sobota, 15 czerwca 2019

Czekoladka w świecie LEGO, dzień 1: Lalandia Billund :)

W głowie mam tyle myśli, tyle wspomnień, że sama nie wiem od czego zacząć. Mądrzy ludzie mówią, że najlepiej zaczyna się... od początku. Tak też uczynię ;) 

Dawno, dawno temu, gdy byłam małą dziewczynką. Ekhm. Żart ;) Co prawda, mogłabym opisać, jak to miałam +/- 11 lat i byłam w Legolandzie i obiecałam sobie wtedy, że wrócę w to miejsce, ale nie chcę Was zanudzać :) Jedyne co chciałam tutaj napisać, to to, że nasz wyjazd był mini prezentem z okazji Dnia Dziecka/Dnia Mamy/Dnia Taty + rocznicy ślubu. Hehe, full pakiet ;) A jakże. Jak się bawić, to się bawić :)

Lot do Billund mieliśmy zaplanowany na 19:40. Pech chciał, że wcześniejszy lot był lekko opóźniony, co rzutowało na naszą podróż. Tym sposobem spędziliśmy dodatkową godzinę na krakowskim lotnisku, ale nie wpływało to zbytnio na nasze humory :)

Sam lot minął nam całkiem spokojnie. W Billund pojawiliśmy się mniej więcej o 22:30. Na miejscu czekał na nas nasz gospodarz Daniel z karteczką z moim imieniem (oczywiście zachowałam ją na pamiątkę :)). Normalnie scena jak z filmu :) Już ten widok, był zapowiedzią fajnej przyjaźni między moją rodziną, a rodziną Daniela.

Noc spędziliśmy w naszym wynajętym Airbnb w przepięknej okolicy Billund. Było to moje pierwsze doświadczenie z tego typu noclegiem. Nie będę ukrywać, miałam wielkie obawy, czy taki rodzaj noclegu sprawdzi się w naszym przypadku, ale muszę przyznać, że już po 15 minutach byliśmy pewni, że był to strzał w 10!


Do naszej dyspozycji mieliśmy olbrzymi pokój, a właściwie dwa oddzielone zasuwanymi drzwiami. W jednej części znajdowały się 4 łóżka (chyba nie muszę pisać, że Mała Czekoladka od razu zaklepał górę swojego piętowego łóżka :D), w drugiej znajdowało się łóżko małżeńskie. Idealna opcja zarówno dla rodzin XXL, jak i dla grupy przyjaciół. W pełni wyposażony domek typowo skandynawski, przepiękna okolica i morze duńskich flag. Czego chcieć więcej? Może sympatycznych gospodarzy? Tutaj macie to w pakiecie :) Daniel, Helen to najlepsi hości, jakich mogliśmy sobie wymarzyć. Sympatyczni, pomocni, nienachalni. I pomyśleć, że wyszukałam ich w ostatniej chwili. Nie oczekiwałam zbyt wiele, a tu proszę. Taka miła niespodzianka. Daniel był w pełni dyspozycyjny - zawoził i odwoził nas z każdego miejsca, które danego dnia chcieliśmy odwiedzić. Jeśli tylko wybieracie się do Legolandu/Lalandii albo po prostu w okolice Billund, to z czystym sercem mogę Wam polecić https://www.airbnb.pl/rooms/25670655. W razie pytań o nocleg, służę pomocą :) Nie jest to post sponsorowany, nie znałam wcześniej Daniela, ani jego rodziny, ale teraz, po tym wyjeździe śmiało mogę stwierdzić, że są to wspaniali ludzie, z którymi chciałabym utrzymywać kontakt :) 

Się rozpisałam ;) Wracając do samego pobytu. Plan na naszą trzydniową wycieczkę był mniej więcej taki: jeśli będzie padać, idziemy do Aquaparku; jeśli będzie słońce, jedziemy do Legolandu. Bilety (niedatowane) mieliśmy zakupione jedynie do Legolandu, więc nie byliśmy niczym ogarniczeni. Rano, po chwilowej zmyłce, okazało się, że pogoda zdecydowała - idziemy do Lalandii (Aquaparku). Jak się później przyznała Mała Czekoladka, tak naprawdę to była jego decyzja :D Wymodlił deszcz na pierwszy dzień pobytu :)

Lalandia to duży kompleks rozrywkowy składająca się z kilku atrakcji - zimowa strefa/historyczne miasto ze sztucznym niebem!/miejsce do grania w golfa oraz wielki AQUAPARK



Wejście do samego "miasteczka" jest darmowe. Płatny jest wstęp do poszczególnych atrakcji tj. aquapark, golf, kręgle, narty, łyżwy etc. Jeśli macie kartę "Happy Pass" to Wasze dziecko może skorzystać z darmowego lodowiska :) Osobiście tego nie sprawdzałam, bo nie za bardzo mieliśmy ochotę na łyżwy, a dodatkowo mieliśmy mokre włosy(brak własnej suszarki :(). W przypadku pytań o kartę, proszę o komentarz - dzięki jej posiadaniu, możecie skorzystać z innych darmowych atrakacji dla dzieci :)



Naszym głównym celem w Lalandii był oczywiście Aquapark. 


Park wodny czynny jest od godziny 10:00 do 19:00 (w zależności od dnia tygodnia, może to być też 20:00). Cena biletu dla jednej osoby dorosłego to 280 DKK, dziecko 230 DKK (mniej więcej 140zł i 115zł). Nie ma możliwości zakupu biletu online. Kolejka do kasy nie była jakaś tragiczna. Przez przypadek stanęliśmy w kolejce do samego wejścia, zamiast do kasy, ale nie wpłynęło to jakoś drastycznie na czas oczekiwania. Chłopcy do lat 6 mogą wejść do przebieralni razem z Mamą. Strasi "mężczyźni" powinni iść do męskiej części. Od razu powiem - jeśli tylko macie możliwość, niech Syn idzie z Tatą. W przymierzalniach większa część kobiet jest rozebrana. Nie tylko pod prysznicem. Wszędzie. I o ile nagość to w sumie coś normalnego, to nie wiem, czy bym chciała, żeby Czekoladka spędzała tam czas ze mną ;) Także miejcie to na uwadze, jadąc do Lalandii ze starszym dzieckiem (Mama/Syn lub Tata/córka).


Aquapark, jak aquapark ;) Widać, że jest on zrobiony w głównej mierze pod kątem rodzin. Sporo płytkich basenów dla dzieci, sztuczna fala, rwąca rzeka, na której można pływać na dmuchanych kołach, zjeżdżalnie, basen na zewnątrz, super komnata z wodospadem i podwodnym akwarium!!!!! Niestety nie mam za dużo zdjęć z samego parku, nie chciałam za bardzo naruszać prywatności obecnych osób.


O dziwo w aquaparku najlepiej bawił się... Duża Czekoladka :) Jak dziecko szalał na przeróżnych zjeżdżalniach. Bartuś najbardziej upodobał sobie sztuczna falę oraz... patrzcie film (hihi, jak się dobrze przyjrzycie, zobaczycie Małą Czekoladkę z Tatą ;) Komu się udało?). 




Moje odczucia? 

+
+fajne miejsce dla dzieci, w szczególności w chłodny, deszczowy dzień;
+dużo płytkich basenów/zjeżdżalni dostosowanych do mniejszych dzieci;
+każdy znajdzie coś dla siebie - a to basen z gorącą wodą z wyjściem na zewnątrz; a to szalone zjeżdżalnie (wypiszczałam się za wszystkie czasy);
+przyjemna temperatura powietrza - nie za ciepło, nie za gorąco (nie wydaje mi się jednak, że jest to 30st. C, tak jak podaje info na stronie);
+obsługa zna j.angielski w stopniu bardzo dobrym. 


-
-wg informacji, temperatura wody to ok. 28stopni C. Osobiście uważam, że jest troche niższa, przez co Bartuś po 4h zaczął kichać i lekko kaszleć; 
-ceny: Dania ogólnie jest bardzo drogim krajem (zwykła bagietka kosztuje 10zł (20DKK), hot dog ok. 15zł (30DKK); mała pizza 30zł (60DKK)), dlatego zdecydowanie polecam wzięcie dużej ilości własnego prowiantu.
-brak suszarek - nie wiem, czy na pewno ich nigdzie nie było, ale ja takowych nie znalazłam, przez co chodziłam z mokrymi włosami :(


Ogólnie park wodny, jak park wodny. Szczerze, spodziewałam się czegoś WOW, a było po prostu fajnie. Bartuś też szybko opadł z sił, ale to woda wyssała z nas całą moc ;) Miejsce fajne, ale niekoniecznie jako główny punkt wyjazdu ;)
PS. uwaga, filmików tak naprawdę nie można robić, dowiedziałam się o tym po fakcie ;)

Jeśli tylko macie jakieś pytania, co do samego Aquaparku/noclegu, to służę pomocą. 

Do popisania w kolejnym wpisie z serii: Czekoladka w świecie LEGO! :)

Pozdrawiamy serdecznie,
Nasza Czekoladowa Rodzinka :) vel. Griswoldy haha.

2 komentarze:

Dziękuję za wszystkie komentarze :)