Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jeść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jeść. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lutego 2012

Żarłoczek :)

Odkąd Czekoladka odkrył magiczną moc swoich ostrych bielutkich ząbków, nikt w okolicy nie może czuć się bezpiecznie. I nie mam tu na myśli tylko obślinionych i pogryzionych kolan, ramion, czy też policzków, bo to jest naprawdę mały pikuś. Każdy, kto tylko wejdzie na terytorium Simby, musi się liczyć z tym, że będzie musiał się podzielić swoim posiłkiem. I tak Babcia jedząc swoje śniadanie, chcąc nie chcąc, musi oderwać kawałek chlebka z masełkiem i podać Bartunkowi, czy też Mama jedząca obiadek musi jeść go wspólnie z Synem. Tylko patrzeć, jak będzie chciał też jeść ugali razem z Tatą :) Prawdziwy problem pojawia się w momencie chęci zjedzenia czegoś niedozwolonego dla małego Bartunkowego brzuszka. Bo jak wytłumaczyć Małemu Żarłoczkowi, że śledzie, czy też jajecznica z cebulą to nie danie dla niemowlaka? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Bartulek z trudem przyjmuje odmowę, rzuca się, płacze i krzyczy na całe gardło. Tak mi się dziecię rozszalało z "ludzkim jedzeniem". O ile kasza, czy niemowlęca zupka nie robi na nim takiego wrażenia, o tyle kromka chleba, tudzież jabłko w Czekoladowych oczach maluje się baaardzo smakowicie i kusząco. Tym sposobem, mój Syn zamiast kilku standardowych posiłków, rusza gębulką 24h na dobę. No, ale niech je i nadrabia "bezjedzeniowy" okres ząbkowania.  Na zdrowie, Synku :) Jak to Babcia mówi "Dobrze, że nie jesteś taki jedzeniowy cudak jak Mama :D"


***

sobota, 22 października 2011

Simba nataka kula.

Do niedawna to zdanie w języku suahili było idealnym określeniem Króla Simby. Niestety od jakiegoś czasu, a dokładniej od czasów wprowadzenia stałych pokarmów, karmienie Bartulka nie jest już takie łatwe. O ile reakcja na pana Cyca jest wciąż taka sama, czyli jedno wielkie szaleństwo połączone ze skakaniem i radością, o tyle wmuszenie w Bobeczka innego dania typu: zupka, deserek czy też kaszka  często wiąże się z duuuużą kreatywnością ze strony karmiącego. O czym mowa? Już tłumaczę. Otóż Simba nauczony jest, że zaraz po przebudzeniu dostaje cycusia do pociumciania, w momencie, gdy z bliżej nieokreślonych powodów nie ma cycorka w pobliżu, Król głośno pokazuje swoje niezadowolenie. Jest to o tyle trudne, że od momentu mojego powrotu na uczelnię, karmieniem Bartulki zajmuje się Czekoladowa Babcia z pomocą Dużej Czekoladki, a jak wszystkim wiadomo Czekoladowy Tata oraz Czekoladowa Babcia cycusiów karmiących nie posiadają. Stąd też zmuszeni byli uruchomić szare komóreczki mózgowe i wymyślić szereg sposobów, które skutecznie zachęcą Bartunię do zjedzenia innego posiłku niż mleczko. Jakież są to zabiegi?

Oto przedstawiam pierwszy patent wymyślony przez przypadek wspólnie z Czekoladową Babcią na potrzeby zaspokojenia głodu Karmelka. A cóż to? Prawie nigdy niezawodne, dobrze znane drzewa :) Myślę, że dla wielu osób, które przez przypadek przechadzają się koło naszych okien może być dziwnym widok dwóch kobiet - jednej stojących z niemowlakiem na rękach przy szybie, a drugiej z miseczką pełną jedzenia. No, ale to już nie nasz problem. Grunt, że udaje nam się nakarmić głodnego Króla Simbę. Nic, że przy okazji okna i parapet są całe w bobovitowej papce, najważniejsze, że Simba jest zadowolony. Jeśli drzewa nie są w stanie wystarczająco zaciekawić Bartulka, wtedy nawołujemy ptaszki słowami "Ptaszki! Ptaszki. Gdzie jesteście? Bartuś na Was czeka! Gdzie jesteście? Nie mówcie, że poleciałyście do drugiej Babci do Tanzanii, ptaszki. Chodźcie szybko. Popatrzcie jak Bartuś ładnie je. Ptaszki, przylećcie do Bartusia, zostawił Wam winogron do jedzonka. Ptaszki!". Po tych słowach Bartulek zadziera wysoko głowę do góry i obserwuje niebo, co jakiś czas otwierając usta, dzięki czemu część jedzonka można mu w nie wsunąć :D


Niestety nie zawsze drzewa i ptaki  są w stanie zaciekawić Bartusia na tyle, by wszamał całą miseczkę jedzonka. Co wtedy? W momencie, gdy wyżej opisany sposób znudzi się Królowi, w ruch idzie inny, tym razem patent wymyślony pod moją nieobecność (przyznam się Wam, że jednak sama szybko go zapożyczyłam ;)) przez Czekoladową Babcią i Męża. A cóż to za magiczny trik?


Opisem niech będzie ta oto krótka historia. Mama podchodzi z łyżeczką pełną jedzenia do synka, kieruje ją do ust Bartusia, gdy ten nagle zaczyna głośno płakać. Jednak mama się nie poddaje. Podchodzi do wyłączonej wieży, bierze rączkę Bobeczka i naciska magiczny przycisk i tym oto sposobem udaje się osiągnąć zamierzony cel! Zaciekawiony Simba z otwartą minką obserwuje zmieniające się i świecące na różne kolory literki na wyświetlaczu, a sprytna mama wykorzystuje otwarte usta wsuwając w nie raz po raz łyżeczkę z jedzonkiem :) i tym oto sposobem miseczka w magiczny sposób pokazuje swoje dno. Hihihi. Mission complete - Mama jest zadowolona i dumna z Synka, i co najważniejsze Król ma pełny brzuszek :) Od razu nadmieniam, że jest to sposób w pełni autorstwa mojej Mamy, ale tak jak wspominałam wcześniej, z przyjemnością przejęłam go również i ja na swoje potrzeby ;)))


Ale, ale! Po karmieniu zawsze odbywa się ceremonia wycierania umorusanej Karmelkowej buziuni. Babcia bierze wnuczka na ręce, razem zaświecają światło w toalecie, namaczają wacik ciepłą wodą i wycierają twarzyczkę. Następnie ręczniczkiem papierowym osuszają usta, śmiejąc się przy tym jak wariaci i w dobrych humorach opuszczają łazienkę :) Tak oto wygląda ceremoniał jedzeniowo-pielęgnacyjny. Jak widać z powyższego opisu, Król Simba nie umie w spokoju skupić się na jednej czynności, zawsze zaczyna jedną, by za chwilę zająć się czymś zupełnie innym. Nie wyobrażam sobie Simby w krzesełku do karmienia, przy nim wyśmienicie sprawdza się bardziej mobilna konstrukcja typu "człowiek" haha.  Takiego oto mam ciekawskiego Synka :P Człowiek przy nim nigdy się nie nudzi, Simba skutecznie "zmusza" osobę do wyostrzenia umysłu :P
A Wy moje kochane, macie jakieś sprawdzone sposoby na zachęcenie dziecka do jedzenia? Z przyjemnością poczytam o Waszych patentach :)

***
KLIK KLIK. Prosimy o głosiki na Simbę:
http://www.bebiko.pl/home/konkurs/galeria-jak-zwracasz-sie-do-swojego-dziecka/#galeria/okreslenie/10002

***
mały czekoladowy słowniczek:
Simba nataka kula - Lew chce jeść

***

czwartek, 18 listopada 2010

wielki głodzimierz opanował miasto!

Jeju! Ależ jestem głodna! Non stop mogłabym coś jeść! Przeraża mnie to, nie nadążam z otwieraniem lodówki Oo. O co choooodzi? Jeszcze do niedawna ten problem był mi obcy, nie mogłam patrzeć na jedzenie, a na słodkie to już w ogóle.
Hmmm może przeanalizujmy - moja dotychczasowa ciąża składała się z takich etapów:
  1. do ok 17 tc miałam wilczy apetyt, nie mogłam się opanować z jedzeniem (czyli jednak ten problem nie jest mi obcy hehe ;p),
  2. po 17 tc, gdzieś tak do 22 tc musiałam wmuszać w siebie jedzenie,
  3. no i teraz jak widać przyszedł etap trzeci, który jest powtórką z etapu pierwszego,
Aaaaaaa... nie! nie! nie! Ja nie chcę! Niech ktoś weźmie ode mnie ten wielki, ssący głóóóóóóóóóóóód (czyżby to był Syn ;p)



Jeść, jeść, jeść, jeeeeść!

Ależ marzę w tym momencie o Ugali* mojego Ukochanego A.


A tak baj de łej- kocham tą reklamę :) 



Hehehe rozwaliły mnie te "instrukcje obsługi dziecka"


To tylko kilka przykładów - więcej na stronie:
Instrukcja-obslugi-dziecka

hihihi - mykamy z Bobkiem na rowerek stacjonarny :)

* Ugali -danie bardzo popularne w Afryce ( w szczególności w Tanzanii, Kenii, Zambii itp.), spożywane praktycznie codziennie, zarówno w szkołach na stołówkach, jak i w domach. 
 Jest to swego rodzaju kasza manna, którą gotuje się z dodatkiem mleka aż do powstania takiej "kupki" ;p, 
od tej twardej kupki odrywa się mały kawałek, formułuje się kulkę, w której robi się dziurkę palcem (powstaje taka niby łyżeczka hehe) ;p i nabiera się tym sos i rybę/kurczaka/fasolę... 
[patrz foto poniżej :)]
Jako, że je się to rękami to ja zawsze jestem umorusana zaczynając od dłoni, a kończąc na łokciu hehehe ;p
Mój A. zawsze się ze mnie śmieje, że jak pojadę z nim do Tanzanii to wszyscy zamiast jeść to będą się ze mnie śmiać :))))))))))))
No co... w końcu jestem Mzungu :) c'nie? 
Za to mój Synek będzie ekspertem w jedzeniu Ugali :D 
Już ja o to zadbam :*
Aaaaa... nie pisze dalej bo aż mi w brzuchu zaburczało! 
Tego się nie da opisać, UGALI trzeba po prostu spróbować! 
Love it!!!! 
Na dodatek kojarzy mi się z najpiękniejszym dniem w moim życiu - z naszymi zaręczynami :))))


***
Wow - nie wierzę! Eva Longoria i Tony Parker się rozwodzą...
A byłam pewna, że to plotka, szkoda mi jej :(
Przecież jeszcze miesiąc temu tak ciepło się o nim wypowiadała, planowała powiększyć rodzinę...
a teraz?
Jak można zdradzić taką kobietę???????? 
ale trzeba jej przyznać, ma klasę, nawet po tym co jej zrobił potrafiła miło napisać o jego osobie:
"It is with great sadness that after 7 years together, Tony and I have decided to divorce. We love each other deeply and pray for each other’s happiness."

 
***