Czas się w końcu odezwać. Wyjątkowo brak wpisów nie był spowodowany brakiem sił czy chęci, a zwyczajnym brakiem dostępu do komputera/internetu. Od poniedziałku do wczoraj byliśmy z Bartulkiem na oddziale dziecięcym w szpitalu w moim mieście (tak wiem... miałam już tam nie wrócić, widzicie jaki ten los jest przewrotny?). Synek napędził wszystkim niezłego stracha, największego mojej ukochanej Mamie, która nota bene jest moim bohaterem (dzięki jej reakcji Bartulek szybko odzyskał oddech i nie doszło do komplikacji, ale jak to sam lekarz powiedział, każdy taki przypadek powinien mieć swój finał w szpitalu - na obserwacji). Po godzinie 15stej w poniedziałek Czekoladka została przewieziona karetką do szpitala po zachłyśnięciu się mleczkiem z butelki (po obserwacji zachłyśnięcie okazało się przykrztuszeniem z bezdechem). Wybaczcie, ale na razie nie mam siły wracać do tego z powrotem, dlatego wpis będzie zdawkowy. Chciałam tylko, żebyście wiedziały co jest przyczyną zastoju na blogu. Na szczęście po tych dwóch dobach mogę napisać, że Synulek jest zdrowy, radosny i znowu kochanie złośliwy. Wyniki wyszły dobre, Synek ładnie przybiera na wadze (waży już 4140 g :)), sama obserwacja przebiegła bez zastrzeżeń (poza incydentem z ponownym zakrztuszeniem, tym razem z mojej piersi). Z bagażem nowych informacji, które mają nam pomóc uniknąć w przyszłości takich sytuacji powróciliśmy do domku. Oczywiście wymagana jest nasza dalsza już domowa obserwacja, gdyż bardzo często zachłyśnięcie może prowadzić do zapalenia płuc (kilku lekarzy osłuchało Synka i każdy podkreślał, że nic tam niepokojącego nie słychać, ale lepiej wszystko mieć pod kontrolą). Najbardziej martwi mnie to, że ja, rodzona matka Bartusia, nic nie przeczuwałam jadąc do domku z uczelni. Nic. A podobno matki wyczuwają, gdy coś złego się dzieje z ich dzieckiem. A ja co? Nico. Synek jechał mi na sygnale do szpitala, a ja w najlepsze śmiałam się do słuchawki rozmawiając z Dużą Czekoladką. Ech. Jakie to szczęście, że w domku był mój tata i mama. Nie mogę znaleźć słów, które by wyraziły moją wdzięczność tym dwóm kochanym osobom. Panie... czuwaj nad moim Synkiem i nie doświadczaj nas już w ten sposób. Proszę Cię.
Swoją drogą po tym incydencie wiem na kim mogę polegać. Jakież prawdziwe staje się przysłowie: "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie".
Tymczasem idę obsypać całusami moją śpiącą Czekoladką :*
Swoją drogą po tym incydencie wiem na kim mogę polegać. Jakież prawdziwe staje się przysłowie: "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie".
Tymczasem idę obsypać całusami moją śpiącą Czekoladką :*
***
Aktywność fizyczna: (wczoraj i dziś, pon i wt. - brak ćwiczeń)
rowerek stacjonarny - 40 min v
***