Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki z Tanzanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki z Tanzanii. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 lutego 2012

Garść ciekawostek rodem z Tanzanii :)

Po tych kilku ciężkich dniach (a właściwie nocach), powracam do Was  z nową dawką tanzańskich ciekawostek. Dzisiaj w głównej mierze skupię się na instytucji małżeństwa, na jego zawieraniu oraz rozwiązywaniu, a także znajdzie się kilka innych mniej lub bardziej ważnych spraw. Skąd taka tematyka? Wieczorami, gdy już Bartunia oddaje się w objęcia Morfeusza, lubię prowokować pewne rozmowy i wyciągać z Dużej Czekoladki różne tanzańskie kwestie. Tak też było tym razem. Dzięki mojemu sprytowi, zupełnie przez przypadek udało mi się zdobyć kilka prawnych i kulturowych ciekawostek rodem z Tanzanii. 
  • MAŁŻEŃSTWO OKIEM PRAWA TANZAŃSKIEGO 
- żeby tak od razu nie zaczynać rozwodem, to zdecydowałam się na pewną chronologię, najpierw małżeństwo, potem dzieci, a na końcu rozwód  ;)) (chociaż jakby tak spojrzeć na naszą rodzinę, to u nas było troszkę na odwrót, najpierw Czekoladka, a potem małżeństwo, o rozwodzie na razie cicho, no aaaale nie chwalmy dnia przed zachodem tanzańskiego słońca, c'nie? ;)). Hihihi, ale do rzeczy. Według prawa tanzańskiego związek małżeński może zawrzeć wolna kobieta w momencie osiągnięcia 15 lat i wolny 18-letni mężczyzna (nie skupiam się tutaj na religii muzułmańskiej, u której jest troszkę inaczej, gdyż dopuszczalna jest poligamia). Sąd w uzasadnionych przypadkach może obniżyć wiek kobiety do 14stu lat. Na moje pytanie, po co w ogóle brać ślub w tak młodym wieku, usłyszałam od Męża odpowiedź: "Bo jak się ludzie kochają, to na co mają czekać?". No, ok nie wnikam. Osoby poniżej 18 r.ż. chcące wstąpić w związek małżeński muszą mieć zgodę swoich opiekunów prawnych, pełnoletnie osoby, tej zgody mieć nie muszą ;)))

  • MACIERZYŃSTWO
- w okolicach terminu porodu, kobieta będąca w zaawansowanej ciąży (8-9 miesiąc ciąży), tymczasowo wyprowadza się od Męża do rodzinnego domu (tj. miejsca, gdzie mieszka Mama) i tam w jej towarzystwie oczekuje pierwszych symptomów zbliżającego się porodu. Tuż po porodzie, Matka wraz z córką,  po opuszczeniu szpitala (Mama także pomaga córce w szpitalu) ponownie wprowadzają się do mieszkania Męża i razem zajmują się wychowywaniem i opieką nad nowonarodzonym dzieckiem. W sytuacji, gdy Mama córki nie żyje, jej rolę przejmuje teściowa, z tym jednak wyjątkiem, że teściowa wprowadza się do mieszkania Syna, już w ostatnich miesiącach ciąży Synowej (hihihi, co Wy na to? Skorzystałybyście z takiej pomocy :)?). Kiedy młoda Mama gotowa jest samodzielnie zająć się opieką nad dzieckiem, Mama/Teściowa wraca do swoich obowiązków (co nie znaczy, że już nie opiekuje się wnuczkami ;)). Teraz widzę, jak bardzo moja rodzina podobna jest do wzorca tanzańskiego :) U nas, podobnie jak w Tanzanii, od pierwszych chwil życia Bartusia, mogę liczyć na pomoc i wsparcie Mamy. Hihihi... I pomyśleć, że to już roook oO. Dziękuję Ci, Mamooo :*

  • ROZWÓD A DZIECKO
- nooo i w końcu doszliśmy do tej kwestii, która mnie zainspirowała do wpisu ;)). Otóż wszystko zaczęło się od naszej wieczornej rozmowy nt. czy w momencie rozwodu rodziców, dziecko pochodzące z małżeństwa powinno zostać przy Mamie, czy może przy Tacie. Nie raz, w żartach przekonuję Dużą Czekoladkę, że w prawie polskim jest zapisane, że dziecko powinno zostać z Mamą i Tata nie ma nic do gadania (hehe jak wiemy, nie do końca tak jest i decyzja zależy od wielu ważnych czynników ;)). Oczywiście Duża Czekoladka, nie do końca mi wierzy, ale też nie doszukuje prawdy, gdyż przekonany jest, że nawet jeśli Synek zostałby ze mną, to w przyszłości poszukiwałby swoich korzeniu, a tym samym Taty. Sama nigdy do tego nie chciałabym doprowadzić, moim marzeniem jest stworzenie dla Czekoladki pełnego miłości domu, w którym dostanie wzorce szacunku i obraz kochających się rodziców (co, nie znaczy, że uważam, że uparcie trzeba być z osobą, z którą takich wzorców nie da się stworzyć. Nie raz tak bywa, że dwoje ludzi nie są sobie pisani i czasami oddzielne życie jest o wiele korzystniejsze dla nich samych, a przede wszystkim dla zdrowia i komfortu psychicznego dziecka). Jak wygląda sytuacja w Tanzanii? To, co mnie naprawdę zaskoczyło w prawie tanzańskim to zapis, na mocy którego to kobiecie, do osiągnięcia 7 roku życia dziecka, przyznawana jest pełna władza rodzicielska. I nie ma tu znaczenia, czy kobieta ma do tego warunki, czy też nie. Ten problem rozwiązany jest poprzez sądownie narzucone alimenty płacone przez ojca dziecka. Do 7 roku życia, ex mąż ma obowiązek płacenia ex żonie odpowiedniej sumy zapewniającej dostateczne warunki życia oraz stałą opiekę medyczną dla swojego dziecka.  Sytuacja może ulec zmianie, dopiero w chwili osiągnięcia przez dziecko wieku powyżej 7 r.ż, wtedy to, sądownie przyznawana jest decyzja, co do dalszej opieki nad dzieckiem. Wyjątkiem od tej zasady, są oczywiście sytuacje patologiczne typu: alkoholizm lub zażywanie narkotyków przez matkę, w takim przypadku decyzja  reguły jest na korzyść ojca nawet przed wyznaczonym wiekiem dziecka. Nie powiem... Kontrowersyjna sprawa. Ile razy bywa tak, że to ojciec traktuje lepiej dziecko, od rodzonej matki... Myślę, że takie kwestie powinny być rozpatrywane indywidualnie. No, ale niestety to nie ja ustalam prawo i moje zdanie nic nie zmieni. 
Wniosek? Lepiej, tuż przed podjęciem decyzji o ciąży, dobrze zastanowić się, czy dana osoba, jest tą, z którą chcielibyśmy być do końca naszego życia i wychowywać przyszłe dzieci. (Haha, reakcja mojego Męża na te słowa - A ile będziemy mieć dzieci? Moja odpowiedź: Jedno. Mąż - To trzeba tam zmienić "wychowywać dziecko, a nie dzieci" Ja - A skąd mogę wiedzieć, czy w przyszłości nie będzie jeszcze jednego? ;))
My z Dużą Czekoladką, pomimo wielu różnic kulturowych i różnych spojrzeń na świat, jesteśmy o tym przekonani :))):* 


Nooo... To by było na tyle, tych małżeńskich ciekawostek rodem z Tanzanii. W tajemnicy powiem Wam, że pisałam ten wpis ponad 5h, z przerwą na drzemkę z Czekoladką :)))) Tak jak pisałam na wstępie, mamy za sobą ciężkie noce, które najprawdopodobniej zwiastują kolejne ząbki... Aaaa...

***
Przypominam o giveaway, w którym do zgarnięcia są buciki Stonz oraz torba ekologiczna. Po więcej szczegółów odsyłam TUTAJ.


***

sobota, 24 grudnia 2011

"Święta bez pilau, to nie święta".

Pięknie przystrojona choinka, sianko pod obrusem, opłatek na stole, prezenty przyniesione przez Gwiazdkę, jemioła "do całowania" - wszystko na swoim miejscu. Tak w dużym uproszczeniu wyglądają Święta w moim domu. A teraz wyobraźmy sobie słoneczną pogodę, palmy zamiast choinki i pilau zamiast tradycyjnego karpia (to akurat po części jestem sobie w stanie wyobrazić, bo u nas w domu nie ma tradycji jedzenia karpia, ale Święta bez ryby nie mogą być ;p, w tym roku mamy po raz pierwszy łososia mmm :P). Tak z kolei w skrócie prezentują się Święta Bożego Narodzenia w egzotycznej Tanzanii.


24 grudzień - w tym dniu obowiązuje ścisły post (czyli podobnie jak u nas w tradycyjnych domach). Około godziny 18stej Tanzańczycy zbierają się do kościoła w celu oczekiwania na przyjście na świat Syna Bożego. Ludzie wspólnie z chórem śpiewają gospel, radują się i czekają na wielkie wydarzenie, które wkrótce ma się urzeczywistnić. Po północy szczęśliwi ludzie wiwatują, śpiewają i z radosną nowiną wracają do swoich domów. Czas ten sprzyja nawiązywaniu nowych znajomości i radowaniu się ze znajomymi (jak to powiedział mój Mąż: "Można nawet poderwać dziewczynę, iść na spacerek :)" Jednak należy pamiętać, że ulice spowite ciemnością sprzyjają przestępczości, dlatego należy uważać na złodziei oraz chuliganów. Niestety nie wszystkie serca w tym czasie wypełniają się miłością do bliźniego, dlatego ze strachu wiele starszych ludzi oraz najmłodszych nie decyduje się na świętowanie Narodzin Pańskich w kościele. Te kobiety, które zdecydowały się spędzić czas w kościele, po powrocie przygotowują produkty i niektóre potrawy, które przez noc nabierają "lepszej jakości". Dnia 25 grudnia, mężczyźni z kolei wstają skoro świt, w celu przygotowania mięsa (ekhm... niestety niektórym krowom, owcom, kurczakom i kozom nie jest dane świętować Narodzin Jezusa), następnie kobiety przygotowują śniadanie (wykorzystując produkty przygotowywane w nocy) składające się z tradycyjnych potraw takich jak:  

vitumbua (podobno baaardzo tłuste) z herbatką,
http://www.dianilife.com/diani-beach-guide/swahili-breakfast/
mandazi z herbatą lub z zupą z koziny lub z kury,
http://mamarehema.wordpress.com/2010/01/03/mandazi/
sambusa z zupą,
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOUQ1hpdE0OLzFsQApENQupI7cFKKVVhnrdNCbfiyo_eR92iVzVaHagIltWUjbm6GY2BWOJ4orNanCPhyphenhyphenUNZK-_42aFr-p67avEtb_o_O_t97WmH-zQGjtIcvRyT_5BfBBMNZ7uBNm3b4/s400/sambusa_open_thumb%5B1%5D.jpg
chapati z herbatą lub zupą z mięsa koziego.
http://www.manjulaskitchen.com/2007/03/21/roti-chapati-flat-indian-bread/
Przed obiadem następuje tradycyjne łamanie się opłatkiem (Mkate wa Yesu). Na obiad przygotowywane są potrawy z ryżu, ziemniaków, mięsa, cebuli, oleju (tzw. pilau, które miałam okazję jeść nie raz w swoim życiu. Jest to druga w kolejności, moja ulubiona potrawa tanzańska mmmm :) oraz sałatki. Mój Mąż nie wyobraża sobie Świąt bez tradycyjnego pilau, dlatego być może jutro będzie mi dane skosztować tego przepysznego dania :))) Po obiedzie wszyscy ludzie wyciągają nowiuteńkie ubrania specjalnie zakupione na święta i wszyscy razem odświętnie ubrani wybierają się na plażę lub na miasto i wspólnie ze znajomymi spędzają pierwszy dzień Świąt.
26 grudnia w Tanzanii znany jest jako Boxing Day - czyli dzień, na który czekają wszystkie dzieciaki, podobnie jak w innych krajach w tym dniu ludzie obdarowują się prezentami :) Najczęściej są to produkty dnia codziennego takie jak: długopisy, zeszyty, buty, ubrania czy zwykłe kartki świąteczne.

Tak oto mniej więcej wyglądają Święta w Tanzanii. U nas w domu mamy namiastkę tanzańskich Świąt za sprawą tzw. gwiazd betlejemskich (niestety sztucznych :/), którymi udekorowany jest nasz dom (w Tanzanii w okresie Świąt drzewa tzw. Christmas Tree, kwitną na czerwono sygnalizując, że nastał świąteczny czas. Ludzie ucinają gałązki z czerwonymi kwiatami i ozdabiają wnętrza swoich mieszkań. Ot taka odmiana choinki w Tanzanii :P). Dodatkowym elementem łączącym Tanzanię i Polskę są światełka choinkowe, które także zdobią domy zarówno tam, jak i tu. 


Korzystając z okazji świątecznego wpisu pragnę Wam wszystkim życzyć spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, smacznej kolacji wigilijnej, wspaniałych prezentów, szczerych przyjaźni, samych radości, optymizmu i co najważniejsze dużo, dużo zdrowia dla Was i dla Waszych rodzin, bo gdy ono jest, to o wszystko łatwiej. 
Mamom i Tatusiom ząbkujących dzieciaczków życzę dużo cierpliwości, a dzieciaczkom szybkiego, jak najmniej bolesnego pojawienia się ząbków, z kolei przyszłym Mamom życzę dużo zdrowia i radosnych chwil w dwupaku oraz bezbolesnego rozwiązania :)


Kheri Ya Kristmasi kwa wote! :)  
Wesołych Świąt dla wszystkich :)

***

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Potrzeba matką wynalazków, czyli kilka słów o zabawkach w Tanzanii.

Temat ten chodził za mną już od dłuższego czasu i muszę przyznać, że przygotowywałam się do niego skrupulatnie od kilku tygodni. Dlaczego tak długo? Związane to było z dogłębniejszym poznawaniem tematu i zdobywaniem informacji. Muszę się nawet pochwalić, że po raz pierwszy w odkrywaniu tanzańskich tajemnic nie ograniczyłam się tylko do osoby swojego Męża, tym razem postanowiłam zdobyć informacje także u innych Tanzańczyków zamieszkujących Polskę, ba nawet zdecydowałam się zaczerpnąć wiedzy u źródła, z dalekiej Tanzanii. W tym oto celu poprosiłam Dużą Czekoladkę o skontaktowanie się z jego dobrym kolegą - nauczycielem, który z racji wykonywanego zawodu doskonale znał temat zabawek dziecięcych. Informacjami, które udało mi się zdobyć, postanowiłam podzielić się z Wami w tym oto wpisie.
Tanzania, jak większość państw kontynentu afrykańskiego, jest krajem stosunkowo biednym, dlatego też nie zdziwiła mnie reakcja mojego Męża na moje pytanie odnośnie zabawek używanych przez niego w dzieciństwie:"Kochanie, dzieci w Tanzanii nie mają takiego dostępu do zabawek jak tutaj w Europie. Rzadko, które dziecko ma jedną zabawkę, a co dopiero tyle ile ma Bartunia. U nas nie ma św. Mikołaja, który zostawia wielkie paki prezentów obok łóżka. Wszystkie zabawki, którymi się bawiłem zostały zrobione przez moich rodziców własnoręcznie, bądź zrobiłem je sam z rodzeństwem lub kolegami, no może poza nowiuteńką piłką do nogi, którą dostałem od kuzyna". (i którą z zazdrości ukradli mu po tygodniu bliżej nieokreśleni osobnicy, ale ciiii, tego nie miało tu być ;))). Ku zdziwieniu mojego Męża na mojej twarzy nie wymalował się smutek czy też oznaki współczucia, nawet ze wstydem muszę się przyznać, że można było zaobserwować coś na kształt uśmiechu ]:-> W oczach zapaliły mi się iskierki, które chciały głośno wykrzyczeć: "Jeeest! Właśnie takiej odpowiedzi oczekiwałam". Chyba nie muszę pisać, że od razu zaczęłam działać w temacie i zdobywać nowe zabawkowe ciekawostki rodem z Tanzanii. Tak jak się spodziewałam większość zabawek, którymi bawią się  najmłodsi Tanzańczycy robione są przez nie własnoręcznie lub przy pomocy starszych osób.  Związane jest to w głównej mierze z wysokimi cenami oraz ubogim asortymentem. Należy jednak pamiętać, że skupiam się w tym wpisie głównie na  dzieciach zamieszkujących mniejsze miasta oraz wsie, gdyż tam w głównej mierze podtrzymywana jest tradycja własnoręcznych drobiazgów. Zabawki powstają praktycznie ze wszystkiego, ze sznurków, drutów, drzew bananowca, podartych reklamówek, a nawet zużytych opon. Nawet doszczętnie zniszczone ubranie może zamienić się w piłkę. W tym wpisie postaram się zaprezentować Wam kilka zabawko-wynalazków, które dają namiastkę dzieciństwa tanzańskim szkrabom. Od razu zaznaczam, że duża ich część jest niebezpieczna i nie polecałabym ich do zabawy żadnemu dziecku. Tutaj chcę tylko przybliżyć temat zabawek w Afryce. Na początku skupię się na tych łatwiejszych do wykonania, by przejść do tych bardziej zaawansowanych.

  • jeśli ktoś myśli, że pusta plastikowa butelka nadaje się tylko do wyrzucenia do kosza to jest w wielkim błędzie. I nie mam tu na myśli tylko wypełnionej koralikami czy też grochem butelki (jak widać na załączonej fotce, w naszym domu zrobiła ona furorę :)). Tanzańczycy wpadli na świetny pomysł wykorzystania nakrętek oraz kapsli do stworzenia innej brzęczącej grzechotki. Wystarczy wypalić dziurki w kapslach tudzież nakrętkach, połączyć je za pomocą nitki i związać. Prawda, że proste? W ten oto sposób powstaje prosta grzechotka, która swoim dźwiękiem przykuwa uwagę najmłodszych. Sama nie zdecydowałabym się na tego rodzaju zabawkę dla Bartka. Wizja rozciętej rączki lub wargi skutecznie mnie od tego odstrasza. O ile plastikowe nakrętki wydają się ciekawe, o tyle kapsle z góry skreślam.
http://knittingiris.typepad.com/knitting_iris/kids_crafts/
  • jeśli jesteśmy już w temacie kapsli to chciałam Wam przedstawić inny rodzaj grzechotki. Wystarczy przy pomocy drucika połączyć kilka gałązek oraz kapsle i mamy nową brzęczącą zabawkę. O taką. Prawda, że fajna? Dodatkowo może ona robić za instrument muzyczny :)))
http://www.african-artisans.co.uk/products/Y-Shape-Rattle.html
  • grzechotki są jedną z popularniejszych zabawek dla najmłodszych (niekoniecznie najbezpieczniejszą, jeżeli chodzi o wykonanie). Kolejną tanzańską propozycją grzechotek są wypełnione ziarnem lub kamyczkami i mocno związane np. sznurkiem drzewa bananowca. Jak to powiedział mój Mąż: "Nie musisz mieć grubego portfela, żeby sprawić tanzańskiemu dziecku radość. Wystarczy pójść na pole, obrać bananowca, troszkę pokombinować i już masz grzechotkę. I zadowolone dziecko. Simple."
http://www.brzechwa.probeanus.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=958:wiat-marze-afrykaskich-dzieci&catid=45:projekty&Itemid=80
  • kolejna bardzo fajna manualna robótka to figurki własnoręcznie modelowane przez najmłodszych. Jak u nas królują plastelinowe i modelinowe ludki, tak w Tanzanii materiałem do wytwarzania jest glina. Gotowe figurki wrzucane są do gorącej wody, tak by w efekcie finalnym otrzymać trwalsza zabawki, które zastępują popularne klocki Lego :) Teraz wystarczy tylko nazbierać drewienek, liści oraz innych roślin, zrobić małe miasteczko i mamy super zabawę. Jedynym ograniczeniem przy tworzeniu takich stworków jest tylko wyobraźnia. Właśnie to jest coś co mi się bardzo podoba i z pewnością postaram się przemycić z Tanzanii do naszego domku - kreatywność, pomysłowość i twórcze myślenie.
http://bagienny.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?495440
  • zarówno przed, jak i po bolesnej utracie nowiuteńkiej sklepowej piłki przez mojego Męża, podwórkowe życie towarzyskie ratował wytwór piłkopodobny, wytworzony przy pomocy reklamówki, starych zużytych ubrań lub zwykłego worka na śmieci. Ale, ale... tutaj nie ma się co śmiać. Należy pamiętać, że taka piłka wyniosła na światowe piłkarskie szczyty takie boiskowe sławy jak: Samuel Eto'o, Didier Drogba, Yaya Toure, Denis Oriech. Obiecałam sobie, że jednym z prezentów, którym obdaruję tanzańskich kuzynów Bartka będą właśnie piłki do nogi :))) A być może któryś z nich okaże się następcą Eto'o? :))
http://www.jessicahilltout.com/collections/balls/33.html
  • przy kolejnym przykładzie nie sposób nie zgodzić się z tytułowym powiedzeniem, że potrzeba jest matką wynalazków. Na potwierdzenie tych słów wystarczy spojrzeć tylko na kolejną fotkę. Od Dużej Czekoladki dowiedziałam się, że większość starszych dzieci właśnie takimi zabawkami urozmaica sobie życie w gorącej Tanzanii.
http://www.brzechwa.probeanus.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=958:wiat-marze-afrykaskich-dzieci&catid=45:projekty&Itemid=80
  • ten oraz ostatni przykład to typowe "zabawki" znane chyba każdemu, nawet polskiemu dziecku. Jedyną różnicą jaką można zaobserwować w huśtawkach tanzańskich jest surowiec, z którego wykonane są liny oraz siodełko. Niestety w większości przypadków nie jest to takie proste jakby się to mogło wydawać. Liny tzw. kamba powstają poprzez "utkanie" ich z korzenia rośliny - mkonge, natomiast siodełko najczęściej wykonane jest z dętki lub opony (niestety nie udało mi się znaleźć fotki, na której pokazane byłyby akurat omawiane siodełko huśtawki).
http://www.dullonet.com/wp-content/uploads/2011/11/Mkonge.jpg
http://www.ingridvekemans.com/portfolio/zanzibar
  • jako, że w Tanzanii przez prawie cały rok panuje ciepły klimat, dzieciaki mają okazję wykorzystywać ten czas bawiąc się z rówieśnikami na świeżym powietrzu. Jedną z ulubionych form rozrywki tamtejszych dzieci są zabawy z dobrze znanymi nam latawcami (suahili - tiara), które wykonywane są samodzielnie przez najmłodszych z kartek papieru, foliowych reklamówek oraz sznurków. Własnoręczne wykonanie tych zabawek pobudza umysłowo oraz rozwija kreatywność małych Tanzańczyków. Mój Mąż do tej pory wspomina czasy "latawcowego" szaleństwa, a także rywalizacji. Oboje z niecierpliwością czekamy na wspólne budowanie, a następnie szybowanie podniebnymi zabawkami (hihihi, oczywiście razem z Naszym Czekoladowym Szczęściem :P).
http://www.cbc.ca/news/pointofview/2010/08/
Jak widzicie nie trzeba mieć dużo pieniędzy, żeby sprawić dziecku radość. Wystarczy otwarty umysł i sprawne ręce :) Duża część z zaprezentowanych zabawek obecna jest również w naszych polskich domach, co pokazuje, że czasami pozornie najprostsze przedmioty potrafią dać najwięcej frajdy. Jednak tak jak wspominałam na samym początku, duża część z tych zabawek nie przeszłaby w moim domu, być może jestem zbyt dużą panikarą, ale nie wyobrażam sobie metalowych i drucianych zabawek w rękach Bartusia. Nie zmienia to jednak faktu, że Afrykańczycy, z braku tak szerokiego i łatwego dostępu do zabawek, cechują się niesamowitą inwencją twórczą oraz pomysłowością. Co więcej, jak już coś mają to potrafią doceniać to w 100% i czerpać z tego mnóstwo radości. W ich przypadku prawdziwym jest stwierdzenie: "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma". 

A ja na zakończenie pragnę Was zachęcić do manualnej zabawy ze swoimi dziećmi (chociaż jestem przekonana, że to jest zbędne, bo same doskonale o tym wiecie :)). Sama nie mogę się doczekać aż Czekoladka będzie na tyle duża, by móc bawić się plasteliną czy malować kredkami. Ach :))) Nawet ostatnio wyciągnęłam książkę do robótek ręcznych i wyobrażałam sobie wspólne tworzenie z malutką Czekoladką :)



***

poniedziałek, 31 października 2011

Njia yetu ni moja! ...

Dni takie jak te, zmuszają do zadumy nad losem ludzkim, nad jego kruchością i przemijalnością. Wizyty na cmentarzach sprzyjają takim przemyśleniom i rozmyślaniom. Co prawda, my z Bartusiem w tym roku nie wybieramy się na groby naszych najbliższych, ale być może jutro wybierzemy się na spacer na pobliski historyczny cmentarz. Z jednej strony chciałabym być w Dzień Wszystkich Świętych ze swoimi bliskimi, przy grobie Dziadziusiów, ale z drugiej strony wiem, że Bartuś jest jeszcze za mały, żeby cokolwiek wynieść z tych "odwiedzin". Nie chcemy go męczyć, najpierw w samochodzie stojącym w korku, a następnie na zatłoczonym cmentarzu, dlatego postanowiliśmy, że w tym roku zaświecimy symboliczną lampkę na grobach żołnierzy, którzy oddali swoje życie za naszą ojczyznę i tam pomodlimy się za dusze naszych krewnych. Wspomniany cmentarz, znajduje się niedaleko od naszego domku, dlatego w każdej chwili będziemy mogli bezpiecznie wrócić, nie zważając na korki uliczne. A jeśli już piszę o grobach, to nie sposób nie wspomnieć o największym polskim cmentarzu leżącym w kraju mojego Męża. Sądzę, że większość z Was (zresztą ja sama niedawno się o nim dowiedziałam) nawet nie zdaje sobie sprawy, że w Tanzanii znajduje się aż 148 grobów polskich wygnańców uciekających przed ZSRR w czasach II Wojny Światowej. Cmentarz zlokalizowany jest w Tengeru, w miejscu gdzie dawniej znajdowało się polskie osiedle. Teren ten, nie jest zapomniany, jakby to się mogło wydawać, między innymi, dzięki studentom krakowskiego UJ i UP, a także panu Edwardowi Wójtowiczowi, który dba o nagrobki m.in. w dniu Wszystkich Świętych. W Tanzanii znajduje się jeszcze kilka innych mniejszych polskich cmentarzy, które skrywają historie ludzi, którym przyszło uciekać z naszego kraju do kraju baobabów i prażącego słońca. 

 Fot. http://polskiecmentarzewafryce.eu/cmentarz/1

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła "molestować" swojego Męża w celu zgłębienia tematu grobów i święta zmarłych w Tanzanii. Przyznam się Wam, że byłam przekonana, że ta kwestia nie będzie miała żadnych ciekawych nowinek do przedstawienia, ale po paru minutach wiedziałam, że jak zwykle się myliłam. Pierwsze o co zapytałam było Święto Wszystkich Swietych. Byłam ciekawa czy w Tanzanii, tak jak w Polsce obchodzone jest to święto, czy może bliżej im do amerykańskiego święta duchów - Halloween. Jak się dowiedziałam w kraju mojego Męża nie jest obchodzone ani jedno, ani drugie. Co prawda, ludzie odwiedzają groby swoich bliskich, ale nie jest to z góry narzucona data. Każdy, kto tylko poczuje taką potrzebę może "porozmawiać" z bliską osobą, przyciąć trawę, przynieść kwiaty, pokropić ziemię tłuszczem z mleka krowiego (mleko jest symbolem szczęścia), a także zapalić świeczkę (znicze nie są praktykowane w plemieniu Sukuma) na grobie. Jest to o tyle łatwe, że nagrobki znajdują się w niewielkiej odległości od domu (oczywiście w większych miastach zaczęły powstawać nowoczesne cmentarze podobne do naszych, ale skupiam się tutaj bardziej na tradycyjnych grobach). Co więcej? Na grobach nie znajdują się żadne informacje o zmarłym, ten kto ma wiedzieć, ten wie, że tu i tu leży ta i ta osoba, jest to informacja przekazywana w rodzinie. Co ciekawe nagrobki znajdują się w sporej odległości od siebie, jedynie kobieta i mężczyzna, jako mąż i żona mogą leżeć blisko siebie, natomiast ojciec czy matka, raczej nigdy nie leżą blisko swoich dzieci. Jednak to co najbardziej mnie zaciekawiło to fakt, że na grobie osoby, która posiada dziecko stawiany jest duży kamień - głaz (mniej więcej taki jak na fotce poniżej), natomiast osoba, która potomka się nie doczekała na swoim kaburi położony ma tylko kawałek drzewa (drzewo zgnije, tym samym pamięć  o człowieku umiera). Dzieci w Tanzanii są przedłużeniem życia rodziców, to dzięki nim pamięć o rodzicach jest wciąż żywa i trwała, tak jak ten ciężki kamień na nagrobku. Nie wiem jak Wam, ale mnie w pierwszej chwili skojarzyło się to z kulturą żydowską, z tą jednak różnicą, że u Żydów kamyczki stawiane na macewach są malutkie, a te tutaj są ogromne. Nie mniej jednak tradycja interesująca. Mój Mąż  przed przylotem do Polski, nie znał zwyczaju zapalania zniczy na cmentarzach, dlatego w tym roku postaram się przekazać mu tą cząstkę naszej kultury. Zaświecimy razem znicze zarówno za moich krewnych, jak i rodzinę A. W końcu wszyscy jesteśmy na tej samej drodze... (j.suahili - sisi sote ni njia moja!). Małe wytłumaczenie - wykrzyknik na końcu został dodany przez mojego Męża. Na pytanie dlaczego, odpowiedział, że są to smutne słowa i jest on tam niezbędny.

 fot. http://patastories.blogspot.com/2009/08/kaburi-la-mapadre-waliouwawa-wawili.html

***
mały czekoladowy słowniczek:
njia yetu ni moja! (czyt. ndżia jetu ni modża!) - nasza droga jest jedna...
kaburi - grób

***
Na koniec taka Halloweenowa Czekoladka. A co :) Wszystkim, którzy się dziś przebierają i bawią, życzymy dużo słodyczy i psikusów ]:->



***