Oj, kolejna ciężka noc za nami. Czekoladka w okolicach 3 rano, postanowiła urządzić sobie wyścigi samochodzików, na przemian z "kukaniem" pod kołdrą, krzycząc przy tym i śmiejąc się na cały głos (a co za tym idzie, budząc wszystkich wkoło). No po prostu masakra. Ja rozumiem, że życie jest tak ciekawe, że nie można się doczekać kolejnego dnia, ale żeby rozpoczynać go o 3 nad ranem? Aaa... Jestem umęczona. Marzę tylko o łóżku i śnie. Niestety Bartuś nie podziela mojej ochoty i rozbawiony biega z Tatą po mieszkaniu. Po takiej ciekawej nocy miałam ochotę spędzić cały dzień pod kołdrą, no ale będąc Mamą Małej Czekoladki, nie ma czasu na leniuchowanie. Z samego rana, zachęceni piękną pogodą, szybciutko przywdzialiśmy ciuszki i razem z Babcią Czekoladki wybyliśmy na pozornie zwykły spacerek. No właśnie... pozornie. Dzień, podobnie jak noc, obfitował w wiele atrakcji i nowości. Jakież było nasze zdziwienie, gdy nagle, w dobrze znanym nam miejscu, niespodziewanie wyrosło wieeeelkie zwierzęce safari! Oczywiście nie omieszkaliśmy podejść bliżej i przyjrzeć się nowym futrzanym przybyszom :) Bartunek z ciekawości szybko wskoczył na Babcine ręce i z bliska obserwował te dziwne stworzenia. Wszak nie codziennie w środku miasta, można zobaczyć takie zwierzątka (kaczki są codziennie, ale np. wielbłądy niekoniecznie ;))
Szczerze Wam powiem, że ten widok poprawił mi humor jak nic na świecie. Uwielbiam zwierzęta, wręcz je kocham. Kiedyś nawet marzyłam o pracy w zoo, by mieć na co dzień kontakt z futrzakami, ale niestety los pokierował mnie w inną stronę. Ale ja nie o tym. Z wszystkich zwierząt, które dzisiaj zobaczyliśmy, największe wrażenie zrobiła na mnie oczywiście ZEBRA. Dzięki niej poczułam się, jakbym była na tanzańskim safari (aż serce zaczęło mi mocniej bić, na myśl, że za niedługo będę miała takie widoki kiedy tylko tego zapragnę). Ajajajaja. To taki przedsmak Tanzanii. Oczywiście nie zamierzałam odpuścić Dużej Czekoladce takiego widoku. Zaraz po jego powrocie z pracy, zabrałam go na popołudniowy spacerek, by znowu spotkać się oko w oku z piękną zebrą.
Reakcja Męża była mniej więcej taka :o "Taka mała zebra? Pfff... Jak zobaczysz te w Tanzanii, to są dopiero ZEBRY :)". Ach. Nie powiem, te słowa jeszcze bardziej rozbudziły moją ciekawość :) Normalnie nie mogę się doczekać tej wyprawy! :))))) A jeśli już piszę o Dużej Czekoladce, to muszę się Wam pochwalić, że w dniu dzisiejszym miała miejsca BARDZO WAŻNA sprawa - otóż Bartuś, po zobaczeniu Taty w drzwiach, krzyknął w jego kierunku świadomie TATA! :) Oboje byliśmy wzruszeni :} Do tej pory w kółko słyszeliśmy "mama" "baba", ale Tata padło po raz pierwszy :))) Cudowna sprawa :] Tak pozytywnie naładowani w trójkę udaliśmy się na spacerek do pobliskiego parku, który Czekoladka przemierzała wzdłuż i wszerz na swoich Malutkich Stópkach (a Mama na 12 cm szpilach, o tym więcej na drugim blogu :P). Wzbudzaliśmy poruszenie wśród współspacerowiczów, którzy zachwycali się "takim małym człowieczkiem" na dwóch nóżkach hehe :) Standardowo nakręciłam filmik, z tych Czekoladowych wojaży :) Będzie pamiątka jak znalazł.
I tak, moi Drodzy, minął nam ten środowy dzień. Mnóstwo wrażeń i emocji, które z przyjemnością uporządkowałabym podczas snu, przytulona do Czekoladek ;) Ale kiedy to nastąpi... to nie wiem ;)
***














