poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Grillujemy mbuzi.

Ostatnie dni były zakręcone, stąd też chwilowy zastój na blogu. Każdy żył grillem pożegnalnym wujka Filipa, który kolejny raz zmienia swoje miejsce zamieszkania. Sam siebie nazywa obywatelem świata i chyba coś w tym jest, jeżeli spojrzymy bliżej na jego życie. Już sama historia rodzinna daje nam prawo go tak nazywać. Mama Polka, tata Tanzańczyk, siostra mieszkająca w Wielkiej Brytanii, a on sam w Polsce. Było mu dane mieszkać w każdym z tych państw, teraz przyszedł czas na Wlk. Brytanię. Ale dość o wujku Filipie, w końcu to nie o nim blog (nie mniej jednak jest nam przykro, że wylatuje, ale wierzymy, że jeszcze nas odwiedzi, bo my go nawiedzimy na 100% :)). Grill nie byłby niczym nadzwyczajnym i niczym by się nie wyróżniał, gdyby nie fakt, że podczas niego odbyło się grillowanie i konsumowanie kozy :)) Tak, tak. Dobrze przeczytałyście. Tytułowa mbuzi to nie mniej, nie więcej jak koza. Być może to dziwi, ale dla gości, którzy pochodzą z Tanzanii jest to jak najbardziej normalne. W Tanzanii jednym z podstawowych mięs wrzucanych na ruszt jest właśnie koza. Musicie jednak wiedzieć, że kozy w Polsce, a kozy w Tanzanii to dwie różne bajki. Tamtejsze to kozy mięsne, a nasze mlecze, więc różnica w smaku jest (hihi, na coś przydają się czterogodzinne wykłady z drugich studiów). Co prawda, ja nie odważyłam się jej spróbować (po pierwsze karmię i nie eksperymentuję ;p, a po drugie nie lubię i nie jem ani wieprzowiny, ani wołowiny, więc czemu mam jeść kozinę ;p?). Z relacji ludzi dowiedziałam się, że mięsko było smaczne i "zjadliwe" . Ok, wierzę na słowo (na fotce poniżej można dostrzec część kozy, nie pytajcie którą, bo sama nie wiem, trzymałam się z daleka od tych widoków ;p).


Sama uraczyłam brzuszek połową kiełbaski i nóżką kurczaka. Grill był bardzo udany, zresztą taki musiał być, bo z ludźmi z Tanzanii nie da się nudzić :) Wśród gości byli również Polacy - zaczynając od moich rodziców, przechodząc przez Czekoladową chrzestną z rodzinką, a kończąc na cudownej Mulateczce Klarze, którą ostatni raz widziałam jak miała 3 miesiące ;p z Mamą :) Mała Klara, wcale nie jest już taka mała. Porównując ją z Bartkiem można śmiało napisać, że jest bardzo duuuuża :) Co prawda, różnica pomiędzy nimi wynosi ok.6 miesięcy, ale w niemowlęcym rozwoju jest to naprawdę dużo. Klarunia myka już na dwóch nóżkach, próbuje mówić, jest dwa razy cięższa, a w buziuni błyszczą już prawie 4 ząbki. Także macie mały pogląd na sprawę. Wielkim zainteresowaniem ze strony Klary cieszył się Czekoladowy pan Pingwin, który co rusz wyrywany był z jego ust, ku jego rozpaczy. Podsumowując - grill udany, mbuzi ugrillowana, ludzie zadowoleni, dzieciaczki wybawione (ulubiona wczorajsza zabawa Bartka? Siedzenie i śmianie się wniebogłosy), czyli jednym słowem udana niedziela. Największa niespodzianka grilla? Okazało się, że mój blog wcale nie jest taki anonimowy jak myślałam. Wujek Abdul nie mógł wyjść z podziwu nad moim literackim talentem hahaha. No co ;)

Dzień dzisiejszy jest również dniem wyjątkowym z racji okrągłych urodzinek (nie piszemy których hehehe) Czekoladowego Dziadzia :) Tak więc, śpiewamy głośne sto lat, a nawet 200 :) w cudownym Czekoladowym świecie :) Najlepszego Dziadziusiuuuu :)


A na koniec zapraszam wszystkich na bajeczkę:


Muszę nadmienić, że książeczka jest prezentem od Wujka Johna, cioci Basi oraz małej Klary, którym serdecznie dziękujemy. Jeżeli tylko ktoś nie ma pomysłu na prezent dla dzidziusia, to zapewniam Was, że ten jest strzałem w 10. Książeczkę tą można nabyć m.in. w drogeriach Rossmann. Jak napisano na opakowaniu:
Moja pierwsza książeczka:
  • pobudza rozwój zmysłu wzroku i dotyku, stymuluje rozwój koordynacji wzrokowo-ruchowej oraz zdolność twórczego myślenia,
  • wykonana z bezpiecznego i przyjaznego dla środowiska mięciutkiego materiału o trwałych kolorach.
Poszczególne strony książeczki pobudzają inne bodźce np. na stronie z kurczaczkiem, można rozłożyć dodatkową podstronkę, która szeleści, tym samym interesując dzieciaczka, a końcowa krówka ma wbudowaną piłeczkę, która po naciśnięciu piszczy. Książeczka pochodzi z firmy Babydream.


***
Przypominam o trwającym konkursie organizowanym wraz z portalem Mama na czasie. Po więcej szczegółów zapraszam - K L I K.

***
mały czekoladowy słowniczek:
mbuzi - koza

***

10 komentarzy:

  1. Niedziela super spędzona. Jak dla mnie grille bądź ogniska, to jedna z najlepszych form spędzania wolnego czasu :) Jestem ciekawa smaku mbuzi, kiedys trzeba będzie spróbować ;)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, jak tylko będziesz ze swoim G. to może będzie Ci dane spróbować kozy :) A nawet jeśli nie będziecie razem, to zawsze można zorganizować jakieś spotkanko, na które zaprosimy ludzi z Tanzanii i zrobią nam mbuzi :) Ale ja na jedzenie się nie piszę hehe :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książeczka jest super. Moja córcia też dostała w ten weekend taką samą książeczkę i jest nią zachwycona!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, a ja w tym roku nie zaliczyłam jeszcze grilla :((

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,

    a to urocze miejsce to dzialka, czy Wasze podworko? - swojsko i przyjemnie wyglada.
    Super wygladasz w tej zebrowej sukience, mozna by pomyslec, ze jestes siostra Bartka:-)

    pozdrawiam serdecznie

    zuzanabb

    OdpowiedzUsuń
  6. zuzanabb - niestety to działka. piszę niestety, bo marzę o wielkim ogrodzie z drzewkami, pod którymi można się wylegiwać w cieniu :) ach.
    co do siostry Bartka to zdarzyło mi się już kilka razy, że jak szłam z Mamą i Bartkiem to ludzie myśleli, że Bartek jest dzieckiem mojej Mamy, a a siostrą Bartuni :P Pocieszam się tym, że Bartuś będzie miał młodo wyglądającą Mamę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. zuzanabb - ach, zapomniałam podziękować za życzonka w imieniu Dziadka :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie ma to jak grilowanie i jedzonko na swierzym powietrzu :)A te ksiazeczki sa superasnie i dobre dla maluskzow ja ostatnio ich sie juz pozbylam jak wspomnialam wystawiam w pudle przed wjazdem do domku a ulica i pisze FREE i znika ale gdzie smisie tam ta jedna zawieruszyla bom wczoraj ja znalazla heeh :)

    Buziolki

    OdpowiedzUsuń
  9. My też wypoczywaliśmy na świeżym powietrzu :)
    Super, że się grill udał.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)