Ktoś mądry kiedyś powiedział, że prawdziwym szczęściem nie jest branie, lecz dawanie. Nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Dzisiaj los okazał się przewrotny i zarówno obdarował mnie czymś, jak i pozwolił sprawić komuś innemu szczęście. Właściwie to nie mogę powiedzieć, że już kogoś uszczęśliwiłam, bo do tego jeszcze daleka droga, ale poczyniłam (przy pomocy mojej niezawodnej Mamy) ku temu kroki - to na pewno. Hmmm... chociaż jakby się tak zastanowić, to już uszczęśliwiłam kogoś - mojego Męża, bo w końcu ten prezent bardzo dużo dla niego znaczył i znaczy. Niesamowitym jest obserwować radość innych. Zawsze lubiłam obdarowywać ludzi prezentami, na które czekają, wręcz nie mogłam się doczekać ich reakcji po otwarciu paczuszki. No, ale wracając do mojej niespodzianki. Jak wiecie, moi teściowie mieszkają bardzo daleko od nas, niestety nie mieli okazji być na naszym ślubie, a także nie widzieli na żywo ani mnie, ani swojego czekoladowego Wnuka. Znają nas tylko z opowiadań Dużej Czekoladki i z jednego bardzo niewyraźnego zdjęcia. Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem posegregowania naszych wspólnych zdjęć, wywołania ich i wysłania do gorącej Tanzanii. Od myślenia do realizacji minęło grubo ponad 9 miesięcy, ale muszę się pochwalić, że dokładnie wczoraj zabrałam się za wszystko i (tak jak wspominałam, dzięki mojej Mamie :*) zostałam posiadaczką 50 przecudnych zdjęć obrazujących nasze 9 miesięczne szczęśliwe życie. Znalazły się tam zarówno fotki z narodzin Czekoladki, jego poszczególne etapy rozwoju, zdjęcia ze spacerków i chrztu, a także nasze fotki ślubne. Powiem Wam, że po oglądnięciu ich wszystkich łezka mi się w oku zakręciła. Tyle czasu... Tyle zmian. Juto zabieramy się za napisanie obszernego listu adresowanego do tanzańskiej rodziny oraz opisywanie poszczególnych fotek, a już w czwartek cała Nasza Czekoladowa Rodzinka (wraz z Babcią, Dziadziem, Prababcią, Chrzestnym, Chrzestną i paroma innymi osobami) poleci sobie do egzotycznej Tanzanii. Niesamowite. Razem z Mężem próbujemy sobie wyobrazić ich reakcję podczas oglądania poszczególnych fotek. W końcu zobaczą "z bliska" rodzinę mzungu (określenie białego człowieka w j.suahili) :) Ach. Po reakcji Męża jestem przekonana, że jego rodzina będzie wniebowzięta :) Niestety na razie ograniczają nas koszty, samo wywołanie fotek sporo nas wyniosło, ale gdy tylko będziemy gotowi, spakujemy swoje walizki, weźmiemy resztę rodzinki i poznamy się wszyscy osobiście. Can't wait! :))))
Na samym początku także wspominałam, że i mnie spotkała dzisiaj miła niespodzianka. Otóż zupełnie niespodziewanie udało mi się wygrać w konkursie rożek dla noworodka (moja rodzina zaczyna posądzać mnie o chorobę psychiczną, słysząc o kolejnych konkursach :P No co... Nie moja wina, że lubię brać udział w różnych konkursach, noooo :P). Hehehe, teraz zastanawiam się, jak ja "upchnę" prawie 10 miesięcznego Bobka do becika :P:P Hehehe, oczywiście żartuję, aż taką wariatką nie jestem. Rożek spokojnie poczeka sobie na kolejne dziecko w rodzinie, bądź też wykorzystamy go jako kołderkę dla Synka. Coś na bank wymyślimy. Jak widać szczęście mi sprzyja :)))
| http://www.feretti.pl/rozki-dla-dzieci.html |
***














