Wiązało się z nim wiele niewiadomych. Zaczynając od kierunku podążania w szpitalu, a kończąc na zwykłych ochraniaczach na buty. ;p Na badanie wybrałam się ok. godziny 9:30 (szpital oddalony jest o jakieś 5-10min pieszo), po drodze zahaczyłam o Lidla, kupiłam sobie czekoladowe batoniki, co by rozbudzić troszkę Bobcia przed badaniem. Następnie weszłam sobie do szpitala i po schodach pomaszerowałam na 3 piętro ;p. Tam, nie bardzo wiedziałam gdzie się kierować, ale zapukałam do sekretariatu i odnalazłam mojego doktora. On pokierował mnie do pokoju, gdzie robi się ktg, zawołał panią położną, która "zamontowała" cały sprzęt na mój brzuś. Czułam, że Bobkowi się to bardzo nie podoba, no ale co zrobić? Jak mus to mus. Położyłam się na lewym boku i tak sobie leżałam oglądając paznokcie (lepsze to niż zielona ściana ;p). Czekoladka była niezwykle aktywna (po zjedzonej czekoladce?), przesuwała się a to z jednej, a to drugiej strony. Pas utrzymujący cały sprzęt delikatnie się zsuwał powodując dziwne odgłosy. Po chwili przyszedł mój lekarz z pytaniem: "Jak się ma nasz mały Tanzańczyk?", po analizie zapisu stwierdził, że bardzo dobrze. Następnie kazał mi się położyć na plecach, a potem z powrotem na boku, po prostu chciał sprawdzić czy Bąbelek zareaguje na taką zmianę pozycji. Samo badanie nie było dla mnie jakimś dużym komfortem, nasłuchałam się od innych dziewczyn, że jest to najpiękniejsze badanie z racji możliwości posłuchania serduszka Dziecka, a ja Wam napiszę, że dla mnie to było jedno z najbardziej stresujących badań (nie powiem, miło było posłuchać odgłosu bijącego serduszka, ale jakoś nie umiałam się na tym skupić w 100%). Nie wiem czy to przez atmosferę samego szpitala, czy po prostu zwykłego braku kontaktu z ludźmi (podczas usg lekarz jest cały czas przy mnie, a tutaj większą część badania leżałam sama z tysiącem myśli w głowie). Odgłosy z korytarza też nie nastrajały mnie pozytywnie. Akurat w tym czasie, w którym miałam ktg, przyjmowano dwie kobiety z bólami porodowymi. Matko Boska! W myślach wyobrażałam sobie ten ból i tą panikę, która musi towarzyszyć podczas tego całego przyjmowania na oddział. Ała! Bobek nie został obojętny na to wszystko, jego ruchy były coraz żwawsze i mocniejsze. Biedak wyczuł, że mama się boi. Tak jak jeszcze wczoraj zapewniałam wszystkich na uczelni, że porodu się nie boję, że miałam etap wielkiego strachu jakoś w 7 mc, a teraz śmiało mogę rodzić. Ogłaszam wszem i wobec - ODWOŁUJĘ MOJE ZAPEWNIENIA O BRAKU STRACHU PRZED PORODEM I SZPITALEM. Jestem spanikowana. To badanie utwierdziło mnie tylko w tym, że lada moment to ja będę tą kobietą na korytarzu, krzyczącą z bólu i spanikowaną do granic możliwości. Aaaa... boję się :((((

http://www.piro.art.pl/
Co do samego zapisu ktg, nic się nie dzieje, Bobuś ma się dobrze, skurczy brak. Na następne badanie mam przyjść albo w czw, albo w pt, tylko wtedy nie będzie mojego lekarza, wynik mam pokazać innemu lekarzowi. Natomiast z moim lekarzem widzę się we wtorek (czyli jeden dzień przed terminem z OM) na kontrolnym ktg. Boże, Boże... Tak strasznie chciałabym mieć to wszystko już z głowy. Bobuś... ja chcę Cię tutaj, przy mnie, w łóżeczku. Aaaaa... nienawidzę szpitali.
PS. Dzisiaj pakuję torbę i nie ma, że boli. Dokupiłam enemę, więc mam wszystko do szpitala. Wczoraj, również dostałam konkursowa paczkę z
http://www.apteczny24.pl/, także bogatsza jestem o nowe rzeczy dla Synka, jak i dla siebie.
***
Ze spraw uczelnianych - jak na razie wszystko idzie po mojej myśli. Angielski zaliczyłam na 5 :))) Nowi prowadzący zapowiadają, że pójdą mi na rękę w kwestii nieobecności po porodzie. Na karcie Indywidualnego Toku Nauczania wpisują 50% nieobecności, ale zapewniają, że przymkną oko na moje braki spowodowane nieobecnością poporodową. Także mam tutaj dowód... jakby chcieli się z tego wycofać w kwietniu ;p Doktor od wychowania fiz. powiedziała, że moją formą aktywności przez okres opieki nad dzieckiem będzie spacerek z wózeczkiem w parku. Ach. Nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo chciałabym, żeby to już nastąpiło. ;p Natomiast mój promotor najpierw nastraszył mnie, że będzie mi ciężko to wszystko pogodzić, po czym dodał, że dobrze, że się zdecydowałam na dziecko teraz, bo potem to jest ciężej się zdecydować i wszystko schodzi na drugi plan. Ale ogólnie też jest pozytywnie nastawiony. Ufff.
Jutro jadę na uczelnię pozałatwiać resztę przedmiotów i mogę się szykować do porodu. Ajajajaja. Z terminu OM za tydzień w środę powinnam rodzić. LOL. Ale razem z lekarzem doszliśmy do wniosku, że nie ma co się zbytnio tym sugerować, z racji dużej nieregularności mojego okresu... Ja sama czuję, że Synek chce jeszcze troszkę pobawić się w brzuszku :)))))
INFO z ostatniej chwili:
MAMY DOKUMENTYYYYY :)))))))))))))))))))))))))))))))) Teraz tylko USC i obrączkiiiii (takie jak te poniżej, tyle, że na mojej będzie malutka cyrkonia, a wewnątrz będą wygrawerowane nasze imiona) :)))
http://www.taxor.pl/obraczki_slubne_yes.php?ido=2&co=0&cd=99999
***
Aktywność fizyczna:
rowerek stacjonarny - 22 km v
pilates v
wymachy nóg v
***