Ostatnio temat laktacji w moim pamiętniku powraca jak bumerang. Kilka dni temu pisałam Wam w tym poście o swoich problemach laktacyjnych, Wszystko widziałam w ciemnych barwach, byłam przekonana, że nie mam mleka w piersiach i stąd tak mały przyrost wagi Bartulka. Prosiłam Was o rady jak rozkręcić laktację (jest okazja, żeby wszystkim serdecznie podziękować, a więc DZIĘKUJĘ :))), dostałam wiele cennych wskazówek, które stopniowo staram się wprowadzać w życie. Wspominałam także, że co tydzień w piątek mamy kontrolę wagi Synka. Jako, że dziś jest piątek, wybraliśmy się z Dużą Czekoladką na sprawdzenie przyrostu wagi Małej Czekoladki. Nie powiem, w głowie miałam wizję, żeby skręcić w inną alejkę i zwyczajnie tam nie iść, ale deszczyk skutecznie pokrzyżował mi plany. :P Szybko dotarliśmy do przychodni, z trzęsącymi się rękami ze stresu rozebrałam Bartulka (biedaczek znowu się najadł stresu... chyba to miejsce kojarzy mu się ze szczepieniem :/) i delikatnie położyłam go na wagę. A TAMtaramtaram (chciało by się zaśpiewać ;p) piękny przyrost wagi o całych 300g! Czyli wychodzi na to, że w przeciągu 3 tygodni przytył 600g. Can you imagine? A co by było gdybym dawała sztuczne mleko? Przyrost byłby chyba dwa razy większy. Już teraz przekroczył normę. Napiszę jedno - zmiana pozycji z siedzącej na leżącą podczas karmienia oraz podawanie dwóch cyców i picie dużej ilości płynów przyniosła efekty! Walka o mleczko zakończyła się (mam nadzieję) sukcesem! Jednak serce matki wie lepiej czy trzeba dokarmiać czy nie... Tak strasznie się cieszę, że porzuciłam to sztuczne mleko i nie poddałam się presji dokarmiania Synka. Jestem z siebie dumna, bo naprawdę nie było łatwo. I znowu muszę Wam podziękować - wspierałyście mnie w tej walce i służyłyście radą. Jestem Wam niesamowicie wdzięczna. Aktualnie Czekoladce brakuje 20g do 5 kilo :)))) Jestem przekonana, że za tydzień podczas wizyty na szczepieniu waga wskaże już magiczne pięć kilo. Granicę, której nie mogliśmy przeskoczyć. Jupi!
www.wp.pl
A jeśli już wspominam o laktacji i o sprawach karmienia piersią to muszę podjąć temat ostatnio głośny w mediach. Domyślacie się zapewne o czym chcę napisać. Ano o publicznym karmieniu piersią i o aferze ze zdjęciami matek karmiących swoje dzieci w miejscach publicznych. Sama nie rozumiem o co tyle krzyku, bo jak można potępiać kobietę, która karmi swoje dziecko? Czy gorszącym jest widok drugiego człowieka podczas posiłku lub zaspakajania pragnienia? Przecież w tym przypadku "cyc" jest niczym innym jak butelką z wodą, bądź miseczką z mleczkiem. Jest to najpiękniejszy widok pod słońcem. Ludzie powinni być dumni, że kobiety w dzisiejszych czasach chcą i karmią piersią. Zwłaszcza, że rynek aż pęka od ilości ofert mlek modyfikowanych. Sama zmuszona byłam karmić Bartka w miejscach publicznych, a dokładniej na uczelni. Co prawda, zazwyczaj staram się znaleźć ustronne, zacienione miejsce, z możliwością wygodnego usadowienia swojego i Bartulkowego zadka. Z reguły są to nieużywane schody w mało uczęszczanym miejscu, prywatny samochód lub pobliski park, ale nie zawsze tak się da. Sytuację z parku opisywałam już tutaj, niemożliwością było znaleźć wolną ławkę, a Bąbel płakał. Nie mogłam pozwolić, żeby się odwodnił. Nie należę do osób, które lubią pokazywać swoje ciało publicznie, dlatego z reguły staram się znaleźć miejsce spokojne, w którym Malutka Czekoladka będzie mogła "delektować" się swoim posiłkiem, ale tak jak wspomniałam, nie zawsze jest taka możliwość. Spotkałam się zarówno ze zrozumieniem (np. moje wesele - szef restauracji zorganizował dla mnie specjalnie wydzielone miejsce do karmienia Synka, żebym bez skrępowania i niepotrzebnych komentarzy w spokoju mogła oddać się naszej magicznej chwili), jak i nie zrozumieniem mojej sytuacji (przypadek w parku). Sama jestem zdania, że człowiek, który uważa, że publiczne karmienie piersią jest gorszące powinien chwileczkę zastanowić się nad sobą i swoją seksualnością. Skoro uważa, że pierś kobiety jest obiektem seksualnym, w szczególności w takim magicznym momencie to znaczy, że sam ma jakiś problem ze sobą i ze swoimi fantazjami. Jakby na to nie patrzeć, jesteśmy ssakami i jak sama nazwa wskazuje ssanie jest czymś naturalnym. Naturalnym, by przetrwać i prawidłowo rozwijać się. I decyzją matki jest czy nakarmi je publicznie czy ukryta za prowizorycznym parawanem z pieluch tetrowych. To nie jest widzi mi się matki, że wystawia cyca na widok publiczny. Jeżeli tak to "razi po oczach to najpierw stwórzmy godziwe miejsca do karmienia, a dopiero potem wymagajmy od matek niepublicznego żywienia dziecka. I mała rada dla tych, których to gorszy - odwróć głowę i nie patrz! Nikt Cię do tego nie zmusza... A tak w ogóle, ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Więc przemyśl sobie to "diabełku", czy chcesz patrzeć i się gorszyć czy jednak dasz spokój ludziom i pozwolisz im w spokoju egzystować. ]:->
Na koniec zapraszam do poczytania opinii innych matek. Lista blogów, na których został podjęty temat wystawy zdjęć z matkami karmiącymi znajduje się na http://www.blog.przedporodem.pl/kto-zdenerwowal-karmiace-mamy/.
***







