Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kąpiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kąpiel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lutego 2012

Pielucha za burtą!

Wieczorna kąpiel. Roześmiany Bartunek gotowy jest do cowieczornej wyprawy w wodny świat. Z lekkim grymasem i niecierpliwością poddaje się rutynowej higienie, by po chwili zostać sam na sam ze swoimi podwodnymi szaleństwami: wodospadami tworzonymi przez Tatę za pomocą miski, "łapaniem spadającej wody", czy też... wyrzucaniem pieluchy tetrowej za wannę. Ta ostatnia czynność stała się główną atrakcją wieczornej kąpieli. Koniecznym okazało się zakupienie nieprzemakalnej ceraty ochraniającej podłogę przed rozbawionym Simbą (napuchnięte panele chyba nie prezentowały by się za uroczo? ;)) . Co prawda, zakup ten powinien być dokonany już spory czas temu, ale dopiero zabawa "pieluchy za burtą" skutecznie nas do tego zmotywowała. W ogóle po dzisiejszej kąpieli naszły mnie pewne spostrzeżenia: 

Tym razem Tata okazał się sprytniejszy i uratował fruwającą pieluchę :)

-koniec z podkładaniem tetrowej pieluchy pod Czekoladową pupkę, wszak jest na tyle dorosły i stabilny, że jest to całkiem zbyteczne (nie wiem co Bartulek sądzi na ten temat, ale myślę, że kolejny podpunkt go skutecznie przekona),
-czas wyszperać wodnych przyjaciół Czekoladki, którzy idealnie zastąpią pieluchę i wpłyną na jakość wodnych zabaw (zrezygnowaliśmy z nich wcześniej, bo Bartunek brał je do buziaczka, a nie chciałam, żeby pił surową wodę, ale teraz jest na tyle rozumny, że myślę, że śmiało można się z nimi na nowo zaprzyjaźnić :))


A jeśli już o wodnych zabawach mowa... Nie mogę się doczekać lata i Czekoladki w dmuchanym basenie! I to nie z kocykiem i zabawkami, a ciepłą wodą i powyższymi wodnymi przyjaciółmi :) Aaaaa.... Sama z radością wskoczę w bikini i popluskam się z moim Simbą :)))))


***
A jeśli już robię ten post, to nie sposób nie wspomnieć o nowym ulubionym słówku Bartulka. Jako zapowiedź tego wyrazu niech będą słowa - Asertywność poszła w kąt i teraz zamiast "Nie", króluje "Tak" :)))) W ogóle ostatnio (pomijając etap ząbkowania) Czekoladka ma nad wyraz dobry humor :) Śmieje się non stop, przytula, ładnie śpi w nocy, a nawet SAM SIĘ BAWI :) Mój kochany Król :* Jest już taki rozumny :))))

***
Przypominam o giveaway, w którym do zgarnięcia są buciki Stonz oraz torba ekologiczna. Po więcej szczegółów odsyłam TUTAJ.


***

czwartek, 3 listopada 2011

Takie tam.

Pogoda nas rozpieszcza, a tym samym my rozpieszczamy nasze ciała spacerując z wózeczkiem po okolicy. Cudownie, że jesień pokazuje się z takiej strony, już dawno nie pamiętam tak ładnego października, a i listopad zapowiada się równie pięknie. Dzisiaj nawet byłam skora wyskoczyć w T-shircie, ale w porę się powstrzymałam. Wbrew pozorom taka aura bywa zdradliwa, moment i można leżeć zakatarzonym w łóżku, a tego byśmy nie chcieli. Spacerki są przyjemne, pomimo dalszego poruszenia ludzkiego na nasz widok. Ludzie są śmieszni, ale na szczęście w dalszym ciągu nie są chamscy. Muszę przyznać, że czasami czujemy się jak osoby sławne, normalnie jak obecny bohater tygodnia - pan T. Wrona haha. Ludzie podchodzą do nas, chcą porozmawiać, zadać pytanie (chociażby dzisiejsza sytuacja. Mija nas pan, na oko 50letni, który z uśmiechem na ustach mówi: Spacerek? My troszkę zaskoczeni odpowiadamy, że tak. Na co Pan mówi: Ale śliczny chłopczyk. Gratuluję. Yyy... Mąż szybko reaguje i odpowiada, że dziękuje. Pan tylko odpowiada "Na zdrowie" i znika za zakrętem. Mąż patrzy na mnie, ja na niego i w śmiech. Ani ja, ani on nie znamy tej osoby, ale akurat taki sposób podjęcia rozmowy jest miły, przynajmniej nie staje na środku ulicy i się nie "gapi", bo i takie reakcje się zdarzają.) Jak widać nasze życie płynie sobie "spokojnie" i powoli. Właściwie to mogę napisać, że jego rytm standardowo wyznacza Bartulek, któremu troszkę ciężko jest się przestawić, że mamy czas zimowy. Wieczorem wymusza na nas wcześniejszą kąpiel, by zaraz po niej udać się do łóżeczka, za to poranki standardowo zaczynają się w granicach 5 - 6 godziny. A jeśli już piszę o kąpieli, to muszę się Wam pochwalić, że ostatnio jest to jedna z najbardziej wyczekiwanych chwil przez Czekoladkę. Jak dawniej cieszył się na samo przygotowanie kąpieli, by potem zalewać się płaczem w wanience, tak teraz radość kończy się dopiero w momencie ubierania. Bartek pokochał pluskanie, chlapanie i rozlewanie wody. Uwielbia kopać nogami na wszystkie strony i bić łapkami w wodę jak radosne stworzonko. Pokój po takim kąpaniu wygląda jak wielki basen. Naprawdę uroczy widok. Piskom i śmiechom nie ma końca (hmm... a w sumie jest - w momencie wyciągania z wody ;p). Dzięki tej czekoladowej radości i ja pokochałam jego kąpanie :) Nic to, że jestem cała mokra, grunt, że Karmelek jest zadowolony. A co poza tym u nas? Mama zapragnęła zmian, kupiłam szampon koloryzujący i przyciemniłam włosy, a co :) Mąż mówi, że ładnie wyglądam i to się liczy. Dodatkowo pomalowałam pazurki na ognistą czerwień, tak ulubioną przez Dużą Czekoladkę, tym samym wpasowując się kolorystycznie pod czerwone Bartulkowe body. I tak mija sobie wolny czas, by za niedługo znowu gwałtownie przyspieszyć, ale na razie o tym nie myślę i dalej delektuję się chwilami z moimi facetami :))))



***

sobota, 27 sierpnia 2011

Tropiki, tropiki, tropiki! Ach upalny jest wasz urok dziki!

Tropików ciąg dalszy. Psychicznie byłam na nie przygotowana, ale fizycznie oczywiście nie. Ale to chyba zrozumiałe, że w 5 minut nie przystosuję się do takich upałów. Jedyne co mnie pociesza to fakt, że prawdziwy Afrykanin też narzeka z powodu tego gorąca :D Czyli nie jest ze mną tak źle :)))) Miałam ambitny plan rozpocząć naukę na egzamin, który mam za 6 dni, ale chyba ta temperatura i niemożność skupienia się mnie usprawiedliwia, czyż nie? Bartulek, niczym Mama, marudził z powodu pogody, a ja z całych sił starałam się mu ulżyć w tych męczarniach. Była kąpiel, pan Cycuś razy milion oraz woda źródlana (poprawka ;)) gotowana, a wczoraj nawet pierwszy w życiu soczek jabłkowy! Pociesza mnie fakt, że podobno jutro ma być chłodniej :) Can't wait. Większą część dnia spędziliśmy na balkoniku, oczywiście do czasu aż słońce sobie o nas "przypomniało". A oto widok, który cieszył nasze oczka - kiście, jeszcze niedojrzałego (kilka jest już prawie, prawie :D) winogronu :P Hihi, moje prywatne tropiki ;))))


A teraz Wam coś opowiem. Jest godzina mniej więcej 3 w nocy. Wybudzam się ze snu w celu nakarmienia Bartulka. Zazwyczaj to on mnie budzi swoim stękaniem, ale w dniu dzisiejszym, o dziwo, sama się przebudziłam, zapewne z powodu gorąca. Zaspana zerkam w bok na miejsce, w którym śpi Synek, patrzę... patrzę i normalnie nie dowierzam. Można nawet rzec, że przecieram oczy w celu uzyskania wyraźniejszego obrazu, ale ten się nie zmienia. Co widzę? Otóż mój Syn pierworodny, najukochańszy leży na brzuchu (po ostatnim karmieniu Mąż położył go na boku, jak zawsze zresztą), podpiera się na ramionach i tak "wisi" w powietrzu, po czym upada na twarzy i zasypia w takiej pozycji. Zdziwiona tym widokiem odwracam go z powrotem na plecki, przyglądam się czy aby na pewno to mój Simba, gdy już mam pewność, że to mój Król sprawdzam czy wszystko z nim ok. Syn nic sobie z tego nie robi, jakby to było najnormalniejszą czynnością w jego wykonaniu, chwyta mnie za bluzkę i wręcz wyrywa pana Cyca. Z niepewnością pytam Męża czy widział to co ja, czy wyobraźnia spłatała mi figla, ale Duża Czekoladka potwierdza moje opowieści. Coraz bardziej zachwyca mnie moja Czekoladka... Naprawdę. Spryciula jedna i kombinator. O kicaniu na kolanach Babcinych i Tacinych nawet nie wspominam. Podobno robi tak tylko u wybrańców (można się domyślić, że u mnie nie :P cóż... nie zasłużyłam, jestem tylko jadłodajnią ;)).
A jeśli już o jadłodajni piszę - proszę spojrzeć jaką niespodziankę zaserwowała mi dziś moja ukochana Mama. Dwa pstrągi tylko dla mnie. Uczta dla podniebienia. Mniaaaami! :)))))


Czy ja już wspominałam, że od jakiegoś czasu jem wszystko razy 2? Niestety mój brzuch zaczyna to zdradzać, ku mojej rozpaczy. Czas się wziąć za siebie? Mąż twierdzi, że świruję jak zawsze, a nawet strzelił mi dziś komplement ni z tego, ni z owego, że jestem najpiękniejszą kobietą na świecie i że ma gust haha :D

***
Przypominam o konkursie KLIK

PS. Tytuł (a właściwie piosenka) od kilku dni chodził/a mi po głowie. Kto był zuchem/harcerzem, może kojarzyć ją ze spotkań harcerskich ;p Ach, Przypomniały mi się te czasy hehehe.

***

piątek, 26 sierpnia 2011

Tyle słońca w całym mieście...

Boże! Tropiki. Normalnie Tanzania w Polsce. Umieram. Ta pogoda mnie dobija. Owszem lubię lato, ładną pogodę, opalone ciało i promienie słoneczne łagodnie (!) głaszczące twarz, ale to to jest już przesada. Od razu zakomunikowałam Mężowi, że jeżeli tak wyglądają dni w jego kraju to ja podziękuję. Po prostu nie jestem przystosowana do takich temperatur (a już w biustonoszu i wkładkach laktacyjnych to już w ogóle!). Zdecydowanie wolę wiosnę i delikatne ciepełko. Duża Czekoladka zapewnia mnie, że w Tanzanii pogoda jest zupełnie inna. Owszem jest gorąco, ale powietrze jest zdecydowanie wilgotniejsze, przez co nie odczuwa się tej "sauny". Ludzie wychodzą z domów i spędzają całe dnie na zewnątrz w cieniu drzew (w sekrecie powiem Wam, że w mojej głowie automatycznie pojawiła się wizja zielonej mamby na drzewie haha). No, ale dość o Afryce. Na dziś wystarczy mi tego tropikalnego tematu i myślę, że Małej Czekoladce też. Biedaczek męczy się niesamowicie. Nie może spać, cały czas marudzi i płacze. Chwilowe ukojenie przynosi siedzenie na balkonie, ale to też tylko do południa, bo później słońce niestety również tam nas znajduje. Przedpołudniowa kąpiel i leżenie w samym pampersie to już standardzik w Czekoladowym rozkładzie dnia. 


Ale jest jedna nowość. Otóż w dniu dzisiejszym do Bartulkowego wodnego świata zawitali nowi przyjaciele. Z racji tego, iż Mała Czekoladka od kilku dni nie lubi się kąpać, płacze i wierzga nogami, postanowiliśmy umilić mu ten czas i przekonać go jakoś, że wcale nie musi być tak źle. Babcia Czekoladki wpadła na genialny pomysł zakupienia pływających, gumowych, wodnych stworków, które urozmaicają nam pluskanko. Bartuś na początku totalnie "olał" gumowych przyjaciół, w ogóle nie zwracał na nich uwagi. Dopiero pisk wydany po naciśnięciu zainteresował Simbę. Z zaciekawieniem dotykał gumowe muszelki, statki, rozgwiazdy i inne morskie stworzenia, a nawet chciał ich spróbować, ale na szczęście w porę zareagowaliśmy. Wiadomo, surowa woda+gumowe niewiadomego pochodzenia tworzywo nie wróży niczego dobrego, ale zachowaliśmy resztki rozsądku i kontrolowaliśmy poziom "przyjaźni" Czekoladkowo-stworkowej :)))


A Wy, moje drogie, jak radzicie sobie z tymi upałami? I jak pomagacie dzieciaczkom? Jakieś rady? Ja już normalnie nie mogę. Wiatrak chodzi non stop, ale i tak jest to mała ulga. Ja chcę deszcz! Deeeeeszcz! (Mamo, wiem, że myłaś okna tydzień temu, ale może zechcesz je umyć jeszcze raz?*)

A teraz coś, co może zainteresować inne Mamy! Kochane powiadam Wam, wybierzcie się do Rossmanna! Promocje, które oferują są cudowne :) Jako dowód załączam te oto fotki :)

  • kupisz 5 słoiczków BoboVity, w prezencie dostajesz 5 cudownych, plastikowych łyżeczek,
  •  do pieluszek Pampers Premium Care w gratisie dołączana jest płytka z kołysankami (muzyka klasyczna to jest to :))
Wiem, że są jeszcze inne promocje typu: gratisowa ramka na zdjęcie, książeczka dla dzieci czy płyn do kąpieli i puszczania baniek, ale akurat nas w danej chwili nie interesowały "niegratisowe" produkty. A pieluszki i słoiczki BoboVity i tak były nam potrzebne, więc połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. Naprawdę warto. Czułam się w obowiązku Was o tym poinformować. Być może, któraś z Was nie wiedziała i teraz się skusi :)))

A na koniec Bartulkowa szafeczka lodówkowa :) (Rany, mój Syn ma więcej "jedzenia" ode mnie hahaha). Tą fotkę powinnam zatytułować "Nie wpuszczajcie Babci do sklepu :)"

***
Przypominam o konkursie, w którym do wygrania jest rabat do internetowego sklepu K L I K

*dla niewtajemniczonych - zawsze, ale to zawsze, gdy moja Mama umyje okna zaczyna padać :) Nieważne czy dzień jest upalny, czy nie, chwila, moment i już leje :D

PS. Dzisiejszy dzień był baaaardzo owocny. Ale o tym innym razem :) Napiszę jedno - dzieje się w naszym Czekoladowym świecie :))))))))

***

piątek, 22 lipca 2011

5800 :)

Dzisiejszy dzień minął pod znakiem szczepionek: Rotarix oraz Infanrix. A co za tym idzie, również pod znakiem wizyty lekarskiej i ważenia. No właśnie... przeklętego ważenia, którego nienawidzi Czekoladka. Już jakiś czas temu wspominałam, że jest to jedna z najgorszych chwil w życiu Bartulka. Nie wiem z czym to się wiąże. Czy ma jakieś niemiłe doświadczenia z wagą, czy jak? Mam podejrzenie, że w szpitalu musiało się coś wydarzyć, ale pewna nie jestem. Na szczęście dzisiaj wszystko poszło w miarę sprawnie. Rano, z racji deszczu, pobiegłam najpierw sama zarejestrować Bartunię do lekarza, a następnie po szybkim obeznaniu się z ilością ludzi, wróciłam go nakarmić, przebrać i razem z Czekoladową Babcią podjechałyśmy samochodem pod przychodnię. Co prawda, nasza kolejka już minęła, ale na szczęście, pielęgniarka co rusz upewniała się czy, aby już nie przybyliśmy. Sama wizyta przebiegała w standardowy sposób. Najpierw szybkie rozeznanie się z przyczynami przesunięcia szczepienia (ostatnio nie było naszej pani pediatry, a ta na zastępstwie przesunęła szczepienie z racji braku zaświadczenia od neurologa i neonatologa, a później zaatakował nas katarek), a następnie badanie Czekoladki. Kolejny raz upewniłam się w tym, że Bobek jest silny i rozwija się prawidłowo (wspominam o tym, gdyż po porodzie jesteśmy pod opieką wielu lekarzy i mam zlecone różne kontrole lekarskie, które na szczęście przynoszą tylko pozytywne informacje). Kolejnym etapem było znienawidzone ważenie, które o dziwo dzisiaj przebiegło sprawnie. Licznik na wadze pokazał satysfakcjonujący ciąg liczbowy -  5 8 0 0 :D:D:D Widzicie to? Bartulka rośnie mi jak na drożdżach. Baaa... wreszcie podwoił swoją wagę urodzeniową :)))) Jestem z niego (i z siebie także) bardzo, ale to bardzo dumna. Ciesze się, że nie dałam się skusić na modyfikowane mleko i powalczyłam o laktację. Nie ma piękniejszego uczucia jak patrzenie na rosnące dziecko i świadomość, że to właśnie dzięki mnie rozwija się i rośnie. Dowiedziałam się także, że od 5 miesiąca (zadecydowałam, że wstrzymam się z podawaniem nowych produktów do konsultacji z lekarzem) zaczynamy rozszerzanie diety Czekoladki poprzez wprowadzenie tartego jabłuszka przez okres tygodnia, a później przejdziemy na zupki jarzynowe oraz kleiki ryżowe. Ciekawe jak Bartuś zareaguje na nowe produkty ;p? Samo szczepienie troszkę trwało, gdyż niepotrzebnie nakarmiłam Czekoladkę przed podaniem rotawirusów. Bartek niechętnie połykał płyn, przez co troszkę się to przeciągnęło w czasie. W zamian za to, rozbrajał pielęgniarki bezzębnym uśmiechem i guganiem :))) Mały Flirciarz. Ukłucie z kolei wywołało chwilowy płacz, który zakończył się wraz z podniesieniem do góry i wzięciem na ręce przez Mamę :) Po odczekaniu 15stu minut, zapisaniu się Mamy do lekarki w przychodni oraz wysłuchaniu ochów i achów nt. Dużej Czekoladki ("Pani Mąż jest super, taki zakochany w Synku, jak tak go obserwowałyśmy to widać, że kocha tego Synka bardzo" :)) od Pani z rejestracji wróciliśmy do domku. W drodze powrotnej Synuś uśpił się, by na nowo stać się kochaną marudką. Ale dzisiaj to zrozumiałe i jest to wybaczalne. W ruch poszedł czopek z paracetamolem oraz Altacet w żelu. Mam nadzieję, że na tym się skończy i ból jak najszybciej odejdzie od mojego Bartusia. 


***
A teraz wielka nowość w naszym życiu - od dwóch dni (dzisiaj będzie trzeci) kąpanie Czekoladki przejęłam ja i Duża Czekoladka. Wiem, wiem. Wczas, ale jak to się mówi - lepiej późno niż wcale. Pierwsza nasza kąpiel nie do końca spodobała się zdezorientowanemu Synkowi, ale wczorajsza - ach - uśmiech nie schodził Czekoladce z ust :) Pomalutku przekonuję się do takiej formy pluskanka Bartulki - Czekoladowy Tata ma o wiele większe dłonie od moich, przez co Synek stabilnie sobie leży na jego rękach, a ja bez stresu mogę czyścić wszystkie zakamarki malutkiego Czekoladkowego ciałka. Ja sama zaczynam doceniać uroki kąpania we dwójkę, a i Czekoladce zaczyna się to podobać. A przecież to jest najważniejsze :)))


***
Niestety w Królestwie Simby doszło do kolejnej tragedii - Pan Baranek (Pani Owca) nie wytrzymał nerwowo napiętego trybu życia pod rządami Simby i postanowił targnąć się na swoje życie. Wciąż ustalane jest czy było to samobójstwo, czy zabójstwo, ale większość dowodów przemawia za zabójstwem - taki sam rodzaj śmierci oraz zadane rany... Niedobre rzeczy zaczynają się dziać w naszym Królestwie... chyba czas pomyśleć o ochronie Króla...


Dla porównania fotka z pierwszej tragedii:


***

środa, 22 czerwca 2011

Niczym Afrodyta, Bobuś z morskiej piany się wyłania.

Jak się można łatwo zorientować po tytule, dzisiaj będzie obiecany temat kąpciania oraz innych zabiegów pielęgnacyjnych związanych z codzienną higieną Czekoladki. 

Chlapu chlap, kąpciu kąp - czyli pucowanie Czekoladowej dupeczki czas zacząć. Na pierwszy rzut idzie wanienka w ślimaki i żółwie, wyposażona w wbudowany termometr (który tak naprawdę jest tylko dodatkiem, bo i tak metoda łokcia idzie w ruch), dodatkowo do tego oczywiście stelaż (podziękuj ładnie panie kręgosłupie). Na spód zawsze układamy pieluszki tetrowe, dzięki którym Król Simba może wygodnie ułożyć swoje czekoladowe ciałko. Nic to, że podczas kopania nóżkami pieluszki są wszędzie tylko nie pod pupą Bartulka, to się wytnie ;) Kąpanie stało się dla Czekoladki przyjemnością, która przejawia się m.in.w ilości wody na podłodze ;))))


Następnie wlewamy dwie nakrętki dobrze znanego każdemu rodzicowi specyfiku - OILATUM, który od ponad trzech miesięcy gości w naszym królestwie. Muszę przyznać, że tylko raz zaryzykowaliśmy i kupiliśmy tańszą wersję, ale w try miga wróciliśmy do naszego starego dobrego niebieskiego cudeńka. Z racji delikatnej skórki Bobusia wolę już nie eksperymentować z innymi emolientami. Oilatum idealnie współgra z czekoladową skórką mojego Mulatka, pozostawiając ją gładką i przyjemnie natłuszczoną (podkreślam słowo przyjemnie). Jednak od razu zaznaczam - won od włosków! Kędziorki zostawiamy na deserek... a jako, że ma być to deserek to raczej w wersji light, nie tłustej ;) Ale, ale... żeby nie było tak kolorowo, to od razu mówię, że Oilatum na swój malutki minusik, mianowicie cenę... no, ale wiadomo, jest jakość, jest i cena. 


Następnym punktem, oczywiście poza wlaniem wody, wyżej wspomniany DESEREK - mycie włosków. Muszę przyznać, że z tym jest nie lada problem. Czekoladka od momentu urodzenia ma naprawdę gęste i bujne włosiorki, które znacznie urosły od dnia porodu. Sytuacja z ich myciem wygląda następująco: najpierw namoczenie główki wodą, następnie użycie aksamitnego szamponiku Oillan Baby, a potem spłukanie czystą wodą z wcześniej przygotowanej miseczki. Jest to naprawdę skomplikowane, dlatego w tej czynności uczestniczą aż dwie osoby :D A tutaj przedstawiam szampon i płyn do kąpieli, którego używamy:


Jest on o tyle fajny, że delikatnie nawilża suchą skórę głowy, ale nie pozostawia jej tłustej. Tym samym włoski są jedwabiście gładkie i przyjemne w dotyku (na samym początku używałam tylko Oilatum, ale włoski po nim były tłuste i niemiłe dla oka). A po tym szamponiku włoski prezentują się tak:


Po kilkuminutowym pluskanku przychodzi moment lotu z wanienki na przewijaczek Dziadzia :), który pomalutku robi się za mały hehe. Bobuś wskakuje we wcześniej przygotowany cieplutki ręczniczek i czeka na wycieranko :D Jego ulubionym punktem jest wycieranie głowy (tak, tak!), które go uspokaja i widocznie poprawia humorek. Po osuszeniu reszty ciała przychodzi czas na zabezpieczenie strategicznych punktów: szyi, paszek, jajeczek i dupeczki mojej kochanej, przed odparzeniem. A służy nam przy tym niezawodny Alantan :) Naprawdę cudo. W sumie towarzyszy nam od początku, raz tylko zamiennie stosowaliśmy Bepanthen, w chwili braku Alantanu w królestwie. Według mnie Bepanthen nie jest tak fajny jak Alantan. między innymi z powodu swojej konsystencji. Niestety więcej nie powiem o tym drugim, gdyż tak jak piszę, stosowaliśmy go może dwa razy, więc niesprawiedliwym byłoby ocenianie go w jakichkolwiek kategoriach. Dla mnie mistrzem jest ta maść (jak widać na zdjęciu, czas odwiedzić aptekę po nową tubkę ;p):


W sytuacjach kryzysowych (a takich za wiele nie mieliśmy) polecam Sudocrem, który skutecznie ratuje ciałko przed zaczerwieniami. My, wciąż mamy małe opakowanko, którego jeszcze nie zużyliśmy, co może tylko potwierdzać moją opinię o Alantanie :) Dzięki niemu nie mamy żadnych niechcianych niespodzianek. Nie mniej jednak Sudocrem mogę z czystym sercem polecić. Uwaga tylko na białe ślady, które dosyć ciężko schodzą z zagięć skóry... ale dla chcącego nic trudnego :)


Po "zabezpieczeniu" skórki przychodzi czas na ochronę dywanika i przewijaczka :D Muszę napomknąć, iż ostatnio ulubioną czynnością mojego Synka jest robienie "fontanny siurkowej", dlatego z założeniem pieluszki raczej nie zwlekamy. 


Chyba nie muszę przedstawiać tych pieluszek. Standardzik na dupce Czekoladki. Aktualnie używamy "dwójeczek" New Baby firmy Pampers, jako że "trójki" okazały się jeszcze za duże. W sumie przydałyby się nam takie 2,5 hehe, ale niestety takich chyba nikt nie produkuje. "Trójeczki" cierpliwie czekają pod łóżeczkiem Bartulka, a tymczasem 2 rządzą w naszym domku. Dzisiaj nawet Czekoladowa Babcia obdarowała nas dużym zapasem Pampersów, za co serdecznie DZIĘKUJEMY! :)


Uwielbiam pieluszki tej firmy. Nie dość, że są miękkie, to do tego super chłonne. Kolorowe obrazki na pieluszkach dają dodatkowy powód do zabawy z Czekoladką. Zawsze wkładając pampersa patrzę na zwierzątko, które tam się znajduje i tak nazywam swojego Syneczka. Na dźwięk odgłosów owych zwierząt (wydawanych przeze mnie, ma się rozumieć) Czekoladka odwdzięcza mi się szerokim uśmiechem :))) Co jeszcze mi się podoba w tej firmie, to m.in. akcje związane z niesieniem pomocy w ubogich krajach. Nic tak nie działa kojąco na mnie, jak świadomość, że pieniądze przeze mnie wydane w jakimś tam stopniu pomagają innym.

Bez bicia przyznam się, że raz spróbowaliśmy zachwalanych pieluszek z Biedronki (no comment). Dla mnie to było jedno wielkie nieporozumienie. Cała paczka leży schowana głęboko pod łóżkiem, w razie awarii... chociaż myślę, że same te pieluszki są już awarią :/ Ale obiecałam sobie, że tego nie będę komentować. ;p

Po ubraniu dupeczki przychodzi czas na czesanko Czekoladowych kędziorków, co nieźle wkurza Bartulka :D No, ale gentleman musi jakoś wyglądać, co nie? Niestety u nas nie wystarczy tylko szczoteczka... w ruch idzie także grzebyk (oczywiście należy zachować bezpieczeństwo przy ciemiączku!). Oba przedstawione akcesoria pochodzą z firmy Canpol.


Już prawie ostatnim etapem naszej codziennej pielęgnacji jest nawilżanie ciałka Simby. Jak już wcześniej wspomniałam, Oilatum ładnie natłuszcza skórę, dlatego nie smarujemy jej dodatkowo niczym. Jedynie na twarz (po kąpieli jest bardzo sucha :/) nakładamy odrobinkę oliwki Bambino lub kremu Oilatum Soft. O ile oliwka fajnie pachnie, o tyle Oilatum nie do końca do mnie przemawia, także ze względu na konsystencję. Dlatego częściej w ruch idzie oliwka:


Na koniec jeszcze oczyszczamy nosek przy użyciu wody morskiej Marimer i aspiratorka. Nie stosujemy go codziennie, gdyż nie jest to niezbędne. Raz na tydzień w zupełności wystarczy (rada ze szpitala :))


Uff, teraz na nowo możemy łamać wszystkie serca płci pięknej :D

A teraz najważniejsze! Wiem, że nie ładnie tak dziękować na końcu, no ale... Mamusiu dziękuję Ci za pomoc w kąpaniu Bartulka. Wiem, że jest to dla Ciebie przyjemności i kochasz to robić, ale podziękować nie zaszkodzi :*

Ciekawa jestem jakich kosmetyków Wy używacie do pielęgnacji swojego Dziecka. Z przyjemnością poczytam o Waszych numerach jeden :) Tymczasem mykam napawać się zapachem mojej Mlecznej Czekoladki! Pozdrawiam serdecznie :)

PS. Tak z innej beczki. Potrzebuję rady! Chcę wpłacić troszkę pieniążków na lokatę dla Bartulka, ale w ogóle nie orientuję się w sprawach papierkowych i czysto formalnych. Jaką lokatę polecacie? Na jaki okres? Z góry dzięki za rady...

***

środa, 4 maja 2011

Kuoga - kąpciu, kąpciu :)))

Witam serdecznie :) Wpis ten miałam zrobić wczoraj, ale dziwnym trafem wyleciało mi to z pamięci.  A właściwie wpis o chrzcinach wydał mi się bardziej naglący ;p. Tak więc ten temat podejmę dzisiaj. O co chodzi? Ano o kąpiel. Jak część z Was wie, mój Czekoladowy Mfalme w sobotę przekroczy magiczny próg 2 miesięcy :))) A więc chyba najwyższy czas wprowadzić jakieś urozmaicenia w preparatach stosowanych podczas wieczornego pluskanka. Do tej pory do kąpieli stosowałam Oilatum, w głównej mierze z powodu dość suchej i delikatnej skórki Czekoladki. Jednakże zauważyłam, że to już nie wystarcza. Jak zdążyłyście zauważyć, mój Synek ma dość pokaźną czuprynkę, na którą Oilatum nie działa najlepiej. Jak do ciała sprawdza się idealnie, tak włoski nie wyglądają za "apetycznie". Dlatego chciałabym zacząć stosować szamponik do włosków oraz mydełko do ciała, ale sama nie wiem, które wybrać. Chyba już się domyślacie o co chodzi. Tak, tak... o radę. Kochane moje, jakie sprawdzone preparaty do kąpieli polecacie? Czym myjecie swoje malutkie Cudeńka? Z góry dziękuję za komentarze. :)))


***
Dawno niewidziany mały czekoladowy słowniczek:
kuoga - kąpiel, prysznic
mfalme - król

***
Aktywność fizyczna:
rowerek stacjonarny - 45 min v
brzuszki v

PS. waga pokazała cyferki sprzed ciąży.

***