niedziela, 26 maja 2013

W poszukiwaniu 'skręconego skrzydła' :)

Nadrabiam zaległości. Dzisiaj będzie o kolejnym nietypowym spotkaniu, które miało miejsce zupełnie przypadkowo podczas pozornie normalnego spacerku.

Czekoladka, jak na faceta przystało, lubuje się w huczących, buczących, hałasujących maszynach. Fascynują go wszelkie samoloty, ciężarówki, pociągi, koparki, śmieciarki, betoniarki... i tak dalej, i dalej. Większość z tych pojazdów ma okazję obserwować na codziennych spacerkach. Jednak to, co udało nam się zobaczyć z zupełnego bliska przerosło Czekoladowe oczekiwania. No, bo powiedzcie mi, czy codziennie udaje Wam się zobaczyć startujący helikopter? Bo nam nie. Owszem niedawno widzieliśmy mnóstwo samolotów/helikopterów {o tym wkrótce}, ale były one w bezruchu. Dlatego tak duże wrażenie robiło na nas niespodziewane lądowanie i startowanie helikoptera z lądowiska na szpitalu.


Wszystko zaczęło się od tego, że usłyszeliśmy lecący helikopter. Normalna sprawa, tym bardziej, że mieszkamy niedaleko Pustyni Błędowskiej, więc dosyć często nad naszymi głowami przelatują wojskowe maszyny latające. Tym razem, jednak nie był to helikopter wojskowy, tylko żółty, ratunkowy. Z daaaaleka widzieliśmy jak ów helikopter ląduje na szpitalu. Byłam pewna, że lada chwila znów wzniesie się w powietrze {podobnie jak przy naszym pierwszym 'spotkaniu', gdy leżałam z Czekoladką w szpitalu}, ale jednak tego nie robił. Niedługo myśląc postanowiliśmy pobiec w kierunku szpitala, sprawdzić, czy helikopter wciąż tam jest. Na nasze szczęście, Czekoladka siedział w rowerku, więc mogliśmy się tam znaleźć o wiele szybciej {oczywiście wiązało się to ze sprintem Mamy i Babci}. No, ale... Opłacało się :) Naszym oczom ukazała się wieeelka, żółta maszyna z pięknym 'pióropuszem'. W całej krasie podziwialiśmy jej rozmiary, baaaa... mogliśmy zobaczyć i poczuć siłę wznoszącego się helikoptera. Maaaan. Bartunia był pod mega wrażeniem. Zresztą nie tylko on, bo ja także po raz pierwszy miałam okazję z tak bliska obserwować start helikoptera. Robi wrażenie. Czekoladka miał dodatkowe widoki z ramion Babci :D


Standardowo, po całej tej akcji, Bartunia przez cały dzień mówił tylko o helikopterze :)) Do końca tego dnia, jego ulubioną zabawką był plastikowy helikopter, któremu Bartuś od razu oderwał klapkę :))) 

No i to by było na tyle, tego podniecania się :)

***

4 komentarze:

  1. Hehe no to faktycznie wyjątkowe wydarzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę przeżycia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. o :) Sama nigdy nie widziałam z bliska :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie :) I pewnie uczucie niesamowite, bo to jednak siła, żeby takiego kolosa poderwać :) Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)