niedziela, 9 października 2011

Godzina zero się zbliża...

Podświadomie odliczam godziny, minuty i sekundy do mojej pierwszej, tak długiej rozłąki z Czekoladką. Staram się o tym nie myśleć, ale niestety siła umysłu jest silniejsza. Od kilku dni moje myśli krążą tylko wokół tego przeklętego poniedziałku, zamęczam nimi Babcię Czekoladki i Dużą Czekoladkę. Tak bardzo obawiam się tego dnia. W głowie wciąż mam wizję rozhisteryzowanego Bartusia szukającego pana Cyca. Zapewne to tylko moje chore myśli, ale nie zmienia to faktu, że spędza mi to sen z powiek. To nie jedyne czego się obawiam. Nie chcę, żeby Czekoladka pomyślała, że Mama go zostawiła i że go nie kocha. Podobne myśli miałam w szpitalu, w pierwszej dobie życia Bartusia, kiedy leżał sam w inkubatorku, podczas gdy inne dzieci spędzały ten czas przytulając się do Maminych cyców. Pamiętam jak ze łzami w oczach powiedziałam położnej, która odbierała mój poród, że nie chcę, żeby mój synek pomyślał, że go nie kocham.... Teraz te myśli na nowo kołaczą się w mojej głowie. Nie umiem dopuścić do siebie myśli, że przecież zostaje z osobami, które kocha i, które zna. Na nic zdają się tłumaczenia Męża, że moje studia są ważne także dla przyszłości Bartuni. Ech. Niby wiem, że wszystko to co mi mówią ma sens, ale jednak głowa myśli coś zupełnie innego. Boję się, że stracę jakiś ważny moment z życia Bartulka, że to nie ja pierwsza zlokalizuję jego ząbek, że to nie ja zobaczę jego nowe umiejętności. A jeśli powie "Mama" a ja tego nie usłyszę? I właśnie zatęskniłam za czasami kiedy miałam go na wyłączność - w brzuszku :( Wtedy miałam pewność, że wszystko odczuję pierwsza...


Staram sobie tłumaczyć, że przecież wiele kobiet zmuszonych jest zostawiać o wiele mniejsze dzieciaczki w domu i to nie zawsze z osobą, którą dziecko zna. Ech. Nie pozostaje mi nic innego jak teraz korzystać z każdej sekundy z Simbą, a jutro ze łzami w oczach ucałować go i z laktatorem w torbie pozostawić moje Czekoladowe Szczęście w najlepszych rękach jakie mogę sobie wymarzyć na najdłuższych w moim życiu 12 godzin :( Nie 10 tak jak planowałam, bo niestety nie udało mi się załatwić indywidualnego zaliczania angielskiego. Cóż, życie. Ech. Jakby na to nie patrzeć Simbuś ma już 7 miesięcy...



***
Chyba dopada mnie jakaś chandra. Przykro mi, że dziś, w dniu wyborów, nie siedzę w komisji, jak to miało miejsce w kilku poprzednich latach (4 razy nawet z Simbą w brzuszku ;)), ale na szczęście niedaleko mnie siedzi Czekoladowy Śmieszek, który rozwiewa moje tęsknotki. Tymczasem idę spełnić swój obywatelski obowiązek (niestety bez Synka, bo u nas straaaasznie zimno oO) i Was też serdecznie do tego namawiam ;))))

***

piątek, 7 października 2011

Za siedmioma górami...


za siedmioma lasami żył sobie w swoim królestwie siedmiomiesięczny Król Simba. Historia jego panowania jest, jak na razie, krótka, bo tylko 7 miesięczna, ale już bogata jest w niezłe rewolucje. Rządy Króla Bartłomieja I nieprzerwanie trwają od 7 marca 2011roku, kiedy to postanowił opuścić swoje dawne przyciasne brzuszkowe królestwo i podjąć ważne wyzwanie, którym było przewartościowanie świata i nadanie nowego sensu kilku nowym podwładnym. A  muszę przyznać, że wychodziło i wciąż wychodzi mu to nieźle. Od pierwszego dnia, gdy tylko pojawił się w nowym miejscu zaczął zjednywać sobie przyjaciół, którzy oczarowani nowym władcą robili wszystko, żeby zadowolić Simbę. Podskakiwaniom, chodzeniu pod paszki, wymuszaniu wzięcia na rączki płaczem czy krzyczeniu na pana Cyca nie było końca. W tajemnicy zdradzę Wam, że ostatnio ulubioną formą rozrywki Króla stało się ciągnięcie za włosy i cieniutkie szczypanie oraz drapanie usypiających go osób. Ale podwładni, zaślepieni urokiem bez narzekania wciąż wykonują polecenia rządzącego. Sam Król, nie jest obojętny na poczynania współtowarzyszy, odwdzięcza im się różnego rodzaju uśmiechami - uśmiech półgębkiem, uśmiech pod wąsem, bezzębny uśmiech, uśmiech przez sen, czy też tak długo wyczekiwany u-śmiech kitkany. Czekoladowy Król z radością skradał kolejne serca, najpierw Mamy, potem Taty, Babci, Dziadka, Wujka itd, itd. Z każdym dniem powiększa się grono zauroczonych nowym władcą. Nie potrzebne są intrygi czy kampanie wyborcze, nie potrzebne są ulotki rozdawane w pokojach domostw, wystarczy tylko jeden "strzał czarnych oczek" i już wiadomo, że miejsce panującego jest niezagrożone. I tak właśnie mały Czekoladowy Król, swoją inteligencją i sprytem zrewolucjonizował pozornie poukładane życie domowników i z dokładnością co do dnia, rządzi od 7 MIESIĘCY swoim/naszym królestwem. No, ale nie narzekam, bo wiem, że świat jest pełen takich domowych małych władców, którzy rządzą w swoich królestwach i codziennie przewartościowują życie mieszkańców swojego imperium. 

A teraz ośmielę się napisać słowo bezpośrednio do samego Simby:
"Syneczku kochany, nie straszne mi Twoje ostre pazurki, nie straszne mi pokłady Twojej śliny na mojej twarzy, nie straszne mi Twoje twarde dziąsełka gryzące moje ręce. Wiedz, że z każdym zadrapaniem, obślinieniem, ugryzieniem kocham Cię milion razy mocniej i  mocniej. A dziś w dniu Twojej siedmiomiesięcznicy życzę Ci wszystkiego co najlepsze i z niecierpliwością czekam na kolejne nasze małe i duże rocznice. 

Sto lat mój Królu, 
Twoja nadworna kronikarka - Matka wraz z nadwornym mleczarzem - Panem Cycem :*"

PS. W sekrecie muszę Ci, Królu, powiedzieć, że jesteś moim idolem, bo, że Babcię/Mamę/Tatę/Wujka "zdobyłeś" to rozumiem, ale żeby tak Dziadka owinąć wokół paluszka... No, no, no. Jesteś mistrzem.

Na zakończenie, za zgodą samego Króla Simby prezentuję Wam część zabawkowego królestwa. Niestety nadworny cenzor nie zgodził się na publikację twarzy miłościwie nam panującego Czekoladowego Króla, stąd też widoczna kolorowa cenzurka :))))


***