Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzywa cukrowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzywa cukrowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 grudnia 2010

Widziałeś kiedyś "czarnego Mikołaja"? :P

Wróciliśmy z Synkiem od Tatusia. Ach, uwielbiam te nasze wspólne chwile, szkoda, że tak szybko mijają. :(
Niestety, w tym tygodniu spędziliśmy wyjątkowo krótki weekend z prostej przyczyny - WYBORY.
Tak się składa, że w moim mieście jutro odbywa się druga tura wyborów na burmistrza, a więc jak to się mówi "do pracy rodacy". To już będą 4 wybory mojego Synka. :) Dobry jest, nie? Niby taki malutki, niepozorny, a jak "wpadł" w życie polityczne, tak wyjść z niego nie chce. :) Nie wiedziałam czy dzisiaj mamy być na liczeniu kart czy nie (po fakcie okazało się, że nie :D) więc wolałam wrócić wcześniej do domku, no i tym sposobem od ponad 2h jesteśmy z Synkiem u Babci i u Dziadka. :) Zjedliśmy pyszny obiadek i zdajemy relację na bloga.

Może zacznę od wyników badań - z tego co się zorientowałam czytając fora, blogi i jakieś artykuły  - cukrzycy ciążowej nie mam. Na szczęście. Tego się bałam najbardziej. Pomiar glukozy na czczo w normie, po 2h także :) Więc nie mamy się (mam nadzieję) czym stresować. Morfologia i mocz też w normie. :) Raduje nas to niesamowicie. :) Pozostajemy tylko (?) przy globulkach i Asparginie. Pamiątkę po badaniach mamy nie tylko w postaci wyników badań, ale także w wielkim żółto-fioletowo-czarnym siniaku po pobraniu krwi. Ała! Wyglądam jakby mnie ktoś pobił. ;P A tu w poniedziałek tenis i tańce towarzyskie. ;p

***
What's more? Cholera! Dopadła nas kolejna niedogodność ciążowa - trudności z oddychaniem. Nie dość, że ostatnio odpadła mi opcja spania na prawym boku (kocham Cię Synku :*) to teraz odpada pozycja na plecach. Wiem, że nie powinno się w ogóle spać na plecach, bo aorta rozprowadzająca krew jest uciskana, co nie wpływa pozytywnie ani na Dziecko, ani na Matkę, ale czasami było to "miłe" urozmaicenie nocnego odpoczynku. A teraz? Leżenie na plecach przyprawia mnie o dreszcze. Normalnie "zatyka mnie", czuję jakby mi brakowało tchu, a nogi robią się dziwnie ciężkie. Ech. No i masz Ci babo placek. Nie pozostaje mi nic innego jak polubienie lewostronnego spania (cholera! co mnie podkusiło x lat temu na przebicie sobie lewej chrząstki, przecież ten kolczyk mi dziurę w głowie zrobi :( )


***
Dzisiaj rozmawiałam z moją Drugą Połówką nt. przyszłej córki. Mój Ukochany chce córkę za 5 lat, a ja za ok. 2 - 2,5 lata. Nie chcę, żeby różnica pomiędzy dziećmi była zbyt duża. Sama mam brata starszego o dwa lata i uważam, że to jest najlepsza różnica wiekowa pomiędzy rodzeństwem. Na razie stanęło na tym, że za 3 lata pomyślimy nad tym wszystkim. Niby taki consensus. Ale ja i tak wiem, że za 3 lata  albo już będę bawić drugiego szkraba, albo będę w drugiej ciąży i to z córeczką. Niah niah. :))))))))))))))))))))))))))))

www.kozaczek.pl

***
Nowa, wielka prośba. W ostatnim poście prosiłam o klikanie na Drontala ze schroniska. Pragnę Was poinformować, że ten Piesek otrzymał mnóstwo głosów i wkrótce będzie się cieszył miską pełną jedzonka! Wygraliśmy :D Teraz proszę Was o klikanie na Znajdkę ze schroniska w Gaju - klik. Pamiętajcie, że to nic nie kosztuje, a dla tych piesków może to być dodatkowy albo nawet jedyny posiłek w danym dniu. Z góry dzięki za głosiki. :) Zachęcam do wybierania swojego pieska i klikanie na niego, niekoniecznie musicie oddawać głosiki na Znajdkę. Grunt, żebyśmy się jednoczyli w dobrym celu.

***
Rozmowa między mną, a Dużą Czekoladką:

Ja bujając w obłokach : "Ach, can you imagine? Za rok przebierzesz się za Świętego Mikołaja i dasz prezencik Naszemu Synkowi..."
A: "yyyy..."
Ja: "Hmmm... a Wy, tam w Tanzanii, w ogóle macie Świętego Mikołaja?"
A: "Niektórzy ludzie kupują sobie prezenty, ale nie jest to popularne"
Ja: "No, ale ten Mikołaj, co daje te prezenty to chyba biały jest, co nie?"
A: "Nie, czarny"
Ja: "Żartuuuujesz?! Widziałeś kiedyś czarnego Mikołaja? przecież Mikołaj jest biały... Lepiej niech mój tata przebierze się za Mikołaja"
A: "Nieprawda. Mikołaj jest z Tanzanii z Mwanzy i jest czarny, Rasistko ;p"

W międzyczasie dostałam milion kopniaków od Synka, hmmm... może Św. Mikołaj faktycznie jest Czarny?

http://image.shutterstock.com/

***

wtorek, 30 listopada 2010

Nie taka prosta krzywa cukrowa.

Na wstępie pragnę podziękować wszystkim za komentarze i wsparcie. Jesteście niesamowite (hmm... chyba żaden pan jak do tej pory nie komentował mojego bloga, więc chyba nikogo nie pomijam ;> Oczywiście, jeżeli jest inaczej to proszę mnie poprawić. ;p).
Jak już wczoraj wspominałam, dzisiaj miało miejsce TO wydarzenie. Okropne badanie z glukozą. I nie przesadzam z tym określeniem. Ale może od początku...
Z niespokojnym sercem poszłam wieczorem do łóżeczka, obudziłam się w okolicach 5 rano i od tej pory nie mogłam już zasnąć. Miałam w sobie jakiś wewnętrzny niepokój, jeszcze w nocy taki skurcz łydki mnie złapał, że myślałam, że to mój koniec! Do tej pory czuję ból w lewej nodze. Na szczęście mama o tej porze też już nie spała, więc miałam z kim spędzić ten czas i pożalić się na głupie skurcze. Po jakimś czasie znowu położyłam się do łóżka, nawet usnęłam na chwilkę. Punkt 7 wyruszyłam do laboratorium - zaopatrzona w kubek ze świnką, połówkę cytryny, glukozę w pudełeczku z apteki (75g), hehe mocz :D i pieniążki. Na początek przywitała nas "malutka" kolejeczka do okienka ;p, ale dosyć żwawo się poruszała, więc nawet nie narzekamy. Później pierwsze pobranie krwi na czczo, zarówno do badania glukozy, jak i do ogólnej morfologii. Jakieś 5 minut później przed naszymi oczkami wyłoniła się przezroczysta ciecz w plastikowym kubeczku (buuu, aż usłyszałam kwik mojego kubeczka z torebki). Hmmm... jakbym nie wiedziała, że to rozpuszczona glukoza to pomyślałabym, że to najzwyklejsza woda ;p Oczywiście oceniając wizualnie, bo smakowo nie było już tak wodniście. ;p
Nie długo myśląc, wzięłam plastikowy kubeczek do dłoni, powąchałam (w sumie zapachu jakiegoś konkretnego to nie miało, można było wyczuć lekką woń rozpuszczonego cukru),  nawet nie dodałam cytryny (może to był właśnie błąd ?), szybko przechyliłam kubek i wzięłam pierwszy duży łyk. Potem drugi, trzeci i czwarty. Szybko poszło - pomyślałam. Po upływie jakiś 5 sekund doszedł sygnał do mózgu - Boże, jakie to jest okropnie słodkie! Zaraz wypali mi gardło.
Chwilkę posiedziałam i wyruszyłam w kierunku domu (pani pozwoliła mi wrócić do domku bo mieszkam blisko, ale musiałam iść bardzo wolno, żeby nie sfałszować wyników badania). Droga była niesamowitą męką - nie wiem jak Wy, ale ja nie umiem chodzić wolno, najnormalniej w świecie taki spacer mnie męczy! Po dotarciu do domku włączyłam sobie komputer, poczytałam komentarze na blogu i zrobiło mi się dziwnie słabo (hehehe ale nie od Waszych komentarzy, broń Panie Boże), mogę to porównać do kaca po mega ostrej imprezie hehe ;p  Stwierdziłam, że to nie dla mnie i może lepiej pooglądam DDTVN (buuu, po raz trzeci w mojej karierze nic nie wygrałam w konkursie mailowym :( ) Tak też zrobiłam, ale moje ciało dalej odmawiało mi posłuszeństwa, czułam się dziwnie słaba, dlatego postanowiłam usiąść sobie skulona na podłodze. Troszkę pomogło, ale generalnie obawiałam się, że lada chwila cała glukoza zasili szczury w rurach. Jedynie myśl, że jak to zwrócę to będę musiała to znowu powtarzać trzymała to świństwo we mnie. Minęła godzina... półtorej godziny. Czas się zbierać (w końcu znowu będę udawać żółwia, więc lepiej wyjść wcześniej). Dotarłam na miejsce jakieś 10 minut przed czasem, chwilkę posiedziałam i weszłam do środka. Pani pobrała mi drugi raz krew, niestety źle mi się wbiła w żyłę i teraz mam olbrzymiego siniaka :( Boli mnie ręka, jakby mnie ktoś pobił. No, ale nieważne. Grunt, że to przeżyłam. Synek nawet zachowywał się przyzwoicie, chyba też mu się nie podobała ta dawka cukru, bo przestał kopać (co dziwne, bo podobno dzieci po tym badaniu nieźle szaleją). 
Reasumując, badanie jest do przeżycia, jednakże nie chciałabym go znowu powtarzać. Bynajmniej nie w przeciągu najbliższych 2 lat. Najgorzej czułam się przez pierwszą godzinę, potem było lepiej. Po powrocie z badania wszamałam sobie serek Danio z bułeczką (nie wiedziałam, że serek może być tak słodki! nie wiem czy miałam zaburzone kubki smakowe, czy jak, ale naprawdę pierwszy raz w życiu nie smakował mi serek Danio), wypiłam herbatkę (oczywiście gorzką, zresztą jak zawsze!), naprawdę delektowałam się jej smakiem. Wyniki badań mam jutro, ale pójdę po nie dopiero w czwartek, gdyż jutro nie zdążę przed uczelnią, a po uczelni laboratorium będzie zamknięte. Teraz tylko modlę się o dobre wyniki, zarówno z glukozy, morfologii jak i moczu :))))) Trzymajcie kciukasy!
No cóż, moje Drogie Panie - Das ist Ende. :)))))))))))))


Hasło mojego brata (24 lata) : "wiesz co? Ty jak jedziesz busem to jesteś normalnie bus w busie. Bus przewozi ludzi, a Ty dodatkowo przewozisz człowieczka"  Ach te jego złote myśli, bezcenne.

ps. pierwszy dzień "dietki", hehe pomijamy fakt wypicia 75ml glukozy. Na razie idzie ok. Zobaczymy jak będzie później. ;p 

***