Wiem, że ten wpis powinien być postem wyjaśniającym ostatnie zdarzenia, ale na razie nie mam siły do tego wracać, tym samym opisywać tego. Ostatnimi czasy spotkało mnie coś pięknego, co troszkę przyćmiło złe wspomnienia minionego tygodnia. Mianowicie 19 kwietnia 2011, mój Synek po raz pierwszy świadomie uśmiechnął się do mnie. Co prawda, nie byłam pewna czy to naprawdę był uśmiech czy tylko moja wyobraźnia spłatała mi figla, ale po wczorajszym dniu jestem pewna, że moja Czekoladka uraczyła mnie swoim pięknym bezzębnym uśmiechem właśnie we wtorkowe popołudnie. To cudowne wydarzenie miało miejsce podczas tzw. aktywnych chwil mojego Dziecka. Bobuś leżał sobie na łóżku w pozycji bezpiecznej (zaleconej w szpitalu) i rozglądał się po pokoju, raz po raz gulgając sobie w najlepsze (aguuuu.... :D). W pewnym momencie Czekoladka skupiła swoje oczka na mojej osobie i wykrzywiła usteczka w coś na kształt uśmiechu. Moim oczom ukazały się piękne różowiutkie dziąsełka oraz piękne "uśmiechnięte" czarne oczka :) Po prostu widok nie z tej ziemi. Nie będę ukrywać, że zacieszałam jak ktoś głupi ;p Nie omieszkałam zawiadomić o tym całej rodziny hehe, chociaż do końca nie byłam pewna, czy to była jawa czy sen (szpitalne noce dały mi się bardzo we znaki). Potwierdzenie otrzymałam dzień później, gdy Synek uśmiechnął się do mnie po raz drugi przy mojej Mamie (teraz robi to coraz częściej :)). Wtedy miałam kolejny dowód na to, że mój Synuś rozwija się prawidłowo (przeczytałam, że pierwszy świadomy uśmiech dziecka pojawia się pomiędzy 6, a 8 tyg. życia). Nie będę ściemniać - pękam z dumy, że byłam pierwszą osobą, którą Bartuś obdarzył uśmiechem :) Chwilę później ten zaszczyt spotkał Czekoladową Babcię. Ach. Nie ma nic piękniejszego niż możliwość obserwowania jak rozwija się taka mała Istotka... Moje serce się raduje na widok tej uśmiechniętej twarzyczki, wszystkie złe wspomnienia uciekają wtedy gdzieś hen daleko. Dziękuję Ci Synku za to, że jesteś i wypełniasz moje życie nieopisaną radością. Kocham Cię.
***
Obiecuję, że wkrótce umieszczę notkę o szpitalu oraz informacje tam zdobyte nt. jak postępować w przypadku bezdechu lub zakrztuszenia. Dajcie mi tylko chwilę (ostatnio walczymy z dziennymi kolkami Synka, więc ciężko mi tu coś naskrobać). Delicol poszedł w odstawkę ze strachu przed zachłyśnięciem... ale rozważam powrót do niego. Muszę to przemyśleć.
***
Dziewczyny, jeszcze prośba do Was. Czy któraś z Was kupowała dla swojego dziecka monitor oddechu tzw. aniołka (np. angelcare)? Rozważam zakup tego urządzenia z racji występowania bezdechów u Bartusia, ale za bardzo nie wiem czym się kierować przy wyborze tego cudeńka. Proszę o porady w komentarzach, z góry dziękuję :)
***