Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda mama i ja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda mama i ja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lutego 2012

Mama i Czekoladka, czyli testujemy wodę źródlaną Mama i ja :)

Hihihi, taki przewrotny tytuł mi się w głowie narodził ;))) Pamiętacie jak kilka wpisów temu, wspominałam Wam, że zostaliśmy "zalani morzem" wody źródlanej Mama i ja? Wspomnianą wodę otrzymaliśmy w ramach testowania i porównania jej smaku z innymi wodami dostępnymi na rynku. Osobiście z wodą Mama i ja, spotkałam się już jakiś czas temu, dokładnie 11 miesięcy temu, w szpitalu ;))) Dzień po porodzie, obdarowana zostałam paczuszką z upominkami, gdzie w środku znajdowała się m.in. właśnie woda źródlana Mama i ja. Jedyne, co pamiętam z tego "testowania", to fakt, że wypiłam ją "duszkiem" i właściwie nie zdążyłam nawet poczuć jej smaku (no cóż, uroki dusznego pokoju szpitalnego, w którym miałam nieszczęście leżeć). Chociaż nie, jeszcze pamiętam, że zrobiło mi się niezmiernie miło na widok słodkiego bobaska na etykiecie oraz faktu, że nazwa firmy idealnie oddawała mój stan obecny - w końcu sama, już od kilkunastu godzin, byłam Mamą i miałam takiego małego Czekoladowego "Ja" :) Ach. Piękne uczucie. Niestety później nie udało mi się natrafić na nią w sklepach, dlatego z przyjemnością nawiązałam współpracę z Mama i ja i w końcu, po tych kilkunastu miesiącach, dzięki uprzejmości firmy Mama i ja, zostałam zaszczycona możliwością ponownego przetestowania 13 litrów wody źródlanej ;))) Właściwie jak na wodę przystało mogłabym lać wodę i lać... ale kto by to wszystko czytał? Tak, więc będzie krótko i na temat:

Mama i ja okiem producenta - krystalicznie czysta, niegazowana woda źródlana, przygotowana z myślą o kobietach w ciąży, młodych mamach i ich pociechach oraz wszystkich ceniących zdrowy sposób odżywiania. Mama i ja jest wodą niskozmineralizowaną i stanowi idealną bazę do przygotowania napojów i potraw dla niemowląt już od pierwszych dni życia. Jako niezastąpiony składnik diety polecana kobietom w ciąży, karmiącym piersią oraz starszym dzieciom. 

Mama i ja okiem Czekoladki i Mamy - przede wszystkim woda jest dobra smakowo. O ile brzmi to dziwnie, pisząc o wodzie (wszak woda to woda), o tyle nie raz miałam do czynienia z wodami nie do przełknięcia. Właściwie nie wiem jak to ująć, chyba najodpowiedniejsze będzie określenie - neutralny smak, czyli taki jaki lubię. Nie jest wyczuwalny żaden posmak, co zauważył nawet chrzestny Czekoladki, który jest niewątpliwym "wyznacznikiem dobrej wody" (uwierzcie mi na słowo, nie raz nie chciał pić jakiejś wody, bo twierdził, że jest niesmaczna). Wody używałam (i wciąż używam ;)), w głównej mierze do rozrabiania kaszek dla Czekoladki. Mama i ja, została zaakceptowana bez mruknięcia przez Bartusia, zarówno w formie kaszkowej, jak i w zwykłej postaci. Od samego początku staram się uczyć Synka, że najlepszym sposobem na ugaszenie pragnienia jest najzwyklejsza woda, dlatego też duża część naszego WOSANOWEGO zapasu spożytkowana została w najprostszej postaci, czyli picie z buteleczki :). Wizualnie Mama i ja nie odbiega od innych wód, jest przezroczysta i klarowna :) Niewątpliwym plusem jest dzióbek przy buteleczkach 500ml, dzięki czemu bez trudu można zabrać wodę w podróż. 


Resumując, wodę polecam zarówno matkom karmiącym piersią (sama nią jestem i muszę przyznać, że wypiłam jej hektolitry hehe), a także mamom karmiącym sztucznie. Mama i ja nadaje się do bezpośredniego spożywania (ja osobiście zawsze najpierw gotuje wodę i dopiero podaję Czekoladce), a także do używania jej do rozrabiania produktów dla dzieci. Tak, więc jeśli tylko macie okazję skosztować szklaneczki zimnej wodeczki (nie mylić z wódeczką ;)) to serdecznie zachęcam :)

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=307057859339068&set=a.139508159427373.26973.127501300628059&type=3&theater
Mama i ja na facebooku KLIK,
Mama i ja w sieci KLIK

***
A jeśli już o wodzie mowa... Obecnie testujemy dzbanek filtrujący firmy AQUAPHOR. Oczywiście relacja z testowania wkrótce na blogu :)))


***

piątek, 27 stycznia 2012

Pierwsze szuflady za płoty :-)

Czekoladka dorasta i z każdym dniem nabywa coraz to nowsze umiejętności. Patrząc na niego z boku, nie mogę uwierzyć, że mój malutki Synek - jeszcze niedawno żabka, teraz ewoluował w dorosłego raczka. Chociaż nie wiem czy taka metamorfoza jest w ogóle możliwa, ale inaczej tego ująć nie mogę ;)) Raczkujący Bartunia jest nie do opanowania, wszędzie go pełno i wystarczy chwila nieuwagi, a już znajduje się przy przedłużaczu z wyrwanymi kablami. Oczywiście staram się jak mogę, żeby go złapać już w momencie zapalenia lampeczki w Czekoladowej główce z tym niecnym pomysłem, ale nie zawsze mi się to udaje. Ale to nie wszystko. Czekoladka odkrył jeszcze kilka bardzo, ale to bardzo interesujących czynności. Pierwsza z nich to samodzielne stanie, najpierw przy pomocy nogi Mamy/Babci, a następnie całkowicie samemu. Oczywiście kończy się to pacnięciem na pupę, ale i tak wzbudza w Bartunku niezłe zaskoczenie, pomieszane ze złością (to ostatnie z powodu upadku of kors ;)). Z kolei druga nowa megainteresująca czynność to tytułowe szuflady. Karmelek właśnie jest na etapie otwierania wszystkich szuflad i wyciągania z nich różnych ciekawych rzeczy. Chyba najwyższy czas zaopatrzyć się w zabezpieczenia na kontakty oraz na szuflady. Ostatnio widziałam takie w gazetce Lidla, ale nie wiem czy jeszcze tam są. Ech. Mogłam je wtedy kupić. No cóż... Teraz tylko czekam na pierwsze samodzielne kroczki i całkowicie osiwieję ze strachu przed niepotrzebnym (ale i nieuniknionym) guzem....

***
Współczuję panu kurierowi. Dzisiaj się chłopina nadźwigał i w zupełności rozumiem jego niezadowoloną minę przy dostarczaniu "paczuszki".


No cóż. Sama miałam problem z wpakowaniem tej 13 kilowej paczki do mieszkania. Na szczęście chwile spędzone na Czekoladowej siłowni nie poszły na marne i moje bicepsy poradziły sobie z tym bez zająknięcia :D
Jednym słowem - testujemy 13 litrów wody Mama i ja. Relacja wkrótce :-) Oczywiście dziękujemy firmie za to Mamoija'owe morze oraz przeuroczą naklejkę na szybę samochodową :) Urzekły mnie te słoniki łiiii.... :)))


Tak tak, znowu jesteśmy króliczkami doświadczalnymi (jak większość bloggerek, które czasami same przed sobą nie potrafią się do tego przyznać. Ale żeby nie było, ja nie widzę w tym nic złego, ale musiałabym napisać o tym osobny wpis, bo to temat rzeka  ;))

***
Na koniec zaproszenie i przypomnienie o konkursie przeprowadzanym wspólnie z dbajki.pl. Klikamy w obrazek.


***