czwartek, 3 listopada 2011

Takie tam.

Pogoda nas rozpieszcza, a tym samym my rozpieszczamy nasze ciała spacerując z wózeczkiem po okolicy. Cudownie, że jesień pokazuje się z takiej strony, już dawno nie pamiętam tak ładnego października, a i listopad zapowiada się równie pięknie. Dzisiaj nawet byłam skora wyskoczyć w T-shircie, ale w porę się powstrzymałam. Wbrew pozorom taka aura bywa zdradliwa, moment i można leżeć zakatarzonym w łóżku, a tego byśmy nie chcieli. Spacerki są przyjemne, pomimo dalszego poruszenia ludzkiego na nasz widok. Ludzie są śmieszni, ale na szczęście w dalszym ciągu nie są chamscy. Muszę przyznać, że czasami czujemy się jak osoby sławne, normalnie jak obecny bohater tygodnia - pan T. Wrona haha. Ludzie podchodzą do nas, chcą porozmawiać, zadać pytanie (chociażby dzisiejsza sytuacja. Mija nas pan, na oko 50letni, który z uśmiechem na ustach mówi: Spacerek? My troszkę zaskoczeni odpowiadamy, że tak. Na co Pan mówi: Ale śliczny chłopczyk. Gratuluję. Yyy... Mąż szybko reaguje i odpowiada, że dziękuje. Pan tylko odpowiada "Na zdrowie" i znika za zakrętem. Mąż patrzy na mnie, ja na niego i w śmiech. Ani ja, ani on nie znamy tej osoby, ale akurat taki sposób podjęcia rozmowy jest miły, przynajmniej nie staje na środku ulicy i się nie "gapi", bo i takie reakcje się zdarzają.) Jak widać nasze życie płynie sobie "spokojnie" i powoli. Właściwie to mogę napisać, że jego rytm standardowo wyznacza Bartulek, któremu troszkę ciężko jest się przestawić, że mamy czas zimowy. Wieczorem wymusza na nas wcześniejszą kąpiel, by zaraz po niej udać się do łóżeczka, za to poranki standardowo zaczynają się w granicach 5 - 6 godziny. A jeśli już piszę o kąpieli, to muszę się Wam pochwalić, że ostatnio jest to jedna z najbardziej wyczekiwanych chwil przez Czekoladkę. Jak dawniej cieszył się na samo przygotowanie kąpieli, by potem zalewać się płaczem w wanience, tak teraz radość kończy się dopiero w momencie ubierania. Bartek pokochał pluskanie, chlapanie i rozlewanie wody. Uwielbia kopać nogami na wszystkie strony i bić łapkami w wodę jak radosne stworzonko. Pokój po takim kąpaniu wygląda jak wielki basen. Naprawdę uroczy widok. Piskom i śmiechom nie ma końca (hmm... a w sumie jest - w momencie wyciągania z wody ;p). Dzięki tej czekoladowej radości i ja pokochałam jego kąpanie :) Nic to, że jestem cała mokra, grunt, że Karmelek jest zadowolony. A co poza tym u nas? Mama zapragnęła zmian, kupiłam szampon koloryzujący i przyciemniłam włosy, a co :) Mąż mówi, że ładnie wyglądam i to się liczy. Dodatkowo pomalowałam pazurki na ognistą czerwień, tak ulubioną przez Dużą Czekoladkę, tym samym wpasowując się kolorystycznie pod czerwone Bartulkowe body. I tak mija sobie wolny czas, by za niedługo znowu gwałtownie przyspieszyć, ale na razie o tym nie myślę i dalej delektuję się chwilami z moimi facetami :))))



***

12 komentarzy:

  1. Kolorek ładny, ja natomiast stopniowo pasemkami rozjaśniam wloski ;)) juz mi sie znudzil ciemny kolor wlosow;p a lakier mam taki sam i ciemniejsza czerwien tez sie znajdzie u mnie;) zreszta mam bzika na punkcie lakierow, choc juz zaprzestalam ich dalszego kupowania ;P;P
    pozdrawiam :*:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie lakiery :) A kolorek super, w moim stylu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. jak bylam z Abi w Polsce to panie uporczywie sie mnie pytaly czemu takie duze dziecka jeszcze ma zoltaczke i czy jej aby za duzo marchewki nie daje ;) Ale ja bylam bez M oczywistego powodu koloru mojego dziecka :)
    Mina pan w tramwaju kiedy powiedzilam ,ze jej tata ma ciemna skore... bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W Polsce jak narazie nie jest takie popularne ,że obca osoba się odzywa itp... Jak przyjechałam do Australii to każdy kto przechodzi obok czesc jak sie masz itp tujest tak bardzo popularne mowienie do obcych osob nie koniecznie zatrzymanie sie ale np
    Ja rano chodze sportowo i tu dużo ludzi tak chodzi miajac sie kazdy mowi sobie dzien dobry i takie tam ... jak dla nie to fajn ejest


    A wloski zapewne wygladaja slicznie w tym kolorku :P

    OdpowiedzUsuń
  5. sytuacje takie jak z panem ok 50 zdarzają sie i nam a jesteśmy zwykłą rodziną

    OdpowiedzUsuń
  6. dobrze ze maz chwali za zmiany... Kiedy Ty masz czas tak dbac o paznokcie, bo ja to jakos nie mam nawet 10 minut spokou, no oprocz teraz jak Emma wcina kanapke

    OdpowiedzUsuń
  7. ja też ostatnio zmieniłam kolor włosów - zmiana znacząca - z jasnej blondynki stałam się... brunetką;) I powiem Ci, że bardzo dobrze się z tym czuję;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny kolorek :)
    Ostatnio też rozmawiałam z G. na temat ludzkiej ciekawości, kiedy go widzą. Pierwsze pytania to skąd jest, co robi w Polsce, jak jest w Tanzanii i inne takie... On mówi, że już się do tego przyzwyczaił.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale z Ciebie teraz sexy mama :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ależ jesteś przewrażliwiona na tym punkcie!!! Mnie też często zaczepiają czy zagaduja różni ludzie na spacerze i nie widzę w tym nic dziwnego ani złego ani śmiesznego. uśmiechaja się, wypytuja o dziecko, chwalą lub inne takie. tez mogę się czuć jak sławana... ;)a dziecko mam blade. znaczy - nie ma takich pieknych i - na naszych ulicach - nietypowych kolorków jak Twój synek. W Polsce tak jest niefajnie że każdy patrzy na koniuszek własnego nosa i gdy ktoś nieznajomy go zagadnie na ulicy to już się czuje dotknięty czy obruszony. brak otwartości. stąd chyba taka Twoja reakcja, do tego nas przyzwyczajono, by patrzyć na innych wilkiem i udawać że się ich nie widzi... a przecież w ten sposób się poznaje ludzi, by potem stali się już "znajomi" i mogli zagadywać bez obaw.
    druga sprawa - no wyróżniacie się z tłumu i co w tym złego?? a skoro się wyróżniacie więc wzbudzacie większe zainteresowanie i chęć zagadniecia może też. Ale tego to się pewnie mogłaś spodziewać od początku znajomości z mężem. Ja bym nie zagadała pewnie, bo jestem niesmiała i typowo polska - z obcymi nie gadam, nie widzę, wstydzę się i krępuję. ale mocno mi to we mnie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy- być może masz rację, jestem przewrażliwona, ale nie sądzę, że wynika to z faktu bycia z Ciemnoskórym, bardziej chodzi mi o dobro mojego dziecka. Ja sama nie podchodzę do obcych ludzi, nie zaglądam im do wózka, nie dotykam obcych dzieci, nie zaczepiam i nie wypytuję o to jak się komuś żyje tu czy tu, czy długo są razem i czy planują mieszkać w Polsce czy za granicą i chyba wolałabym, żeby innych też to nie interesowało, tak jak Ty nie jestem otwartą osobą, ale mi akurat to nie przeszkadza, znajomi widzą jaka jestem i wiedzą na ile mogą sobie pozwolić, a właściwie na ile sama pozwalam. Ale tak jak napisałaś, pewnie jestem przewrażliwiona. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. ps. mój Mąż, jak wiadomo, Polakiem nie jest, a też jest to dla niego dziwne.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)