piątek, 16 września 2011

Ja noszę dres, dres spoko jest.

Swego czasu, gdy jeszcze mieszkałam razem z koleżanką w Krakowie, zwykłyśmy mawiać: "Jesteśmy z Nowej Huty, niczego się nie boimy". Przypomniały mi się te słowa wczoraj, gdy zobaczyłam, ubraną przez Babcią, Czekoladkę. Wyglądał on, jak rodem z NH, ubrany w dres i adidasy. Muszę przyznać, że prezentował się naprawdę dobrze :))). Oczami wyobraźni widziałam go za kilka lat, ubranego w luźne spodnie, bluzę z kapturem i adidasy (niczym nielubiany przez Męża T.I. ;)), czyli całkowite przeciwieństwo Dużej Czekoladki. Wiem, że Mąż będzie z tym walczył, ja oczywiście mniej, bo uważam, że to nie strój świadczy o człowieku, a jego czyny. 

fot. http://www.dyfuse.com/?q=node/5224

Ale muszę przyznać, że pierwsze w życiu adidasy Czekoladki są naprawdę urocze i spodobały się nawet Czekoladowemu Tatusiowi. :)) Oczywiście nie każę Bartusiowi chodzić w nich codziennie, ale od czasu do czasu - czemu nie? Czekoladka dostała je kilka dni temu od Czekoladowej Babci. A oto i one. Super hiper buciki - rozmiar 19 :D


Nawet pani doktor uśmiechnęła się na ich widok. Zabawnie wygląda taka mała stópka przywdziana w takie butki. Zawsze fascynowały mnie takie malutkie adidasiki. Wizyta w sklepie sportowym nie była ważna bez dotknięcia i pobawienia się małymi "pumkami" lub "najeczkami". Jeszcze przed ciążą wyobrażałam sobie, mojego przyszłego Synka śmigającego w takich pomykaczach :D I pomyśleć, że moja wizja tak szybko się ziściła :] Teraz utwierdzam się w tym, że nie wyobrażam sobie, żeby Czekoladka miałaby być dziewczynką. Po prostu nie jestem sobie w stanie wytworzyć w głowie wizji siebie biegającej między różowymi ciuszkami i  wszelkimi lalkopodobnymi zabawkami. Oczywiście nie twierdzę, że tak będzie zawsze. Nie, nie. Bo los potrafi płatać figle, więc wolę się nie zarzekać ;))) (aaa... w głowie przemknęła mi malutka Mulateczka z kucyczkami i spineczkami we włosach aaaa!). Teraz jest czas mojego Bartoliniego i korzystam z niego jak tylko umiem. Tak więc, na dzień dzisiejszy mój small gangsta boy jest jedyną wizją mojej głowy :))))

***
Muszę Wam powiedzieć, że mam szczęście. Tak się składa, że mój Ukochany Braciszek przygotowuje się do egzaminu z masażu i korzystam na tym ile się da (chociaż on narzeka, że u mnie nie ma za co "chwycić" :P). Masaże - pełna profeska - specjalistyczny stół do masażu, oliweczka, bańki itp. Dzisiaj zaserwował mi masaż pleców ze szczególnym uwzględnieniem kręgosłupa. Mmm. Po prostu ukojenie dla moich obolałych od noszenia Bartka mięśni. Ostatnio "trenował" na mnie masaż odchudzający bańkami chińskimi. Bolesna sprawa (w szczególności przednia cześć uda, ała!), ale po zabiegu człowiek czuje się jak nowonarodzony. Najprzyjemniejszy jest chyba etap "bańkowania" brzuszka, chociaż mój brat stwierdził, że na moim się ciężko pracuje, bo są same kości i wystające żebra (na leżąco to przecież większość tak ma :/). Z czystym sercem mogę go polecić każdemu (jedynym ograniczeniem jest odległość - Śląsk i Małopolska ok, bo tam da radę dojechać ;)). Żałuję, że nie udało mi się skorzystać z masażu kostkami lodu, podczas tych tropikalnych temperatur. Ale może kiedyś jeszcze będzie mi dane, o ile nie będzie rozchwytywany ;)) Powiem Wam szczerze, że i ja coraz intensywniej myślę nad zrobieniem sobie takiego kursu. Czuję, że zaczyna mnie to wchłaniać. :))) Ale poczekam, aż Bartuś podrośnie. Na razie skończę studia (dziś dostałam plan zajęć na nowy rok akademicki i przyznam, że będzie ciężko, ale kto nie kombinuje ten nie ma), a potem pomyślę nad kursami ;)


***
A już w przyszłym tygodniu owocowy konkurs z przepysznymi nagrodami :)

***
Wiecie jakiego mam romantycznego Męża haha? Tylko popatrzcie jak mi dokucza, gdy ja do Was piszę:


***

9 komentarzy:

  1. Butki 1 wsza klasa lubie takie maluskie stopkiw bucikach :P

    Ja swojemu bratankowi wlasnie dzis kupilam takie maluskie hehe

    Ale masz fajnie brat masarzysta ulalllaa ;P masarze za darmo super a ja chodze 2-3 razy w miesiacu i place za karzy po $100 ehhhh

    Pozdrawiam ciepelkowo

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Cie i strasznie sie ciesze, ze do mnie zajrzalas dzieki czemu poznalam Twojego bloga. Zaczytalam sie! :o) Urzekajaca jest twoja opowiesc. Oczywiscie zycze Malej Czekoladce duzo duzo zdrowka! Zostaje tu z Wami by byc na biezaco :o)

    A o masazu?! O tym szczesciu to ja sie chyba nie bede wypowiadac, poza tym, ze na moj brzuszek Twoj brat z pewnoscia by nie narzekal, od jakiegos czasu ani sladu na nim po zebrach, nawet na lezaco! ;o)
    Pozdrawiam serdecznie i do uslyszenia :o)
    Linka

    OdpowiedzUsuń
  3. masaż kręgosłupa przydałby się i mi, mój klocek ma 3,5 miesiąca i waży 7600.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Adidaski super :) moi kuzyni (16-18 lat) też nosza się w dresach i nawet podoba mi się jak oni się ubierają. Z kolei jak widzę facetow bądź mężczyzn w wieku mojego taty, którzy śmigaja w dresach i bujają się na boki z telewizorami pod pachami, to robie mi się niedobrze...

    Co do masażu, to super sprawa. Mój przyjaciel z Z. ukończył kurs masażu i tez udało mi się kilka razy załapać na profesjonalny masażyk :) Pytałam się moich koleżanek o te bańki chińskie. Mówiły, że jest bardzo skuteczny ten masaż. Że robi się go tydzień z czego pierwsze 3 dni są najgorsze, a później to już sama przyjemność i super efekty. Może któregos dnia się skuszę. Przydałoby mi się.

    Ale romantyczny gest ze strony Twojego męża :) fajnie, fajnie :)

    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę masowania :) Moja siostra jest masażystką, ale ja nie mam z nią tak dobrze, niestety. Ja też jestem po kursie i wszyscy chcą, żeby ich masować,le odwzajemnić się nie ma kto... Ciężkie jest życie masażysty ;)

    A do maleńkich bucików od zawsze mam ogromną słabość :)

    OdpowiedzUsuń
  7. hehe :)))
    na ten temat mogłabym pisać i mówić godzinami :))
    bo 3,5 roku temu zostałam mamą mojej cudownej córeczki. wymarzonej. ale było tak. najpierw długo nie miałam "instynktu macierzyńskiego" i dzieci wydawały mi się być okropne. potem przyszedł i przyglądałam się maluchom z tęsknotą. a potem... potem okazało się po długim czasie że jestem w ciąży. nie mogłam w to uwierzyć. i nie chciałam poznać płci, konsekwentnie informowałam o tym lekarza na badaniach, żeby się nie wygadał czasem;) ale... ale marzyłam o córce. i podobnie - nigdy nie pragnęłam mieć syna. i myślałam sobie wtedy - gdyby to miało być moje jdeyne dziecko, to tak bym chciała koniecznie córeczkę. jeśli będą następne, to jest mi obojętna płeć, choc wolałabym dziewczynkę:) a dlaczego dziewczynke?? nie wiem. chłopiec wydawał mi się gorszym dzieckiem. jakoś miałam uczucie że chłoców się tak nie kocha, że nie jest się z nimi tak blisko... to w dzieciństwie, a poza tym, tak mi sięzdaje, do dziś, mama z córką mogą stworzyć niezwykła więź na lata, zupełnie inną iż z chłopcem, bo mężczyźni to generalnie przedstawiciele innego świata ;) i w chwili gdy moje dziecko się urodziło i powiedzieli mi jaką ma płeć doznałam jakiegoś totalnego objawienia. no nie wiem. wkroczyłąm w niebo. nie dość że w chwili narodzin dziecka jest się w euforii to jeszcze poznałam tajemnicę płci i byłąm przeszczęśliwa, moja wymarzona dziewczynka. no jakieś misterium :)
    minął jakiś czas i zaszłam w drugą ciążę. w międzyczasie wyklarowały mi się oczekiwania - chciałabym mieć 3 córeczki :)) marzyły mi się. chciałam siostry dla swojej córki. chciałam przyjaźni między siostrami i takich szczególnych więzi. chciałam mieć trzy piękne, mądre i wspaniałe córki... i tym razem chciałam poznać płeć dziecka, żeby wiedzieć, czy mam trzymać czy się pozbyć tych gór ciuchów po córeczce, co w małym mieszkaniu jest nie lada problemem ;) i pamiętam tę wizytę, jak lekarz oświadczył że wszystkie narządy maluszka są w porządku, wszystko super, a co do płci... pokazał mi i nie pozostawił wątpliwości - to nic innego jak jąderka. płakałam. czułam jakby mi się świat zawalił i wszystkie marzenia legły w gruzach. aytentycznie byłam załamana, zamiast sięcieszyć i dziękować losowi że wszystko w porządku z dzieckiem, to płakałam że to chłopak. przez kilka dni nie mogłam się z tym pogodzić. potem długo jeszcze oswajałam się z tą myślą i długo jeszcze pojawiał siężal, że nie będzie drugiej córci. ale do dnia narodzin byłąm gotowa. i poczułabym się oszukana, gdyby się urodziła córka, jakby mi ktoś wciskał nie moje dziecko. bo już po prostu wiedziałam i akceptowałam że to chłopak. mój syn i już.
    a teraz??? teraz synek ma pół roczku. i już wiem, że kocham go równie mocno jak córeczkę (a myślałaM że chłopców mniej się kocha), a ponadto, on jest jeszcze bardziej przytulaśny i taki mamin cyc niż córeczka, zdecydowanie bardziej, ona sięnie lubiła tulić, a synek by się ode mnie nie odklejał... co więcej, tak jak napisałaś, nie wyobrażam sobie że mogłby być dziewczynką, nie wyobrażam sobie mieć córeczke, choć wcześniej o wiele bardziej nie mogłąm sobie wyobrazić że mogłąbym być mamą chłoca. nie wiem jak będzie w przyszłości. jak się tworzy relacje z chłopcem. ale czasem nawet sobie myślę, że córka mogłaby być synem, z jednego względu - mężczyźni mają w życiu łatwiej, a dla moich dzieci chciałabym wszystkiego co najlepsze!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. i czuję, że polubiłabym Dużą Czekoladkę :) gest cudowny!! no i to podejście do dresów... racja, nie wygląd świadczy o człowieku, ale w pewnym wieku ubieranie się w pewien sposób nader często idzie w parze ze światopoglądem, podeściem do życia i czynach, do których człowiek jest gotów a do kyórych mniej... no i jakoś ci noszący się w luźnych dresach różni bywają... ale czasem to tylko i wyłącznie stylizacja i nie ma nic wspólnego z przymiotami ducha i intelektu :) ale maluchy to inna sprawa! maluch w dresie to maluch w dresie i wiele ideologii za tym nie idzie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę tej możliwości korzystania z profesjonalnego masażu, bo przydałby mi się taki ;) Takie bańki chińskie również posiadam, ale od paru lat leżą zakurzone w szafie. Niedawno widziałam program o tych bańkach i noszę się z zamiarem, aby znów się za nie wziąć ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)