niedziela, 28 lipca 2019

Co irytuje mnie nad polskim morzem?

Ktokolwiek: "Justyna, gdzie jedziesz w tym roku na wakacje?"
Ja: "Tam gdzie zawsze :)"
Ktokolwiek: "Aaa zapomniałem/am, Ty zawsze jeździsz nad polskie morze".


Tak. Kocham polskie morze. Kojarzy mi się z moim dzieciństwem, z beztroską, z pięknymi zachodami słońca i cudownymi piaskowymi budowlami. I pewnie gdzieś na świecie są ładniejsze zachody i równie piękne piaskowe zamki, ale coś sprawia, że co roku bez wahania wracam nad nasze polskie Wybrzeże. 



I tak, jak mocno kocham to miejsce, tak samo jest szereg rzeczy, które grubo mnie irytują - niestety z każdym rokiem coraz bardziej. 



I nie, nie mam tu na myśli parawanów, czy tzw. "Januszy w skarpetach i sandałach". Uważam, że każdy ma prawo do przeżywania swojego wolnego czasu w taki sposób, jaki jest dla niego najwygodniejszy. Sama przez cały okres wakacji nie zwracałam uwagi na swój ubiór, brak makijażu, czy nieuczesane włosy. Wychodzę z założenia, że skórze należy się odpoczynek od podkładów/tuszu do rzęs/pomadek. Wygląd nie gra dla mnie większej roli. Podobnie jak wygląd ciała innych osób. Oczywiście skłamałabym, gdybym napisała, że nie rzucam czasem okiem na coraz bardziej zaniedbane społeczeństwo, czy że sama sobie nie obiecuję, że za rok zrobię sztos formę i będę z dumą paradować w stroju kąpielowym, ale prawda jest taka, że gdy już jestem na plaży wygląd mój, czy innych osób totalnie schodzi na drugi tor. Niejednokrotnie za tuszą/wychudzeniem innej osoby stoi sporo ukrytych czynników, o których nie musimy nawet wiedzieć. Pomyślmy o tym zanim kogoś ocenimy. 

Jest jednak szereg spraw, na które każdy z nas ma wpływ i fajnie, gdyby na przyszłość zastanowił się, czy dane zachowanie jest stosowne do miejsca, w którym się znajduje. 

Nie przynudzając:
  • palenie papierosów tuż obok nosa dziecka/kobiety w ciąży/KOGOKOLWIEK. Mało tego, zakopywanie/rzucanie petów/kapsli po piwie dookoła swojego "terytorium". Ludzie, serio nie da się odejść na bok, bliżej klifu/wydm, wypalić spokojnie papierosa, a następnie wyrzucić niedopałek do kosza na śmieci? Chyba nic mnie tak nie irytuje, jak smród papierosów w miejscu, które teoretycznie powinno poprawiać nasze zdrowie. I, żeby nie było. Nie każdy palacz tak robi. Sama byłam świadkiem, jak grupka młodych ludzi, każdorazowo odchodziła "na dymek" w ustronne miejsce. Da się? Da! 
  • wchodzenie na klif - baaa, zachęcanie dzieci do takiej zabawy. I nie, nie jestem "strażnikiem Teksasu", czy maniakalnym ekoludkiem. Ok. Niejednokrotnie za bardzo biorę sobie do serca różne zakazy/nakazy i potrafię się o to pokłócić z najbliższymi, ale tutaj chodzi o coś więcej niż tylko (albo aż!) ochronę naszego środowiska. Tutaj chodzi o coś bardziej cennego - zdrowie Waszych dzieci.  Tak wiem, że huśtanie na wystającym korzeniu drzewa może być niezapomnianym przeżyciem, ale czy na pewno chcemy, żeby to było ostatnie wspomnienie  naszego dziecka przed zasypaniem górą piachu/ziemi lub przygnieceniem przez spadające drzewo? To, że kilkunastu innym dzieciom nic się nie stało, nie oznacza, że akurat Waszym pociechom też nic się nie stanie... Trochę rozsądku.
  • załatwianie potrzeb fizjologicznych na środku plaży - ok, do niedawna naprawdę myślałam, że takie rzeczy się nie zdarzają. Do ostatniego piątku. Razem z rodziną grałam sobie w piłkę, gdy nagle tuż za naszymi plecami, tata "wycedzał kartofelki swojego syna" na środku plaży. Seriously. Pomijam fakt, że ok. 10 metrów od tego miejsca znajdował się toitoi. OK, jako matka wiem, że przytrafiają się różne "awarie" i ciężko od razu je opanować, ale czy naprawdę nie można podbiec do końca plaży i  tym samym zaoszczędzić wątpliwej jakości widoków innym ludziom (+ skrępowania samemu dziecku?). Ech... A potem człowiek marudzi, że w morzu syf, sinice i bakterie e. coli; 
  • pozostawianie małych dzieci samych w morzu - włos się na głowie jeży, gdy widzisz dwójkę malutkich dzieci (na oko 4 i 6 lat) zostawionych samopas w wodzie na plaży niestrzeżonej (zresztą, na jakiejkolwiek plaży), podczas gdy ojciec z zaciekawieniem oddaje się lekturze interesujących artykułów na komórce. Nic tylko podejść do takiego i mu wylać na głowę wielki kubeł słonej wody. Z kamieniami! Mało tragedii wokół? Serio? Znowu się zirytowałam. 
Pewnie mogłabym tu jeszcze wymieniać i wymieniać, ale poziom mojej irytacji nakazał mi skończyć w tym miejscu. Skupiłam się głównie na przewinieniach rodziców, ale są one o tyle istotne, że realnie wpływają na zdrowie/życie dzieci. Sama pewnie też mam w sobie jakieś irytujące zachowania, które niekoniecznie muszą komuś odpowiadać, ale wierzę, że nie są to sprawy związane z opieką nad moim Synkiem. 

Na szczęście pobyt nad naszym pięknym morzem, to nie tylko irytacja. Oj nie. To też widok fajnie spędzających wspólnie czas rodzin - budowanie zamków na plaży, wspólne skakanie przez fale, czy wieczorne bieganie nad brzegiem morza. I zadbajmy o to, żeby właśnie takie bezpieczne i przyjazne wrażenia nasze dzieci kolekcjonowały w swoich plecakach wspomnień :)



Pozdrawiam,
mtotowangu :)



3 komentarze:

  1. Post warty uwagi, bo poruszasz ważne sprawy, które nie powinny mieć miejsca w morzu i na plaży. Szkoda, że ludzie są bardzo nieodpowiedzialni w tymże zakresie. i wszędzie te śmieci, śmieci i jeszcze raz śmieci.
    A tu jeszcze dodamy, że ludzie też chodzą tak jakby byli sami na plaży sypiąc pozostałych piaskiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, wszechobecne śmieci to jest jakaś plaga. puszki/kapsle/pampersy/podpaski/tampony/pety/opakowania po chipsach/plastikowe kubki/reklamówki/słomki etc. TRAGEDIA! :( niestety :(

      Z tym piaskiem to też prawda, chociaż osobiście bardziej przeszkadzają mi te śmieci, piasek jakoś umiem sobie wytłumaczyć, że to w końcu plaża :)

      Usuń
  2. Ludzie czasem przestają myśleć na wakacjach, takie rzeczy nie tylko nad polskim morzem się dzieją i zbyt wiele nie poradzimy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)