niedziela, 3 lipca 2016

Czyste Tatry 2016, czyli czym skorupka za młodu nasiąknie...

Kocham Polskę. Kocham nasze polskie morze i góry. Jeśli tylko nadarza się okazja z przyjemnością wyruszam na polskie szlaki i ładuję akumulatory na kolejne tygodnie. A uwierzcie mi, że ostatnio bardzo potrzebuję tej energii. Dlatego gdy tylko usłyszałam o akcji sprzątania Tatr, to poczułam, że jest to idealny motyw, żeby znowu przemierzyć tych kilkadziesiąt km i pomóc naszej kochanej przyrodzie. Taka akcja to idealny sposób, żeby wpoić pewne nawyki i zachowania swoim dzieciaczkom, dlatego bez wahania zapisałam także Małą Czekoladkę. 
Nie powiem, żeby pobudka o 4 rano, po okropnie ciężkim dniu w pracy, była szczególnie przyjemna, ale czego nie robi się dla cudownych widoków w tatrzańskiej scenerii?


Po całkiem sprawnej podróży, w końcu odebraliśmy swoje pakiety i wyruszyliśmy na dosyć prosty szlak - tuż obok Klasztoru Albertynek, w stronę schroniska na Kalatówkach, a potem na Halę Kondratową. Wyposażeni w worki i foliowe rękawiczki, raz po raz przykucając zbieraliśmy przeróżne śmieci pozostawione przez turystów. 
Szczerze muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona ilością śmieci (o ile można w ogóle tak pisać, bo dla mnie oczywistością, jest, że jeśli miałeś siłę wynieść batoniki/piwo/colę w góry, to powinieneś mieć siłę znieść je z powrotem na dół). Nie wiem, czy to inni wolontariusze przed nami zgarnęli te większe śmieci, czy po prostu trafiliśmy na w miarę czysty szlak? Tak, czy siak, nasz worek nie był szczególnie wypełniony. Większość śmieci stanowiły resztki papierosów, patyczki po lodach, lizakach, czy foliowe reklamówki. Podczas naszej całej 16km wyprawy znaleźliśmy tylko jedną szklaną butelkę, tuż nad kolejką na Kasprowy Wierch. 



Podczas wędrówki niejednokrotnie słyszałam od Synka, że nie rozumie ludzi, którzy rzucają papierki na ziemię, że przecież tak nie wolno. I nie jest to czcze gadanie. Od samego początku uczę Czekoladkę, że trzeba dbać i troszczyć się o środowisko, bo to nasz dom, a przecież w domu nie rzucamy papierków na ziemię. 

Mam nadzieję, że zaszczepione wartości za młodu, nigdy nie zmienią się wraz z wiekiem.



Całą akcję oceniam na wielki plus - z Tatr zabraliśmy nie tylko śmieci, ale przede wszystkim naładowane serca pięknymi krajobrazami i czystym górskim powietrzem.


To jak? Widzimy się za rok?

2 komentarze:

  1. Super, pozdrawiam. A jak tam duża czekolada :)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna akcja. Też nie rozumiem ludzi, którzy wyrzucają śmieci gdzie popadnie. Często gęsto jak wyjeżdżamy z ekipą nad jeziora na dziko pod namioty musimy najpierw posprzątać polanę i dopiero się rozbijać. Później nie dość, że zabieramy każdy jeden swój śmieć, to jeszcze worki śmieci po kimś.
    Uciekając troszkę od tematu- nie potrafię też zrozumieć głupiej sytuacji w sklepie, gdzie ludzie odkładają koszyki na zakupy. Za każdym razem poprawiam po kimś przekrzywiony koszyk czy wózek sklepowy z parkingu odprowadzam na miejsce. Wnerwia mnie to strasznie. Że w takim czymś błahym ludzie potrafią być tak obrzydliwie leniwi.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)