Jest! Udało się. Znalazłam kabel od komórki. Wbrew pozorom nie było to takie trudne hehe. Tym sposobem porobiłam fotki nowych rzeczy i tych odrobinkę starszych. Jest to chyba moje najulubieńsze (jest takie słowo ;p?) zajęcie ostatnimi czasy.
Chciałam się Wam pochwalić cudowną jasnozieloną wanienką w żółwiki, motylki i ślimaczki (hahaha, nic, że z moim A. nazywamy siebie Ślimaku i Żółwiu) z wbudowanym termometrem + gąbeczki + do wanienki jest stelaż, dzięki czemu nie trzeba się schylać do wanienki :))):

Następnie zaprezentuję już wspominany we wcześniejszych wpisach rożek na wyjście Bobka + dmuchany przewijaczek owinięty w pokrowiec z IKEI (Hafija dzięki za cynk o farbowaniu, będę pamiętać):
Zakupiony dokładnie wczoraj przez moją Mamę podgrzewacz do pokarmu z plastikowymi łyżeczkami (obok w kadr wkradła się szczoteczka i grzebyk do włosków Synka hehe):

Szafeczka czyściuteńkich, wypranych w "Dzidziusiu", wyprasowanych i poukładanych własnoręcznie przez Babcię Czekoladki ubranek "na już"... Większe rozmiary czekają na swoją kolej ;p:
A na koniec całe łóżeczko z "bananem" nad łóżkiem, z wanienką zamiast Synka w środku hehehe:
Zaaaaaaaaaaaaapomniałam o najważniejszym! Przecież Bobuś wczoraj dostał gratisowe materiałowe buciki w moim ukochanym żółtym kolorze! Zaraz wrzucę tutaj foteczkę, tylko skończę jechać na rowerku ;p
Oooo... takie:
Oooo... takie:
Jak widzicie szał przygotowawczy trwa. Właśnie przed chwilką dostałam koszule do szpitala, do karmienia od Mamy. Jeszcze brakuje mi m.in. laktatora, butelek, termometru do pokoju no i wózka. Jakby na to nie patrzeć, pomalutku trzeba pakować torbę do szpitala i oswajać się z wizją porodu. Szczerze powiedziawszy, moje podejście do samego porodu zmieniło się diametralnie. Czuję podniecenie i ciekawość, strach zszedł na dalszy plan. Zobaczymy jak długo ten stan potrwa. Na razie muszę domknąć sesję na uczelni. Zostało mi prawo, które zamierzam zdawać na dyżurze w poniedziałek albo czwartek. A w piątek 11.02 spotkanie z Synusiem na usg :)))))) Nie mogę się doczekać. Tym razem idę sama, bo moje Duże Kochanie ma zajęcia z dziećmi (organizują zajęcia afrykańskie dla dzieci podczas ferii) ;p Ale nie ma co płakać. Wkrótce Bobunia będziemy mieć cały czas na widoku, a jestem pewna, że ten widok nie znudzi nam się do końca życia hehehe. Ach. Nie mogę się doczekać!
A jutro może wpis o moich dziwnych dolegliwościach 3trymestrowych? Hmmm. Zobaczymy jak będzie z czasem, dlatego niczego nie obiecuję. Pozdrawiamy Czekoladowo :*
PS. Z tym "bananem" nad łóżkiem jest śmieszna historia. Mianowicie pokazywałam mojej Dużej Czekoladce przez Skypa zakupione rzeczy i w kadr załapała się lampka-księżyc, a moje Kochanie do mnie: "Oooo... i jaki fajny banan". Ja mówię, że to nie banan tylko księżyc, a on dalej, że banan i koniec. No i masz Ci babo placek. Synek ma banana nad łóżkiem. Okey. Niech mu będzie :)))))
***
Aktywność fizyczna:
rowerek stacjonarny - 20 km v
pilates v
wymachy nóg v
***
Aktywność fizyczna:
rowerek stacjonarny - 20 km v
pilates v
wymachy nóg v
Na koniec wrzucam znalezione na kompie skany jakiś ćwiczonek z M jak Mama - może któraś skorzysta :))) Mam nadzieję, że da się coś odczytać (kliknij aby powiększyć):
***











