Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test obciążenia glukozą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test obciążenia glukozą. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 listopada 2010

Nie taka prosta krzywa cukrowa.

Na wstępie pragnę podziękować wszystkim za komentarze i wsparcie. Jesteście niesamowite (hmm... chyba żaden pan jak do tej pory nie komentował mojego bloga, więc chyba nikogo nie pomijam ;> Oczywiście, jeżeli jest inaczej to proszę mnie poprawić. ;p).
Jak już wczoraj wspominałam, dzisiaj miało miejsce TO wydarzenie. Okropne badanie z glukozą. I nie przesadzam z tym określeniem. Ale może od początku...
Z niespokojnym sercem poszłam wieczorem do łóżeczka, obudziłam się w okolicach 5 rano i od tej pory nie mogłam już zasnąć. Miałam w sobie jakiś wewnętrzny niepokój, jeszcze w nocy taki skurcz łydki mnie złapał, że myślałam, że to mój koniec! Do tej pory czuję ból w lewej nodze. Na szczęście mama o tej porze też już nie spała, więc miałam z kim spędzić ten czas i pożalić się na głupie skurcze. Po jakimś czasie znowu położyłam się do łóżka, nawet usnęłam na chwilkę. Punkt 7 wyruszyłam do laboratorium - zaopatrzona w kubek ze świnką, połówkę cytryny, glukozę w pudełeczku z apteki (75g), hehe mocz :D i pieniążki. Na początek przywitała nas "malutka" kolejeczka do okienka ;p, ale dosyć żwawo się poruszała, więc nawet nie narzekamy. Później pierwsze pobranie krwi na czczo, zarówno do badania glukozy, jak i do ogólnej morfologii. Jakieś 5 minut później przed naszymi oczkami wyłoniła się przezroczysta ciecz w plastikowym kubeczku (buuu, aż usłyszałam kwik mojego kubeczka z torebki). Hmmm... jakbym nie wiedziała, że to rozpuszczona glukoza to pomyślałabym, że to najzwyklejsza woda ;p Oczywiście oceniając wizualnie, bo smakowo nie było już tak wodniście. ;p
Nie długo myśląc, wzięłam plastikowy kubeczek do dłoni, powąchałam (w sumie zapachu jakiegoś konkretnego to nie miało, można było wyczuć lekką woń rozpuszczonego cukru),  nawet nie dodałam cytryny (może to był właśnie błąd ?), szybko przechyliłam kubek i wzięłam pierwszy duży łyk. Potem drugi, trzeci i czwarty. Szybko poszło - pomyślałam. Po upływie jakiś 5 sekund doszedł sygnał do mózgu - Boże, jakie to jest okropnie słodkie! Zaraz wypali mi gardło.
Chwilkę posiedziałam i wyruszyłam w kierunku domu (pani pozwoliła mi wrócić do domku bo mieszkam blisko, ale musiałam iść bardzo wolno, żeby nie sfałszować wyników badania). Droga była niesamowitą męką - nie wiem jak Wy, ale ja nie umiem chodzić wolno, najnormalniej w świecie taki spacer mnie męczy! Po dotarciu do domku włączyłam sobie komputer, poczytałam komentarze na blogu i zrobiło mi się dziwnie słabo (hehehe ale nie od Waszych komentarzy, broń Panie Boże), mogę to porównać do kaca po mega ostrej imprezie hehe ;p  Stwierdziłam, że to nie dla mnie i może lepiej pooglądam DDTVN (buuu, po raz trzeci w mojej karierze nic nie wygrałam w konkursie mailowym :( ) Tak też zrobiłam, ale moje ciało dalej odmawiało mi posłuszeństwa, czułam się dziwnie słaba, dlatego postanowiłam usiąść sobie skulona na podłodze. Troszkę pomogło, ale generalnie obawiałam się, że lada chwila cała glukoza zasili szczury w rurach. Jedynie myśl, że jak to zwrócę to będę musiała to znowu powtarzać trzymała to świństwo we mnie. Minęła godzina... półtorej godziny. Czas się zbierać (w końcu znowu będę udawać żółwia, więc lepiej wyjść wcześniej). Dotarłam na miejsce jakieś 10 minut przed czasem, chwilkę posiedziałam i weszłam do środka. Pani pobrała mi drugi raz krew, niestety źle mi się wbiła w żyłę i teraz mam olbrzymiego siniaka :( Boli mnie ręka, jakby mnie ktoś pobił. No, ale nieważne. Grunt, że to przeżyłam. Synek nawet zachowywał się przyzwoicie, chyba też mu się nie podobała ta dawka cukru, bo przestał kopać (co dziwne, bo podobno dzieci po tym badaniu nieźle szaleją). 
Reasumując, badanie jest do przeżycia, jednakże nie chciałabym go znowu powtarzać. Bynajmniej nie w przeciągu najbliższych 2 lat. Najgorzej czułam się przez pierwszą godzinę, potem było lepiej. Po powrocie z badania wszamałam sobie serek Danio z bułeczką (nie wiedziałam, że serek może być tak słodki! nie wiem czy miałam zaburzone kubki smakowe, czy jak, ale naprawdę pierwszy raz w życiu nie smakował mi serek Danio), wypiłam herbatkę (oczywiście gorzką, zresztą jak zawsze!), naprawdę delektowałam się jej smakiem. Wyniki badań mam jutro, ale pójdę po nie dopiero w czwartek, gdyż jutro nie zdążę przed uczelnią, a po uczelni laboratorium będzie zamknięte. Teraz tylko modlę się o dobre wyniki, zarówno z glukozy, morfologii jak i moczu :))))) Trzymajcie kciukasy!
No cóż, moje Drogie Panie - Das ist Ende. :)))))))))))))


Hasło mojego brata (24 lata) : "wiesz co? Ty jak jedziesz busem to jesteś normalnie bus w busie. Bus przewozi ludzi, a Ty dodatkowo przewozisz człowieczka"  Ach te jego złote myśli, bezcenne.

ps. pierwszy dzień "dietki", hehe pomijamy fakt wypicia 75ml glukozy. Na razie idzie ok. Zobaczymy jak będzie później. ;p 

***

poniedziałek, 29 listopada 2010

jedz dla dwóch, a nie za dwoje.

Melduję się po wizycie u mojego Lekarza. Na początek może troszkę faktów odnośnie mojego Synka (tak, tak... Synek pozostał Synkiem, mam wszystko udokumentowane, hehe, nic nie może się teraz zmienić :))))
Śmiało mogę napisać, że Doktor zrobił mojemu Bobkowi sesję rodem z Playboya (ach, gdyby tylko Bobek był panią Bobkową, to te fotki warte by były miliony hehe), wszystko widać jak na dłoni, a Synek nawet nie raczył się zasłonić ;p Bezwstydnik, a fe. ;) (jedną z fotek załączam poniżej hehehe, w czerwonym kółeczku dowód na to, że mój Syn jest prawdziwym Mężczyzną, z krwi i kości :D, część nogi + wiadomo co ;)). A teraz wszystkie Małe kobietki zasłaniają oczka, raz, dwa :). A tak na poważnie, Bobuś jest zdrowiutki jak rybka, ruchliwy jak na prawdziwego Afrykańczyka przystało, cały czas uciekał przed czujnym aparatem usg ;p Aż się Doktor śmiał, że Bobek go nie lubi ;)))) Co jak co, ale wg mnie to i tak było nic w porównaniu z tym, co On wyprawia w nocy. ;p Serduszko zdrowiutkie, pika sobie idealnie, wszystko ładnie wykształcone, nóżki, główka, rączki. Ale, ale! Jak się okazało Bobek zrobił mi psikusa i jest młodszy o tydzień. Tak więc, nie jestem w 27 tygodniu ciąży, tylko 26! Czyli na 7 miesiąc jeszcze poczekam do przyszłego tygodnia. Ale jakby na to nie patrzeć Synek spisuje się na medal i ładnie się rozwija. Idealnie jak na swój wiek. :) 
Gorzej z Mamą (czyt. mną :( ), po pierwsze waga wskazuje za dużo, aż lekarz mi powiedział, że troszkę przesadzam i trzeba porzucić złe nawyki. Tak więc, wielkie postanowienie poprawy! Od jutra koniec ze słodyczami, solą, białym pieczywem i pysznymi, ale niestety tłustymi daniami mojego Ukochanego A. Czas w końcu wprowadzić w życie zasadę z tytułu postu... tak dalej być nie może. Jestem załamana :((((((((((((((
Co więcej, muszę znowu brać globulki bo niestety Doktora niepokoi co nieco, a wiadomo, że w ciąży nie ma żartów :( Poza tym, ciśnienie mam jakieś takie nie-teges, aż Doktor zmierzył drugi raz, a tu to samo... na szczęście wszystko jest w granicach normy. Najprawdopodobniej to wynik lekkiego stresu, bo niestety zauważyłam, że bardzo denerwuję się przed wizytami u Lekarzy. What's more? Opowiedziałam Doktorowi o moich skurczach stóp i łydek, dostałam sporą dawkę Asparginu do łykania, natomiast sprawa żebra została wytłumaczona tak jak myślałam: To jest i tak najmniejszy ból jaki Panią czeka jeszcze do końca ciąży, nie takie bóle będą Pani dokuczać ;p Pocieszające. ;)
I teraz najgorsze - jutro idę zrobić test obciążenia glukozą. Naczytałam się o tym badaniu sporo w internecie i większość kobiet narzeka na to badanie. Ciekawe jak będzie u mnie. Szczerze? Obawiam się :( Ale niech się dzieje wola nieba... Glukoza kupiona, cytryna czeka w lodówce... Damy radę? Nie ja pierwszy, nie ja ostatnia. Jednakże proszę Was o wsparcie tomorrow morning.

***
Z innej beczki - moje rękawiczki są po prostu idealne na taką pogodę jaką mamy obecnie za oknem. 
Powtórzę to, a nawet podkreślę - IDEALNE!
Cieplutki wewnętrzny polarek idealnie ogrzewa dłonie, a kożuszek przyjemnie smyra po twarzy ;p
Ich zakup był strzałem w 10!  Z czystym sumieniem mogę je polecić każdemu :)))))

***
Dzisiaj z Synkiem szlifowaliśmy już poznane tańce towarzyskie,a nawet doszedł nowy - samba. 
I jak tu mój Synek ma być spokojny i nie kopać? No jak? On po prostu usilnie trenuje bo widzi, że Matka nie daje rady. :))))))))))))))))

http://img2.timeinc.net/

***
serdecznie wszystkich pozdrawiam, troszkę (?) zdołowana


zawsze aktywna Czekoladka :)