoladką, jakby to powiedziała nasza neonatolog idealnie wpisuje się w siatki centylowe (chociaż osobiście nie lubię tego szufladkowania). Ot Duży Simba. Mam wrażenie, że jego zapotrzebowanie kaloryczne jest naprawdę spore, ale to pewnie przez  jego nadpobudliwość ruchową (bo kto to widział, że żeby zjeść jedną łyżeczkę kaszki trzeba przebiec cały pokój ?) ;) Dziwnym trafem z "normalnym jedzeniem" nie ma takich problemów. Przykładowo podczas swoich urodzinek wsunął całe udko z kurczaka :D Oczywiście odpowiednio rozdrobnione haha (w głowie pojawiła mi się wizja Czekoladki pakującej do buziaczka wielkie udo od kurczaka ;)). Generalnie sama wizyta przyniosła nam same dobre informacje :) Szczepienie niestety nie przebiegało już tak miło. Bartunek walczył z wszystkimi niczym gladiator (trzymany przeze mnie, Babcią i dwie pielęgniarki), płacząc przy tym niesamowicie. Normalnie łzy same napływały mi do oczu, gdy widziałam jak się boi :( Ech. Nawet nie chcę o tym myśleć. Mam tylko nadzieję, że najgorsze mamy za sobą. Chociaż jak tak patrzę na tą tabelkę... to mi się odechciewa kolejnych szczepień oO. I pomyśleć, że kiedyś czekają go dodatkowe do Tanzanii. Brrr...


***

sobota, 18 lutego 2012

Ciężka noc.

Normalnie przypomniały mi się noworodkowe, kolkowe czasy. Cała noc w plecy. Cała noc z Bartunkiem na rękach. Cała noc z Czekoladowymi łzami i gorącym ciałem. Masakra. Niech te zęby się w końcu przebiją i dadzą spokój mojemu kochanemu Simbie. Słyszycie mnie zębiska? Raz dwa, wychodzić na zewnątrz! To jest rozkaaaaz! Mam dość - widoku smutnego, zapłakanego Bartunka, uczucia gorących rączek oraz stópek, morza śliny i 24 godzinnego marudzenia z bólu. Aaaa... Chcę z powrotem takiego uśmiechu, no może nie do końca takiego, bo bogatszego o kolejne perełki :))) Padam...


I teraz jeszcze bardziej się cieszę, że dalej karmię piersią, bo gdyby nie mleczko z cycusia to Bartunek by nic nie jadł oO. Biedactwo... 

***

piątek, 17 lutego 2012

:(

Ten post miał być zupełnie o czymś innym, ale dzisiaj nie umiem się z niczego cieszyć. Chciałam, w końcu napisać, co mnie tak uszczęśliwiło kilkanaście dni temu, ale i na to przyjdzie pora. Niestety dzisiejszy dzień nie przyniósł dobrych nowin. Bartunek, po bardzo niespokojnej nocy, obudził się rozgrzany i mokry jak szczurek. Od razu wiedziałam, że nie wróży to nic dobrego. Wystarczyło dotknąć jego malutkiej stópki, bądź rączki, by mieć pewność, że ma wysoką temperaturę. Pomalutku wszystko zaczyna układać się w jedną całość - niechęć do prawego cycusia, marudzenie i chwytanie się za uszka oraz główkę. Najprawdopodobniej mamy powtórkę ze Świąt Bożego Narodzenia i ząbkujemy. Już kilka dni wcześniej, odkryłam wyraźnie zarysowaną, białą "bułeczkę" na lewym, górnym dziąśle. Nie byłam do końca pewna, czy to ząbek czy nie, ale teraz nabieram pewności. Niestety moje prośby o bezbolesne i bezobjawowe ząbkowanie kolejny raz się nie powiodły. Ech. No cóż. Nie pozostaje nam nic innego, jak wspierać Syneczka w tym trudnym okresie i walczyć z tą okropną gorączką. Grrr... Nienawidzę złych newsów :( W ruch standardowo poszedł IBUM oraz czopki. Mam nadzieję, że chociaż one przyniosą ulgę mojemu kochanemu Simbie. Nie mogę patrzeć, na jego rozpalone oczka i ciałko :( Buuu... Już wolę jak jest taki nadpobudliwy i ucieka mi z gołą pupką, podczas zakładania pampocha. Bartunku! Zdrowiej nam :(


Na koniec pytanie do Was - czy stosowała, któraś z Was plasterki IBUM ICE? Od którego są miesiąca i czy faktycznie przynoszą ulgę :(?

***

piątek, 10 lutego 2012

Brrr...

Niech te mroziska się w końcu skończą. Mam dość siedzenia w domu, marzę o spacerkach i bieganiu. O tak, tego ostatniego wyjątkowo mi brakuje. Pomyśleć, że kiedyś, za czasów wczesnostudenckich, nie było wieczorku bez biegania. Codziennie przemierzałam osiedlowe alejki, odkrywając na nowo uroki krakowskich ulic. A teraz? Ech. Nawet nie pamiętam, jak to jest, czuć cudowne endorfinki po bieganiu. Ale jak to się mówi, co się odwlecze, to nie uciecze. Nawet dobrze się składa, że Bartunek z każdym dniem jest coraz bardziej samodzielny, dzięki czemu, bez obaw, będę mogła zostawić go na godzinkę lub dwie pod opieką najbliższych :) Hihi... Na wiosnę na nowo odkryję uroki fizycznego zmęczenia :) I to nie tylko biegowego. W maju planujemy wyskoczyć na weekend w góry :) Ciekawa jestem reakcji Synka na takie dziwne wytwory górzyste :) Mam nadzieję, że pokocha je równie mocno, jak cała moja rodzina. W sumie to, liczę, że pokochają je oboje z Dużą Czekoladką, bo wstyd się przyznać, ale jeszcze nigdy nie odwiedził moich ukochanych Tatr... No, ale - nowy rok, nowe możliwości :))) 

fot. by me - Tatry Słowackie - Krywań (2494m n.p.m.)

A jeśli już o mojej Dużej Czekoladce mowa... Biedactwo ewidentnie nie może przestawić się na polską pogodę. Rok w rok, jego tanzańskie zdrowie zostaje wystawione na zimową próbę i niestety zawsze przegrywa. Kicha, prycha i kaszle. Jak sam to określa: "jestem uczulony na zimę". Hmmm... W pierwszej chwili może to się wydać śmieszne, ale powiem Wam, że coraz bardziej zaczynam wierzyć, że nie wymyślił sobie tej "choroby". Ostatnio nawet słyszałam, że prowadzone są testy alergiczne na lód i zimno, właściwie to nawet samemu można przeprowadzić taki test i potrzeć kostką lodu przedramię i sprawdzić reakcję. Sama, do końca nie wiem jak się zabezpieczać przed taką alergią, ale chyba warto poczytać i poszukać odpowiedniego leku w encyklopedii leków, i zaaplikować go mojemu kochanemu gorąąąącemu Mężowi. Ech, najgorsze w tym wszystkim jest to, że i mnie pomalutku coś próbuje dorwać, a ja niestety nie mam takiego wyboru w lekarstwach. Na razie staram się przeciwdziałać okropnym zarazkom i piję zioła lecznicze oraz cieplutką herbatkę z cytrynką :))) A i najważniejsze - nie ruszam się z ciepłego mieszkanka :)))) No, ok... Wczoraj zrobiłam mały wyjątek i jak wariatka, w kurtce narzuconej na podkoszulek, fotografowałam księżyc w plenerze, ale akurat to powiązane jest z moją pracą. Cóż... nauka wymaga poświęceń :)))) 


Swoją drogą, taka mała ankietka - gdybyście tylko mieli okazję, to czy chcielibyście polecieć na Księżyc (na wakacje/w ramach rozrywki)? Albo w ogóle w kosmos? Ciekawi mnie Wasza opinia :)

***
Niah, niah, patrzcie jakie cudeńka sprezentowała nam kochana firma Pre Shoes. Wkrótce będziecie mieli okazję poczytać więcej na temat tych bucików. Na razie powiem tylko jedno - są urocze!!!!!!!!!!!!!! :))))))


 ***

czwartek, 15 września 2011

Now I am stronger than yesterday.

Ufff. Cóż to był za dzień. Najpierw szybka wizyta u lekarza z Czekoladką (ostatnio coś często nas tam goszczą :/), a potem kierunek Kraków i moja uczelnia. Jeżeli chodzi o zdrówko Bartunia, to jest lekka poprawa. Na szczęście wczorajsze niepokojące dolegliwości minęły, pozostał katar i lekki kaszel. Dostaliśmy skierowanie do specjalisty, w celu sprawdzenia gardełka i uszek. Jest to wizyta czysto kontrolna, gdyż nasza pani doktor woli dmuchać na zimne (za co ją cenię :)) i nie chce niczego zaniedbać. Dlatego wkrótce czeka nas pierwsza wizyta z Czekoladką u laryngologa. Co więcej? Bartunia standardowo kazał się badać na stojąco, raz po raz próbując kicać. Antybiotyk poszedł w odstawkę, gdyż nie za bardzo przypasował Czekoladce (ma to po Mamie :P). 
Jeśli już wspominam o wizycie w przychodni, to nie sposób nie napisać o głupocie ludzkiej. Wybaczcie, ale inaczej tego nie umiem nazwać. Bo jak rozumiem dzieci, które podbiegają do wózka i zachwycają się kolorem skóry mojego Synka, tak nie rozumiem jak kobieta, z dwójką dzieci, może rzucić tekstem do swojego dziecka: "Patrz murzynek, idź sobie dotknij za rączkę". Chyba nie muszę pisać, że razem z Czekoladową Babcią nie wytrzymałyśmy nerwowo i zareagowałyśmy adekwatnie do sytuacji. Nie dość, że zasadziła tak rasistowski tekst, to jeszcze wysyła swoje chore, kaszlące dziecko do malutkiego niemowlaka, jak do zabawki czy do małpki w zoo. No ja się pytam, gdzie ludzie pochowali mózgi? Na jej nieszczęście, razem z Mamą jesteśmy bezpośrednie i usłyszała od nas co nieco. Ludzie obecni w przychodni stanęli za nami murem. Bo ja naprawdę rozumiem, że Ciemnoskórzy są raczej rzadkim widokiem w moim mieście, ale do jasnej ciasnej... Troszkę taktu. Grrr... znowu się zdenerwowałam. Obiecałam sobie, że od tej pory na pytania typu: "A czemu on ma taki kolor skóry?" będę odpowiadać chamsko i dosadnie. Dość uśmiechania się i zbędnego tłumaczenia. Bartek jest normalnym, pięknym chłopcem i nikt nie ma prawa tego podważać. Jestem dumna ze swojego Synka i kocham go niesamowicie. Nie dam nikomu skrzywdzić mojego dziecka, ani fizycznie, ani psychicznie. Basta.

No! Ulżyłam sobie. A teraz przechodzę do milszej części wpisu :) Tak jak pisałam na początku, po wizycie lekarskiej, po nakarmieniu i krótkiej drzemce Synka wybraliśmy się na moją uczelnię po wpis z ostatniego egzaminu i kilka innych bardzo ważnych rzeczy. I w tej chwili muszę się Wam pochwalić, że oto dzisiaj w moim indeksie zagościły piękne, tłuściutkie cyferki 4 i 5 :D:D Aaa... jakież było moje zaskoczenie, że udało mi się zdać ten przeklęty egzamin na 4,5 :))) Bo, że zdałam to wiedziałam, ale nie znałam oceny. Moja pani wykładowczyni stwierdziła, że powinna mnie przełożyć przez kolano, że się nie uczyłam wcześniej. A co mi tam. Nie będę się po raz enty tłumaczyć, że na początku Czekoladka była w szpitalu, a potem zwyczajnie nie miałam czasu. Udało się? Udało... I nieśmiało mogę Wam napisać, że w końcu jestem, ku niezadowoleniu niektórych osób z uczelni, na 5 roku :P Ach. Eureka :))) W ogóle dzisiaj jest dobry dzień, ale resztę zachowam dla siebie. Pozdrawiam serdecznie :)

***

W głowie tworzy mi się pomysł urozmaicenia bloga o tematykę życiową rodem z Tanzanii. Ale jeszcze nie wiem czy uda mi się namówić Męża do współpracy ;)))) Co o tym sądzicie?

***
Obserwujcie bloga, za niedługo kolejna niespodzianka :)))

***

środa, 14 września 2011

I nie potrafię...

wymazać z głowy szpitalnych wspomnień. Gdy już byłam pewna, że są one głęboko schowane w zakamarki mojej głowy, coś skutecznie próbuje pokazać mi, że tak nie jest. Najpierw okropne koszmary senne, w których wszystko na nowo się rozgrywa, a teraz dzisiejszy poranek. Nie chcę. Nie chcę! Sprzeciwiam się takiemu losowi. Niech wszystkie plagi świata dopadną mnie, a nie tą niewinną czekoladową Istotkę. Proszę...

Wpis miał być zupełnie inny, ale nie mam teraz do tego głowy.


Fotka z tamtego okresu, tuż po wyjściu ze szpitala...

*** 
A na koniec kilka słów o wymiotowaniu niemowlaków - ABC postępowania: (pamiętajmy, że wymiotowanie nie zawsze jest czymś złym, jest to odruch obronny organizmu)
  • NIGDY NIE ZOSTAWIAMY DZIECKA SAMEGO! - grozi zakrztuszeniem,
  • godzinę od wymiotów nie podajemy nic do jedzenia (w przypadku karmienia piersią, jeżeli dziecko się domaga piersi, można ją podawać, by nie doprowadzić do odwodnienia dziecka. W szczególności ważny jest pierwszy wodnisty pokarm, który leci z piersi),
  • uzupełniamy płyny - dziecko należy poić łyżeczką  - co 2-3 minuty. Z czasem zwiększamy ilość płynu.
  • pilnujemy pozycji podczas wymiotowania - dziecko powinno być lekko pochylone, jedną ręką trzymamy dziecko za tułów, a drugą za czoło,
  • po wymiotowaniu przemywamy twarz dziecka chłodną wodą lub przecieramy wilgotną ściereczką,
  • wymiotowanie osłabia organizm, zadbajmy by dziecko odpoczęło pod ciepłym kocem,
  • BEZ KONSULTACJI LEKARSKIEJ NIE PODAJEMY ŻADNYCH LEKÓW,
  • w przypadku niemowlaka najlepiej pokazać dziecko do kontroli lekarzowi.

***

sobota, 10 września 2011

STOP! Tu rządzi BARTEK :-)

Sytuacja nr 1.
Bartek gotowy do jedzenia siedzi w śliniaku z napisem "śniadanie" u Babci na kolanach. Podchodzę z miską pełną kaszki marchewkowo-jabłkowej. Od razu wita mnie głośny krzyko-płaczo-śmiech, którym Synek daje znak Mamie, że nie może się doczekać jedzonka. Z prędkością światła chwyta miskę, drugą ręką "pomaga" Mamie w manewrowaniu łyżeczką. Po kilku sekundach (!) grzecznego jedzenia znudzony Bartul zaczyna marudzić. To znak, że czas zmienić pozycję siedzącą na inną. Płaczo-krzykiem wymusza pozycję stojącą. Ok. To mogę zaakceptować. W końcu wciąż jesteśmy w jednym miejscu i łatwo trafić do buziaczka. Ale, ale! Stanie to znak dla Czekoladki, że przyszedł najwyższy czas by zacząć kicać. Nie no, tego to już za wiele. No bo jak tu trafić do ust kicającego Bartoliniego? No nie da się! Tak więc szybka (kolejna) zmiana miejsca. Kilkakrotnie wspominałam o tym, że nic nie działa tak kojąco na Czekoladkę jak wyglądanie przez okno i patrzenie na drzewa, dlatego postanowiłyśmy spróbować tego patentu z jedzeniem. Ufff... udało się. Kaszka została wszamana, nic to, że ja, Babcia i Bartek cali w kaszce, grunt to pełny brzuszek :-)

Sytuacja nr 2.
Wczorajszy powrót z Krakowa do domku. Bartek siedzi spokojnie w nosidełku, zapięty pasami. Nie mija 10 minut zaczyna się płacz, bo jakże to tak wszyscy mogą siedzieć twarzą do świata, a ja mam patrzeć do tyłu? Krzyk, mruk, płacz przeplatany guganiem, który oznacza nie mniej nie więcej, że JA TEŻ CHCĘ WIDZIEĆ WSZYSTKO Z POZYCJI SIEDZĄCEJ (i to nie tyłem tylko przodem)! Z racji bezpieczeństwa Bartek chcąc nie chcąc musiał zaakceptować, że w samochodzie panują inne zasady, ale chwilę na kolankach i tak jechał. Ale nie w pozycji siedzącej, oj co to, to nie! Oczywiście Czekoladka postała sobie i pooglądała wszystko dokładnie z Maminych kolan. A co :-)

Sytuacja nr 3.
Bartek ma smoczek w buzi. Tfuuuu! Bartek wypluł smoczek z buzi. Mama bierze smoczek do wypłukania, daje Bartkowi. Fruuu... Pan Żaba znowu uczy się latać ku zadowoleniu Czekoladki...

Sytuacja nr 4.
Bartunia śpi. W pokoju jest chłodno, więc przykrywam go kołderką (podobna sytuacja, gdy przykrywam go zwykłą pieluszką tetrową). Kop, kop... Noga na zewnątrz. Kop, kop. Druga na zewnątrz. Uch, ach. I ręce się uwolniły. Ok. Mogę spać. I proszę mnie nie przykrywać.

Sytuacja nr 5.
Wizyta u lekarza.
Pani doktor prosi o położenie Bartuni w celu zbadania. Próba położenia kończy się fiaskiem.
Ja: "Pani doktor bo on nam nie chce leżeć, ani siedzieć. On woli stać."
Pani doktor: "To niech stoi. Zbadam go na stojąco."
Bartul dumnie wypina brzuch i pierś do przodu, a lekarka go bada. 

Takich sytuacji mogłabym mnożyć i mnożyć, a nie byłoby widać końca. Takiego mam Syna. Z charakterem i temperamentem. Ale to dobrze. Cieszę się, że ma charakter po mnie. Da sobie radę w życiu i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać :-) A przy jego Czekoladowym wyglądzie i naszym społeczeństwie to jest duża zaleta. Zresztą... Bartek nosi dres i niczego się nie boi :)

A taka oto tabliczka zawisła nad łóżeczkiem Czekoladki :-)  Muszę przyznać, że kolor skutecznie zainteresował Bartka :) (a może napis? haha) :)))


A jeśli już jestem przy temacie wizyty u lekarza. Kilka dni temu wspominałam, że Bartulek nam zagorączkował. Przy okazji mojej wizyty po skierowanie do laryngologa wspomniałam również i o tej gorączce Czekoladki. Pani doktor zleciła nam badanie moczu, które wykonałam tego samego dnia. Wyniki były zadowalające, nie było żadnych powodów do niepokoju. Jednak postanowiłam za radą lekarki pokazać Czekoladkę do kontroli. Najpierw ważenie - siedem kilo! Czyli to jednak nie moje mięśnie zesłabły, a dupka Czekoladki urosła hehehe. Potem zaglądamy do gardełka. Okazało się, że Bartuś ma zaczerwienione gardełko i stąd ten skok temperatury. Dostaliśmy zalecenie podawania witaminki C (w postaci Cebionu) oraz syropek Ibum. Na czwartkowej wizycie lekarskiej okazało się, że gardełko jest już czyste. Niestety dzisiaj w nocy Synek dostał katarku, a więc w ruch poszedł znienawidzony aspiratorek, a do tego zaczyna go kaszleć :( Ech... Idę zmierzyć gorączkę. 


PS. gorączki nie ma :)
PS2. gorączka jest :(
***