Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STONZWEAR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STONZWEAR. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 marca 2012

Balonowe wyniki giveaway.

Na wstępie pragnę wszystkich przeprosić za to małe opóźnienie. Wybaczcie, ostatnio na głowie mam dużo obowiązków, zaczynając od organizacji dwudniowych urodzinek Bartunka (jutro przyjeżdża do nas delegacja afrykańska :), a w niedzielę polska część rodziny), a kończąc na dzisiejszym szczepieniu Czekoladki (najgorsze przeżycie z możliwych w tym tygodniu, biedny Bartunek :(). No, ale nie przeciągając - oto krótka balonowa relacja z dzisiejszego wyłonienia zwycięzcy :) Zapraszamy :)

Nicki/imiona uczestników umieszczone zostały na malutkich karteczkach, które skrupulatnie zostały przygotowane przez Babcię Czekoladki...


Po złożeniu i dodatkowym sprawdzeniu wszystkich danych, losy zostały złożone na 4 części, tak by Mała Czekoladka nie dostrzegła żadnej, nawet najmniejszej literki...


Z racji wyjątkowych okoliczności rozdania, wszystkie losy zostały umieszczone w osobnych balonikach, które nadmuchiwane były przy pomocy Maminych i Babcinych płuc...


Mniej więcej tak prezentował się każdy szczęśliwy, potencjalny zwycięzca... Z małą różnicą kolorystyczną ;) Z prawej strony można dostrzec biały punkcik - karteczkę z imieniem uczestnika/uczestniczki giveaway.


Całość "losów" prezentowała się mniej więcej tak (po wynikach, mieliśmy niezłą balonikową zabawę, żałujcie, że Was nie było ;))


Zadaniem Czekoladowego Rocznego Solenizanta był wybór jednego spośród wszystkich balonów. Wybór był naprawdę trudny, gdyż wszystkie balony kusiły Naszego Simbę swoimi pięknymi kolorami. Po długim namyśle i niezliczonych kopniakach, wybór padł na ten oto balonik:


Po dokładnym oglądnięciu i chwilowym płaczu, został on oddany Mamie, która za pomocą ostrej igiełki rozprawiła się z czerwonym dmuchańcem.



Czerwony balon w swoim wnętrzu skrywał niezwykle ważną personę - zwycięzcę żółtych STONZ'owych pingwinków, a został nim...


TADAM! Pan Tomasz pisze:
super buty Tomasz leonidass90@wp.pl

Serdecznie gratulujemy! Nie powiem, zaskoczyło mnie niesamowicie, że w naszej zabawie uczestniczyli także mężczyźni. Baaa... że w ogóle mężczyźni nas czytają :P Tym bardziej cieszymy się z wyboru Małego Solenizanta i prosimy Pana Tomasza o kontakt na mtotowangu@wp.pl, by dograć szczegóły dostarczenia nagrody.

Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękujemy za zabawę i  udział w giveaway :) Niestety dysponowaliśmy tylko jednym zestawem bucików, a nie ukrywam, że z miłą chęcią obdarowalibyśmy Was wszystkich STONZ'owymi bucikami.


***

czwartek, 1 marca 2012

Milowy Czekoladowy krok!

Powiem Wam jedno - zmiana dziecięcych nawyków, wbrew jego naturze jest niedopuszczalna! Przekonałam się o tym minionej nocy. O co chodzi? Już opisuję. Po niespokojnych Czekoladowych nocach, zaczęliśmy szukać przyczyny płytkiego snu Czekoladki. Niezrozumiałym była (i w dalszym ciągu jest) niechęć Bartusia do wieczornego spania. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że już nawet bliska osoba przy boku Synka, nie ma wpływu na jakość jego snu. Po eliminacji kilku prawdopodobnych przyczyn niespokojnego snu, postanowiliśmy dodatkowo zmniejszyć ilość drzemek dziennych Bartunia. I jak się okazało był to błąd. Już około godziny 17stej Bartuś dawał nam znaki, że chce mu się spać, tarł oczka, przytulał się i przykładał główkę do cycusiów. Z bólem serca obserwowałam, jak musi się męczyć z zamykającymi się powiekami. Troszkę wbrew sobie, zabawiałam na siłę Bartulka, tak by wytrzymał na jednej drzemce do kąpania. O dziwo udało nam się to, ale tak jak się spodziewaliśmy tuż po wieczornym pluskanku, Czekoladka usnął w sekundę (nie przesadzam ;)). Zadowoleni, wręcz dumni z naszego sukcesu, delektowaliśmy się widokiem śpiącego Czekoladowego Aniołka. Do czasu. Rześki Bartulek ok. godziny 23, stwierdził, że on właściwie się już wyspał i fajnie by było pograć w piłkę. Chyba nie muszę pisać, że ta wielka aktywność trwała do 3 w nocy (nic, że Mama, czyli ja miałam wstać o 5 na uczelnię oO). Nieprzytomna cudem przetrwałam dzień w akademickiej ławie, opłacając to wielkim bólem głowy i.... OKRESEM! Tak jest! Po prawie 2 latach, w końcu dostałam okres. Rany, co to za uczucie. Hahaha, już zapomniałam jak to jest ;))))) To jest pierwsza z nowości tego dnia, ale to właśnie druga jest tą najważniejszą. Otóż pragnę pochwalić się Wam wszystkim, że Nasze Czekoladowe Szczęście, zrobiło dzisiaj swoje pierwsze samodzielne 3 kroczki! I to pod okiem wujka! Kto by pomyślał :))))) Rany, rany! Mówię Wam cóż to za emocje, cóż za napięcie i duma :) Ach, mój kochany Czekoladowy Simba jest już taki duży i samodzielny :* I pomyśleć, że jeszcze niedawno był taki malutki...


***
Zainteresowanych zakupami, modą itp. serdecznie zapraszam na mojego drugiego bloga (bardziej jest to zabawa niż poważne blogowanie, no ale... To taka odskocznia od obowiązków ;))



***
Przypominam o giveaway, w którym do zgarnięcia są buciki Stonz oraz torba ekologiczna. Po więcej szczegółów odsyłam TUTAJ.


***

środa, 29 lutego 2012

Garść ciekawostek rodem z Tanzanii :)

Po tych kilku ciężkich dniach (a właściwie nocach), powracam do Was  z nową dawką tanzańskich ciekawostek. Dzisiaj w głównej mierze skupię się na instytucji małżeństwa, na jego zawieraniu oraz rozwiązywaniu, a także znajdzie się kilka innych mniej lub bardziej ważnych spraw. Skąd taka tematyka? Wieczorami, gdy już Bartunia oddaje się w objęcia Morfeusza, lubię prowokować pewne rozmowy i wyciągać z Dużej Czekoladki różne tanzańskie kwestie. Tak też było tym razem. Dzięki mojemu sprytowi, zupełnie przez przypadek udało mi się zdobyć kilka prawnych i kulturowych ciekawostek rodem z Tanzanii. 
  • MAŁŻEŃSTWO OKIEM PRAWA TANZAŃSKIEGO 
- żeby tak od razu nie zaczynać rozwodem, to zdecydowałam się na pewną chronologię, najpierw małżeństwo, potem dzieci, a na końcu rozwód  ;)) (chociaż jakby tak spojrzeć na naszą rodzinę, to u nas było troszkę na odwrót, najpierw Czekoladka, a potem małżeństwo, o rozwodzie na razie cicho, no aaaale nie chwalmy dnia przed zachodem tanzańskiego słońca, c'nie? ;)). Hihihi, ale do rzeczy. Według prawa tanzańskiego związek małżeński może zawrzeć wolna kobieta w momencie osiągnięcia 15 lat i wolny 18-letni mężczyzna (nie skupiam się tutaj na religii muzułmańskiej, u której jest troszkę inaczej, gdyż dopuszczalna jest poligamia). Sąd w uzasadnionych przypadkach może obniżyć wiek kobiety do 14stu lat. Na moje pytanie, po co w ogóle brać ślub w tak młodym wieku, usłyszałam od Męża odpowiedź: "Bo jak się ludzie kochają, to na co mają czekać?". No, ok nie wnikam. Osoby poniżej 18 r.ż. chcące wstąpić w związek małżeński muszą mieć zgodę swoich opiekunów prawnych, pełnoletnie osoby, tej zgody mieć nie muszą ;)))

  • MACIERZYŃSTWO
- w okolicach terminu porodu, kobieta będąca w zaawansowanej ciąży (8-9 miesiąc ciąży), tymczasowo wyprowadza się od Męża do rodzinnego domu (tj. miejsca, gdzie mieszka Mama) i tam w jej towarzystwie oczekuje pierwszych symptomów zbliżającego się porodu. Tuż po porodzie, Matka wraz z córką,  po opuszczeniu szpitala (Mama także pomaga córce w szpitalu) ponownie wprowadzają się do mieszkania Męża i razem zajmują się wychowywaniem i opieką nad nowonarodzonym dzieckiem. W sytuacji, gdy Mama córki nie żyje, jej rolę przejmuje teściowa, z tym jednak wyjątkiem, że teściowa wprowadza się do mieszkania Syna, już w ostatnich miesiącach ciąży Synowej (hihihi, co Wy na to? Skorzystałybyście z takiej pomocy :)?). Kiedy młoda Mama gotowa jest samodzielnie zająć się opieką nad dzieckiem, Mama/Teściowa wraca do swoich obowiązków (co nie znaczy, że już nie opiekuje się wnuczkami ;)). Teraz widzę, jak bardzo moja rodzina podobna jest do wzorca tanzańskiego :) U nas, podobnie jak w Tanzanii, od pierwszych chwil życia Bartusia, mogę liczyć na pomoc i wsparcie Mamy. Hihihi... I pomyśleć, że to już roook oO. Dziękuję Ci, Mamooo :*

  • ROZWÓD A DZIECKO
- nooo i w końcu doszliśmy do tej kwestii, która mnie zainspirowała do wpisu ;)). Otóż wszystko zaczęło się od naszej wieczornej rozmowy nt. czy w momencie rozwodu rodziców, dziecko pochodzące z małżeństwa powinno zostać przy Mamie, czy może przy Tacie. Nie raz, w żartach przekonuję Dużą Czekoladkę, że w prawie polskim jest zapisane, że dziecko powinno zostać z Mamą i Tata nie ma nic do gadania (hehe jak wiemy, nie do końca tak jest i decyzja zależy od wielu ważnych czynników ;)). Oczywiście Duża Czekoladka, nie do końca mi wierzy, ale też nie doszukuje prawdy, gdyż przekonany jest, że nawet jeśli Synek zostałby ze mną, to w przyszłości poszukiwałby swoich korzeniu, a tym samym Taty. Sama nigdy do tego nie chciałabym doprowadzić, moim marzeniem jest stworzenie dla Czekoladki pełnego miłości domu, w którym dostanie wzorce szacunku i obraz kochających się rodziców (co, nie znaczy, że uważam, że uparcie trzeba być z osobą, z którą takich wzorców nie da się stworzyć. Nie raz tak bywa, że dwoje ludzi nie są sobie pisani i czasami oddzielne życie jest o wiele korzystniejsze dla nich samych, a przede wszystkim dla zdrowia i komfortu psychicznego dziecka). Jak wygląda sytuacja w Tanzanii? To, co mnie naprawdę zaskoczyło w prawie tanzańskim to zapis, na mocy którego to kobiecie, do osiągnięcia 7 roku życia dziecka, przyznawana jest pełna władza rodzicielska. I nie ma tu znaczenia, czy kobieta ma do tego warunki, czy też nie. Ten problem rozwiązany jest poprzez sądownie narzucone alimenty płacone przez ojca dziecka. Do 7 roku życia, ex mąż ma obowiązek płacenia ex żonie odpowiedniej sumy zapewniającej dostateczne warunki życia oraz stałą opiekę medyczną dla swojego dziecka.  Sytuacja może ulec zmianie, dopiero w chwili osiągnięcia przez dziecko wieku powyżej 7 r.ż, wtedy to, sądownie przyznawana jest decyzja, co do dalszej opieki nad dzieckiem. Wyjątkiem od tej zasady, są oczywiście sytuacje patologiczne typu: alkoholizm lub zażywanie narkotyków przez matkę, w takim przypadku decyzja  reguły jest na korzyść ojca nawet przed wyznaczonym wiekiem dziecka. Nie powiem... Kontrowersyjna sprawa. Ile razy bywa tak, że to ojciec traktuje lepiej dziecko, od rodzonej matki... Myślę, że takie kwestie powinny być rozpatrywane indywidualnie. No, ale niestety to nie ja ustalam prawo i moje zdanie nic nie zmieni. 
Wniosek? Lepiej, tuż przed podjęciem decyzji o ciąży, dobrze zastanowić się, czy dana osoba, jest tą, z którą chcielibyśmy być do końca naszego życia i wychowywać przyszłe dzieci. (Haha, reakcja mojego Męża na te słowa - A ile będziemy mieć dzieci? Moja odpowiedź: Jedno. Mąż - To trzeba tam zmienić "wychowywać dziecko, a nie dzieci" Ja - A skąd mogę wiedzieć, czy w przyszłości nie będzie jeszcze jednego? ;))
My z Dużą Czekoladką, pomimo wielu różnic kulturowych i różnych spojrzeń na świat, jesteśmy o tym przekonani :))):* 


Nooo... To by było na tyle, tych małżeńskich ciekawostek rodem z Tanzanii. W tajemnicy powiem Wam, że pisałam ten wpis ponad 5h, z przerwą na drzemkę z Czekoladką :)))) Tak jak pisałam na wstępie, mamy za sobą ciężkie noce, które najprawdopodobniej zwiastują kolejne ząbki... Aaaa...

***
Przypominam o giveaway, w którym do zgarnięcia są buciki Stonz oraz torba ekologiczna. Po więcej szczegółów odsyłam TUTAJ.


***

poniedziałek, 27 lutego 2012

Nie chwal dnia przed zachodem słońca...

A ja niestety to uczyniłam we wczorajszym wpisie. Niestety, ta noc do najprzyjemniejszych nie należała i dużo w tym mojej winy. Tak się rozkręciłam z tym tanzańskim jedzeniem, że poprosiłam Męża o chipsi mayai na kolację, co było przykre w skutkach. Moje łakomstwo zostało ukarane i to w najgorszy z możliwych sposobów, bo odbiło się ono na Malutkiej Czekoladce, która całą noc skręcała się z bólu brzucha :( Niestety, znowu nadszedł czas na powrót do dietki eliminacyjnej i spożywania pokarmów tolerowanych przez Czekoladowy brzuszek. I pomyśleć, że większość kobiet karmiących nie ma takich problemów i bez nieprzyjemnych skutków może zajadać się nawet kapustą z grochem. Sic! Chociaż jakby się tak przyjrzeć temu wszystkiego, to znajduję plusy takiej sytuacji :D W końcu idzie wiosna i sama powinnam zacząć dbać o to, co jem, dla swojego zdrowia psychicznego i fizycznego. A, że teraz mam powód, to już inna bajka :) Szkoda tylko, że w tak niemiły i bolesny sposób musiałam się o tym przekonać. Bartusiu, mam nadzieję, że wybaczysz Mamie to wieczorne pazerstwo. Obiecuję poprawę. Na szczęście, teraz Czekoladka odsypia nockę przy boku Babci :) Nie wspomnę, że i Tata sobie leniuchuje ;))))) A ja dla odmiany pomalowałam pazurki na niebieski kolorek (wybaczcie, mam manię lakierów do paznokci, obecnie czaję się na neonową żółć i pomarańcz :P) i  przeglądając oferty sklepów w poszukiwaniu wiosennych modowych inspiracji (po przeglądnięciu samej oferty H&M dochodzę do wniosku, że przydałoby się zagrać w lotto ;)), pedałuję sobie na rowerku (trzeba w końcu spalić "wyrzuty sumienia" ;)).


***
Przypominam o giveaway, w którym do zgarnięcia są buciki Stonz oraz torba ekologiczna. Po więcej szczegółów odsyłam TUTAJ.

***

niedziela, 26 lutego 2012

Chipsi mayai :)

Raaanyyyy. Doczekałam się :) Mój Mąż w końcu zlitował się nad moimi kubkami smakowymi i zrobił mi moje ukochane śniadanko :) Już myślałam, że to nigdy nie nastąpi, ale jednak wczoraj udało mi się uprosić Dużą Czekoladkę o moje ukochane chipsi mayai :) Co prawda, sama obierałam do niego ziemniaki, no, ale czego się nie robi dla takiej pychotki :) Niestety z ugali nie będzie tak łatwo, z racji niepodważalnego argumentu mego Męża odnośnie mojego karmienia piersią... ale i tego kiedyś się doczekam :) Pewnie myślicie, że jestem jakąś wariatką, ale ja naprawdę kocham jedzenie zrobione przez Dużą Czekoladkę. Nie wiem jak On to robi, ale nawet pozornie zwykłe ziemniaki z jajkiem stają się podniebiennym arcydziełem :] Mniaaaam. To danie niesamowicie mocno kojarzy mi się z okresem ciążowym i naszymi wspólnymi śniadankami mmmm :))))

fot. by me - część chipsi mayai mojego Męża, dlatego z ketchupem hehe.
Ok. Po tym bardzo smacznym wstępie przechodzę do czegoś równie miłego, bo Czekoladowego :) A właściwie Babcino-Czekoladowego. Otóż mój sprytny Syneczek i jego równie pomysłowa Babcia wymyślili sobie jakiś czas temu bardzo ciekawą zabawę, która polega na rozwijaniu zmysłu zręcznościowego Małej Czekoladki. Bartunek znajdujący się po ciepłej stronie okna podąża paluszkiem za palcem Babci, która znajduje się po stronie zimnej (no, cóż... ktoś musiał, a że padło na Babcię ;))) i zaczepia Bartulka przytkniętym palcem do szyby. Oczywiście Bartusia nie trzeba długo zachęcać do tej zabawy. Z ciekawością dotyka zimnej szyby z nadzieję, że w końcu uda mu się dotknąć ciepłego palca Babci... Być może dla wielu osób to jest nic, ale dla mnie - Matki - to duże Czekoladowe osiągnięcie. Do niedawna Bartunek dotykał okna całą dłonią, a od jakiegoś miesiąca robi to za pomocą paluszka :))))) Dziwnym trafem celowanie do mojego nosa opanował duuuużo wcześniej ;)))) Ała ;)


***
Przypominam o giveaway, w którym do zgarnięcia są buciki Stonz Wear oraz torba ekologiczna. Po więcej szczegółów odsyłam TUTAJ.


***

sobota, 25 lutego 2012

Alienowe butki STONZ i... coś dla Was :)

O zakupach butkowych w przypadku Czekoladki można by pisać i pisać. Wybór odpowiedniego obuwia na Czekoladowe stópki to nie lada wyzwanie. Do tej pory każda wizyta w sklepie kończyła się albo zakupem za dużych (ale pasujących) butów, albo (co przykre) powrotem do domy w skarpetach otulonych kocem. Niestety, stopa Bartusia, z racji wysokiego podbicia, jest dość trudną częścią ciała do ubioru.


Wszystkie buty, tak pięknie prezentujące się na wystawach, okazywały się zupełnie nietrafione w chwili ich przymiarki. Na szczęście, jest na tym świecie cudowna kanadyjska firma Stonz, która wpadła na genialny pomysł miękkich, ciepłych i jednocześnie wygodnych bucików, które dzięki samodzielnej regulacji, idealnie wpasowują się na każdą stopę. Na nasze szczęście, Nasz Czekoladowy Blog zyskał uznanie tej właśnie firmy, która zaoferowała nam do przetestowania ciekawie wyglądające buciki Stonz :) Chyba nie muszę pisać, że ta cudowna informacja wywołała na mojej twarzy olbrzyyyyymi uśmiech. Po przeglądnięciu oferty sklepu online, pomyślałam tylko: "To jest to! Nie dość, że ładne i kolorowe, to jeszcze regulowane! Bingo!". Z trudem zadecydowałam, które kapcioszki zagoszczą na Czekoladowych stópkach, no, ale w końcu wybrałam słodkie Alienki rozmiar L (na razie są lekko za duże, ale dzięki regulacji ładnie dopasowują się do Czekoladowej stopy :)).


Jak prezentują się z zewnątrz to widać - są kolorowe, słodkie i przyjemne dla oka. W pierwszej chwili skojarzyły mi się ze stopami słonika haha xD Ciekawa jestem, czy macie podobne odczucia?
Natomiast to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka, a bardzo ważne, jeśli mowa o użytkowaniu:
  • Butki wykonane są z nieprzemakalnego i wiatroodpornego, pokrytego nylonem materiału,
  • Miękkie podeszwy odporne są na ślizganie, a także mają znaczący wpływ na prawidłowy rozwój malutkich stóp,
  • Regulowane gumki zapewniają dokładne dostosowanie się do każdego rodzaju stopy,
  • Wewnątrz butków znajduje się ciepły polar, który utrzymuje temperaturę i zapobiega poceniu się stóp.


Najlepsze w butkach Stonz jest to, że są one przystosowane do każdej pory roku - na siarczyste mrozy, wiosenne roztopy, czy też jesienną pluchę. Idealnie wpisują się tutaj słowa pomysłodawczyni Stonz - "Nie ma czegoś takiego jak zła pogoda, są tylko nieodpowiednie ubrania". Dodatkowo, w zależności od pogody i upodobań można je nosić zarówno na skarpety, buciki, kapcie czy bose stopy.

Buciki dostępne są w 4 rozmiarach (S,M,L i XL - info na stronie STONZ) i niezliczonej (przeze mnie) opcji kolorystycznej i rysunkowej. Poniżej przedstawiam tylko część z oferowanych przez Stonz bucików:

http://www.stonzwear.com/default.aspx?
Jak Czekoladka zareagowała na nowe buciki? Na początku niepewnie i z duuuużą rezerwą. Był nawet moment wielkiej złości i zrzucania butków na podłogę (akurat to nie jest wyznacznik, bo z większością tak robi, wszak to Simba - kocha naturę hehe), ale z każdym dniem używania bucików przekonywał się do nich i z czasem coraz chętniej próbował pierwszych kroków.


Powiem Wam szczerze, że tak jak w przypadku kapcioszków PreShoes, tak i tym razem obawiałam się tej miękkiej podeszwy, na szczęście, jak się okazało bezpodstawnie. Bartuś, dzięki temu, że czuje podłoże czuje się pewniej i chętniej podejmuje się chodzenia. My, co prawda na razie stosujemy buciki wraz z kapcioszkami, ale podyktowane jest to w głównej mierze panującą na zewnątrz aurą, ale jestem przekonana, że już na wiosnę, gdy Bartunek na dobre opanuje chodzenie, będziemy śmiało maszerować w tych uroczych Stonz'owych bucikach :)))) Co bardzo ważne, po spacerkach w bucikach Stonz, stópki Bartulka były przyjemnie cieplutkie i suchutkie :))))

Zainteresowanych kupnem odsyłam na stronę kanadyjskiego Stonz, gdzie online możecie dokonać zakupu bezpośrednio z Kanady, bądź też wybrać opcję polską - 

Na ziarnku grochu
ul. Geodetów 7a
Józefosław
Poland
PIELUSZKARNIA
ul. Nowy Świat 22
Warszawa
00-373
Poland
SKLEP BARTEK
- Centrum Handlowe-Janki
ul. Mszczonowska 3
Janki
05-090
Poland
ZAJO
Jutrzenki 28/9
Poland

Na koniec mam dla Was bardzo, ale to bardzo miłą wiadomość. Otóż firma Stonz z Kanady, przesłała nam jeszcze jedną, dodatkową parę bucików (rozmiar (L - od roku do 2,5 r.) i kolor wybrany przeze mnie), która przeznaczona jest, jako giveaway dla Was, czyli moich czytelników :))))) Czyż to nie super informacja? Dokładnie takie buciki jak na zdjęciu trafią w ręce, a właściwie na nogi jednego Czekoladowego kolegi/koleżanki.


Co należy zrobić, żeby wziąć udział w rozdaniu?
-osoby posiadające bloga, proszę o umieszczenie w widocznym miejscu, podlinkowej do tego posta, poniższej fotki (osoby, które nie posiadają bloga mogą to uczynić np. na fb :))
- proszę umieścić komentarz pod tym postem wraz ze swoim imieniem oraz adresem mailowym,
- co istotne - nie ma ograniczenia miejsca zamieszkania :) Każdy może wziąć udział w rozdaniu :)

Rozdanie będzie swego rodzaju prezentem urodzinowym Czekoladki. Jako, że Bartunek już 7 marca będzie obchodzić swoje pierwsze urodzinki, to dokładnie w tym dniu wybierze on kolegę lub koleżankę, do której powędruje ta oto nagroda :))))


Podsumujmy - zapisy trwają od dnia dzisiejszego tj. 25 lutego 2012 roku do 7 marca 2012 r. :) Osoba, która zostanie szczęśliwym posiadaczem powyższego zestawiku zostanie poinformowana mailowo w przeciągu dwóch dni od zakończenia rozdania :)))

http://www.stonzwear.com/images/stonz-logo.jpg

Na zakończenie chciałam serdecznie podziękować kanadyjskiej firmie Stonz (a w szczególności pani Lindzie) za przesympatyczną i profesjonalną współpracę oraz za dwa, darmowe zestawy (jeden testowy, drugi na giveaway).

To by było na tyle. Mam nadzieję, że osoba, która zgarnie nagrodę będzie zadowolona zarówno z koloru, jak i rozmiaru (starałam się wybrać neutralny fason ;)). Wszystkim, którzy zechcą się z nami pobawić życzymy powodzenia! :)))) Buziaki! :)))



PS. Dodatkowo pragnę nadmienić, że ta recenzja jest moją własną, subiektywną opinią :))) Opinie, w żadnym stopniu nie były narzucone.

***

poniedziałek, 6 lutego 2012

Je, je, je, jeee...

Dzień jak co dzień. Czekoladka budzi się w granicach 6 - 8 godziny, kilkanaście minut leży na łóżku z nogami do góry, mrucząc przy tym niesamowicie (wynika to z faktu nieumiejętności otworzenia oczu po spaniu. Podobny problem napotyka w momencie zamykania oczu wieczorem hehe ;)) Generalnie Bartunia tak samo nie lubi zapadać w sen, jak i się z niego wybudzać ;)) Po jakimś czasie, gdy widzi, że nikt nie reaguje na jego mruczenie, rozpoczyna się etap niezawodnego kopania Mamy i Taty. Zazwyczaj to Mama nie wytrzymuje pierwsza i z "wieeelkim uśmiechem i wyspanymi oczami" wstaje z Czekoladką z łóżka, rzucając tylko do Dużej Czekoladki: "Śpij, my idziemy oglądać DDTVN". I tak też czynimy. Oczywiście najpierw ma miejsce karmienie Bartulka, potem zmiana pampiocha i dopiero po tych czynnościach, oboje zadowoleni (no u Mamy to różnie bywa z tym zadowoleniem ;)), idziemy do pokoju Babciowo-Dziadziowego i oglądamy DDTVN. Prawda jest taka, że Czekoladka w tym czasie bawi się na Babcinym łóżku zabawkami, a Mama w bezpiecznej odległości ogląda program. Tak sobie siedzimy i bawimy się, nie do końca zważając na TV, aż do głównego punktu DDTVN, czyli tytułowego Je, je, je, jeeee... Kto ogląda ten bez trudu odgadnie, że za tymi magicznymi słowami kryją się ploteczki z szołbiznesu :)))) Hehe. Nawet nie chodzi o same plotki, bo te zawsze wcześniej przyswojone zostają na Pudelku/Lansiku/Kozaczku/Plotku/Fakcie, ale o samą wstawkę "Somebody has to beeee the best in the business" <śpieeeeeew>. Chociaż zdecydowanie wolimy je, je, je, jeee ;)) Wszystko obyłoby się bez echa, gdyby nie fakt, że dzisiaj to nie Mama nuciła Je, je, je, jeee... tylko nie kto inny jak mój Malutki Czekoladowy Synek! Naprawdę. Niech mnie żyrafa kopnie jeśli kłamię. Od tej chwili tytułowe słowa, towarzyszą nam cały dzień :) Tym samym rozpoczęliśmy etap przedrzeźniania słownego. Do tej pory Czekoladka naśladował nas ruchami: a to papa, a to cmok, a to kosiu-kosiu, a to kaszel, czy brzeczenie palcem po ustach, a teraz przyszedł czas na naśladowanie głosowe :)))) Ach, urocze to jest. 


Ale to nie koniec Czekoladowych nowości. Od kilku dni Bartulek odkrył w sobie wielką potrzebę sprzątania. Zaczęło się od Babcinych szuflad, a skończyło się na zrzucaniu wszystkiego, co znajduje się w zasięgu Czekoladowej łapki. Heh... z przykrością muszę się przyznać, że największą frajdę Bartulkowi sprawia zrzucanie nowiuteńkich kosmetyków do testowania i bucików StonzWear ;))) Hmmm... Może Czekoladka w ten sposób chce przetestować nowe produkty? Kto to wie ;))))


Podobną radość na Bartusiowej buziuńce wywołuje podglądanie domowników, poprzez samodzielne otwieranie drzwi. Niestety Czekoladka nie opanowała jeszcze idealnego momentu puszczania drzwi, tym samym bijąc się w malutkie czółko. No cóż, czasami nauka bywa bolesna ;)))) Chociaż bólu to ja na tej Czekoladowej twarzyczce nie dostrzegam. Jedyne, co można zobaczyć, to dwie perełeczki, raz po raz, kokietujące z buziuńki (niestety ciężko je lepiej sfotografować i tak, to cud Boży, że udało mi się je w ogóle uchwycić). I właśnie tymi ślicznotkami się do Was uśmiechamy na "do widzenia" :)))


***
Na koniec ważna sprawa - dołączyliśmy do grona wielu zwolenników bezklapsowego wychowania. Dołączcie i Wy -> klik w obrazek :) Razem z pomysłodawczynią, Anną Golus, serdecznie zapraszamy :)


***

piątek, 3 lutego 2012

Jutro też jest dzień i nie wiadomo co przyniesie przypływ.

Burza. Wielka deszczowa zawierucha, grzmoty i błyskawice. Samolot spada do Oceanu. Wszędzie pływają paczki z FedEx'u, które miały być dostarczone do właścicieli. Wśród nich on. Jedyny, który ocalał. Cudem udaje mu się dopłynąć do brzegu bezludnej wyspy. Spędza tam długie miesiące, walcząc o przetrwanie. Pomału zaczyna godzić się ze swoim losem. Po kolei rozpakowuje paczki, które już nie trafią do swoich odbiorców. Zostaje tylko jedna. Jedna jedyna, którą on obiecuje dostarczyć do właściciela. Nie wie co jest w środku, być może coś cennego, coś co może uratować mu życie, ale nie dba o to. Buduje tratwę i wraz ze swoim przyjacielem Wilsonem wyrusza w morską przestrzeń. Gdy traci przyjaciela, czuje, że stracił wszystko... Na szczęście nie poddaje się, tylko dalej walczy o życie, o honor firmy i dostarcza tą jedną jedyną paczuszkę...


Hehe, tak, tak - to tylko fabuła filmu Cast Away - Poza Światem w wielkim skrócie. Prawda jest taka, że niestety to nie moją paczkę dostarczył sam Tom Hanks <3 (na szczęście dla Dużej Czekoladki hahaha ;))), no ale u nas też było ciekawie. Leciała, leciała, wręcz frunęła, nad Atlantykiem, nad Wieżą Eiffla, nad Pałacem Kultury, by w końcu dotrzeć do mroźnego Śląska. Tam została zatrzymana przez Urząd Celny i czekała biedna, samotna kilka dni na swoją właścicielkę. Na szczęście po wyjaśnieniu kilku kwestii w końcu dotarła do Małopolski i mogę napisać, że jesteśmy razem :)) Ja i oni. Moi kochani przyjaciele - Pan Pingwin oraz Pan Alien.


I co prawda, nie przywiózł ich brodaty Tom Hanks zmęczony pobytem na bezludnej wyspie, ale i tak fakt przesyłki ze słynnego FedEx'u robi na mnie wrażenie. Ach. Czuć Kanadę... I mimo, że to nie film, to filmowo można się poczuć :)))) Powiem Wam tylko jedno - to nie koniec tej opowieści :))) Uważnie śledźcie naszego bloga, bo wkrótce szykuję coś dla Was :)))) Aktywność zostanie nagrodzona :)))


Mimo, iż temat będzie jeszcze podejmowany, ja ze swojej strony już teraz chciałam serdecznie podziękować kanadyjskiej firmie STONZWEAR, z którą nawiązałam współpracę. Thanks a lot for beautiful booties, my Little Chocolate fell in love with them :)
Z racji, że jest to firma z Kanady, kolejne wpisy o StonzWear będą w dwóch językach, ale o tym wkrótce ;)))

***
Wiem, że cała Polska żyje innymi wydarzeniami ze Śląska. Sama jestem tym wszystkim wstrząśnięta i przerażona. Nie chcę wydawać osądów, póki sprawa nie jest jeszcze do końca wyjaśniona. Napiszę tylko jedno - modlę się, żeby okazało się, że jednak dziecko żyje i zostało sprzedane jakiejś bezdzietnej rodzinie. Niech wersja opublikowana przez Rutkowskiego okaże się kolejnym wymysłem matki. Proszę... 

***