poniedziałek, 3 października 2011

Bye, bye maszkaro :-)

Ufff. Dla większości ludzi ubiegły tydzień zakończył się normalnie w niedzielę, ale nie dla naszej czekoladowej rodzinki. Na szczęście i my doczekaliśmy się końca tego szalonego tygodnia. Jego zwieńczeniem była dzisiejsza ostatnia (mam taką nadzieję) w tym roku wizyta u lekarza. Teraz małe wytłumaczenie - wszystkie te wizyty lekarskie, które tak co jakiś czas opisuję związane są z kontrolą po szpitalu, w którym wylądowaliśmy 15kwietnia. Od tamtej pory odgórnie jesteśmy objęci opieką neurologa oraz neonatologa, w poradniach przyszpitalnych w celach kontrolnych. Szczerze? Nie narzekamy z tego tytułu, a nawet mogę napisać, że jesteśmy zadowoleni, gdyż mamy pod stałym nadzorem rozwój naszego Czekoladowego Szczęścia. Mało, które dziecko jest tak osłuchane i przebadane jak nasz Bąbelek. Ma to swoje plusy i minusy, chociaż widzę więcej tych pierwszych. No, ale do rzeczy. W dniu dzisiejszym miało miejsce trzecie (na szczęście już ostatnie) usg przezciemiączkowe. Było to badanie kontrolne, mające za zadanie ocenienie torbielki, którą wykryto u Czekoladki w wieku 6 tygodni. W tamtym czasie miała ona wielkość 4mm, potem zmniejszyła się do 3, a dzisiaj, ku naszej olbrzymiej radości, wchłonęła się całkowicie. Lekarze mówią, że wiele dzieci ma takie malutkie torbielki w mózgu, ale nie bada się ich tak często, więc rodzice nawet nie wiedzą o ich istnieniu, gdyż nie ma ona żadnego wpływu na rozwój i życie dziecka. My dowiedzieliśmy się o niej zupełnie przypadkowo na badaniu zleconym w szpitalu. Na szczęście ten temat jest dla nas już przeszłością. Zwalczyliśmy torbielko-maszkaradę i co oczywiste, nawet za nią nie tęsknimy :D. W poczekalni przed badaniem usg największą frajdą dla Bobusia było bieganie w tą i z powrotem. Nie ma się co dziwić, że zgromadzeni ludzie z niedowierzaniem patrzyli na mnie, jak mówiłam im, że on nie ma wmawianych mi 9 miesięcy, baaa, nawet 7 miesięcy jeszcze nie przeskoczyliśmy... No cóż. Taki już jest Bartek :] Po wykonanym badaniu z masą żelu na włoskach, udaliśmy się na wizytę do pani neonatolog, by przekazać jej radosną nowinę :) Grzecznie czekaliśmy na swoją kolej siedząc na krzesełkach w poczekalni  (of course asekurowani przez Babcię ;)) jak prawdziwi gentlemani, bawiąc się grzechotką :) Ooo... właśnie tak:


Po zbadaniu przez panią doktor, otrzymaliśmy kolejną dawkę dobrych wiadomości - Czekoladka rośnie jak na drożdżach, znajduje się pomiędzy 10 a 25 centylem, co w porównaniu z poprzednimi wynikami jest super informacją. Ważymy teraz 7860g (na wadze w naszej przychodni na 100% więcej, zauważyłam pewne odchylenia pomiędzy wagami), podczas pociągnięcia za rączki nie siadamy a stajemy, czym wprawiliśmy w osłupienie panią doktor oraz, co najważniejsze, rozwijamy się bajkowo. Wiem, że powtarzam to bardzo często, ale naprawdę są to ważne dla mnie informacje. Jest to swego rodzaju miód na moje serce. Wystarczy mi złych newsów i szpitali do końca życia ;))) Powiem Wam, że dopiero w takich szpitalach człowiek napatrzy się na różne ludzkie tragedie i jeszcze bardziej zaczyna się doceniać, że ma się zdrowe dziecko. Ja dodatkowo po takich wizytach rozpamiętuje zasłyszane historie i zastanawiam się jak potoczą się dalsze losy tych ludzi...

A teraz troszkę inna sprawa. Żeby nie być gołosłownym i nie być posądzonym o niedotrzymywanie słowa, to wrzucam obiecane fotki biegającego Bartulka w jego superhipertadidaskach (nie wiecie jak można zmniejszyć i wrzucić filmik na youtube? bo niestety na fotkach nie da się uchwycić samego pomykania i wygląda na to, że Czekoladka tylko stoi w miejscu).


A tutaj przedstawiam Wam obiecane udogodnienia dla rodziców w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie i Przyszpitalnej Poradni (nie ma to jak bawić się w paparazzi na korytarzu :p)


Przewijak z informacją, której powiększenie znajduje się poniżej:


oraz "świat zabawek" dla najmłodszych pacjentów:


Dodatkowo ściany w poradni udekorowane są licznymi zdjęciami Mam i dzieci z różnych stron świata (ale nie chciałam już przesadzać z fotografowaniem tego miejsca). Fotki na ścianach są miłym urozmaiceniem nudnego oczekiwania na wejście do gabinetu lekarskiego, Bartulek uwielbia je oglądać. W poradni znajdują się również kanapy, na których śmiało można nakarmić dziecko (Bartulek podczas karmienia zadowolony zza ramienia Mamy wygląda przez znajdujące się tam wielkie okno), TV dla dzieciaczków oraz komputer z dostępem do Internetu :) Chyba o niczym nie zapomniałam hmmm... Tak oto wyglądał mój pierwszy dzień "na uczelni".

Zapomniałam dopisać, że pani neonatolog zaleciła nam wprowadzanie żółtka do Czekoladowego jadłospisu. Tak więc - Kury i jaja! Strzeżcie się, bo nadciągamy :D:D:D

***

sobota, 1 października 2011

W zdrowiu, w szczęściu...

Tup, tup, tup, "biegnie" czekoladowy Bartulek na rękach Mamusi. W swojej małej rączce trzyma duży (w porównaniu do niego) pakuneczek i zmierza w kierunku Babcinego pokoju. Z uśmiechem na ustach wręcza zaspanej Babci fioletowo-złotą torebeczkę, która w swoim wnętrzu skrywa kolejną część uwielbianego przez Babcię Harrego Pottera (z każdą okazją zwiększa się kolekcja, do końca brakuje jeszcze 3 części :P). Duża Czekoladka dostała odpowiedzialne zadanie kupienia książeczki, jako, że mnie ciężko by było zachować ten fakt w tajemnicy ;))) Szczerze? Obawiałam się, czy da sobie z tym radę, bo nie jest jakimś wielkim fanem Czarodzieja, no ale jak widać spisał się na medal. Moje kochanie.
A teraz wszyscy razem zaśpiewajmy głośne sto lat, gdyż w dniu dzisiejszym kilka ekhm "naście" lat temu narodziła się najdroższa mojemu sercu osoba. I w tym momencie powinnam podziękować mojej Babci, za to, że dała mi tak wspaniałą Mamę (dziękuję Babciu :)). Mamusiu - wszystkiego co najlepsze, przede wszystkim jak najwięcej zdrowia, bo jak ono jest, to o wszystko inne o wiele łatwiej. Kocham Cię. 


Z okazji Babcinych urodzin w dniu dzisiejszym był szampan i słodkości. Nawet ja skusiłam się na DWA kawałki ciasta z jabłkami (myślę, że było ono kupione z myślą o mnie ;)). Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam ciasto w ustach. Chociaż nie, chyba pamiętam. Sofitel? Reszta rodzinki delektowała się szampanem, a my z Bartuniem wymienialiśmy się słodkimi całuskami (A kto z nami nie wypije, niech Bartunię pocaaałuje :)). Tak więc, każdy miał coś dla siebie :)


A popołudniu, w ramach relaksu ogólnego, wybraliśmy się w trójkę (Babcia Czekoladki, ja i Czekoladka) na spacerek. Korzystaliśmy z dobrodziejstwa jesiennej pogody, która, trzeba przyznać, wyjątkowo nas rozpieszcza w tym roku. Słoneczko przygrzewało tak mocno, że nawet zdecydowałam się wskoczyć w krótkie spodenki i t-shirt :) Podobno to ostatnie takie dni, więc grzechem by było nie skorzystać z tego czasu i nie wybrać się na spacerek. Bartulka pooddychał świeżym powietrzem i odpoczął po tym nieźle zakręconym tygodniu oraz naładował akumulatory przed kolejnym, chyba nawet cięższym. Podczas gdy Bartuś ucinał sobie drzemkę, ja z Mamą napawałyśmy oczy pięknem jesiennych kolorowych drzew. 


Ot, taka zwykła sobotnia odskocznia od szalonego życia. Miłym akcentem było zbieranie nielicznych  (ktoś nas uprzedził) kasztanów, które teraz leżą w wózeczku Bartulka (chociaż nie wiem czy to jest dobry pomysł, bo podobno kasztany działają pobudzająco i dodają energii, a jak wiadomo Bartula ma jej zanadto ;p).


A jeśli już piszę o tej nadaktywności Czekoladki, to muszę Wam powiedzieć, że naprawdę zaczęłam się na poważnie zastanawiać czy, aby Bartuś nie cierpi na nadpobudliwość. Nawet postanowiłam porozmawiać o tym na wizycie kontrolnej u neurologa, która miała miejsce w piątek (kolejny raz mamy potwierdzenie, że Czekoladka rozwija się bdb, a nawet szybciej niż na swój wiek). Na moje wątpliwości, czy to normalne, że Bartulek nie chce siedzieć spokojnie tylko skakać, że woli biegać trzymany za rączki, niż chodzić i czy to w ogóle normalne, że 6 i pół miesięczne dziecko bierze się za bieganie uzyskałam odpowiedź, że "jeśli robi to sam, nikt go do tego nie zmusza i na siłę go nie ciągnie to jest to jak najbardziej normalne. Nie można ograniczać dziecka, niech się rozwija w swoim tempie". No to tak też robię, ku rozpaczy mojego kręgosłupa i rąk. Bobek złości się jak nie pozwala mu się przebierać nóżkami po podłodze, dlatego teraz wszyscy chodzimy zgięci w pół i dreptamy z tym małym Tuptusiem. Wygląda to przekomicznie, taki mały człowiek przebierający raz po raz nóżkami i podskakujący na paluszkach. I jak tu się nie zgodzić, że Bartek to cała Babcia? No po prostu kropla w kroplę tacy sami - pozytywnie zakręceni waryjaci ;) Aż muszę strzelić fotkę biegającemu Bartkowi, bo nie uwierzycie, że to się dzieje naprawdę. Ale to już jutro, bo teraz moje "żywe sreberko" śpi. W końcu ;)))
Co do samej wizyty w poradni to chciałam przedstawić Wam kolejny pokoik dla Mam z dzieckiem, ale po poszukiwaniach takowego nie udało mi się go zlokalizować. Zapewne wynika to z faktu, iż jest to poradnia typowo dziecięca i wszystkie fotele, kanapy, przewijaki i mnóstwo zabawek dla dzieci znajdują się na korytarzu i każdy może z nich tam skorzystać. Tym razem nie udało mi się zrobić zdjęcia tego korytarza, bo było mnóstwo ludzi, ale może kolejnym razem uda mi się pstyknąć fotkę ;) 

To tyle. Jeszcze raz sto lat Mamo :)


***