poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Bezdech? Zakrztuszenie? Damy radę! :)

Dziewczyny, nie będę się wymądrzać, bo o zakrztuszeniu można wiele wyczytać w internecie, chociaż sama wiem jakie to trudne w gąszczu przeróżnych artykułów. Udało mi się jednak znaleźć naprawdę fajnie opisaną pierwszą pomoc krok po kroku w przypadku zakrztuszenia niemowlęcia, którą tutaj przytoczę:

KROK 1 - wzywamy pomoc - najlepiej zadzwonić na pogotowie: numer telefonu 999 lub 112 (może się to wydać śmieszne, ale w chwili paniki naprawdę ciężko przypomnieć sobie te numery. Jak numer 999 w naszym przypadku zadziałał, tak 112 połączyło nas z policją, także osobiście radzę zapamiętać trzy 9)

KROK 2 - w przypadku zakrztuszenia sprawdzamy czy w ustach niemowlęcia znajduje się ciało obce, jeżeli tak to staramy się je wyciągnąć za pomocą palca zagiętego w haczyk. 

KROK 3 - oceniamy krzyk - jeśli jest głośny i wyraźny, wtedy pozwalamy dziecku na samodzielne odkaszlnięcie ciała obcego, natomiast jeśli jest cichy, bezgłośny, a dziecko nie może nabrać powietrza, sinieje to wtedy przechodzimy do następujących czynności:


5. Na zmianę uderzamy dziecko pomiędzy łopatki i uciskamy klatkę piersiową do czasu aż przedmiot sam wypadnie.

Szczerze napiszę Wam, że łatwo jest teraz o tym pisać, ale w chwili zagrożenia życia człowiek działa instynktownie, tak jak to uczyniła moja Mama. Przede wszystkim idealnie jest jak są dwie osoby, jedna dzwoni na pogotowie, a druga zajmuje się dzieckiem. W moim przypadku tak było, Mama ratowała Synka, a ja dzwoniłam na pogotowie. Moja Mama instruowana była przez dyspozytorkę z pogotowia, która mówiła krok po kroku co należy robić. Gdy poklepywania nie przynosiły skutku, wtedy zlecono mojej Mamie podanie tlenu Synkowi przez delikatne (!) wdmuchnięcie powietrza do ust Czekoladki. Podkreślam, że musi to być delikatny oddech, gdyż niemowlę ma malutkie płuca i większa ilość powietrza może je uszkodzić. W szpitalu w Krakowie poprawiono nas, że z jednoczesnym podaniem oddechu do ust należy zamknąć nos dziecka (teraz to zrozumiałe, ale w tamtej chwili nikt o tym nie myślał). Idealnym jest jednoczesne objęcie ust i noska swoimi ustami i podanie tlenu poprzez wdmuchnięcie powietrza. W naszym przypadku to właśnie pomogło, wtedy Czekoladka odzyskała swój własny oddech. Pogotowie, które przyjechało za pomocą gruszki odśluzowało nosek Synka, w ten sposób udrożniając mu drogi oddechowe.

Jak zapobiegać zakrztuszeniom? Przede wszystkim należy karmić dziecko w pozycji, gdy głowa dziecka znajduje się wyżej niż jego nogi. Karmić częściej, a krócej, zapobiegając w ten sposób "zalewania" dziecka pokarmem z piersi (w przypadku butli stosować smoczek z najmniejszą dziurką). W naszym przypadku sprawdza się zalecone stosowanie zagęszczacza pokarmu przed każdym jedzonkiem. Po karmieniu należy zawsze poczekać do odbicia, a następnie układać dziecko na bokach (najlepiej na lewym), na materacyku pod kątem 45 stopni. Nie wstrząsać dzieckiem po jedzeniu, nie przewijać, nie przebierać, nie kąpać bezpośrednio po karmieniu.

Jeżeli chodzi o BEZDECH:
Należy unieść dziecko do góry, w taki sposób, żeby twarz dziecka znajdowała się na wysokości naszej i delikatnie nabrać powietrza w usta i dmuchnąć w stronę twarzy dziecka. W tym momencie niemowlę powinno zacząć samo oddychać. Jeżeli to nie pomaga, należy szczypać policzki oraz uszy, a w ostateczności zastosować metodę usta-usta. 

Ja, po analizie swojego życia z Czekoladką, stwierdziłam, że już w szpitalu po porodzie miałam przypadek jego nocnego bezdechu. Przez przypadek obudziłam się w nocy, odruchowo spojrzałam na Synka i zauważyłam, że miał otwarte oczy, ale nie oddychał. W tym wypadku wystarczyło mocniejsze szturchnięcie  Bartka, a ten od razu się "ocknął". Teraz z perspektywy czasu widzę, że to były początki mojej przygody z bezdechami...

Mam nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu udało mi się przybliżyć temat pierwszej pomocy w przypadku bezdechu i zakrztuszenia. Jednakże, mam nadzieję, że informacje tutaj zawarte będę służyć nam tylko czysto teoretycznie i nie będą wymagały zastosowania w praktyce. Tego życzę Wam i sobie :)

PS.
Stronka, która posłużyła mi przy tworzeniu tego wpisu to:   

***

8 komentarzy:

  1. oby nigdy nikomu się to nie przydało... ale zapisałam sobie na pulpicie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasz maluszek bezdechów nie ma, ale też strasznie ulewa. No i zapowietrza się w płaczu. wtedy też pomaga krótkie dmuchnięcie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzielna jesteś. wyobrażam sobie, jaki to musiał być stres. oby teraz wszystko było już dobrze. Trzymajcie się!! Monia

    OdpowiedzUsuń
  4. ja sobie nie wyobrazam bezdechu u Emmy i tak jak piszesz mam nadzieje ze to jest pomoc teoretyczna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. moja maluda dusiła się bułką-to była ajgorsza chwila w moim życiu,ale wszystko dobrze się skończyło.Pomógł mi instynkt,ale kurs pierwszej pomocy jak najbardziej wskazany
    lulka1985

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i zrobiło się mi gorąco...moje dzieci często się zachłystują. Wika mlekiem z piersi, a Mati jak pije wodę czy soczek. za każdym razem serce mi zamiera czy złapią oddech.

    OdpowiedzUsuń
  7. dalam link do tego wpisu kolezance, mam nadzieje ze nie masz mi za zle. dzidzius jej sie zaczal krztusic i sie dziewczyna zalamala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, że nie mam za złe. współczuję jej niesamowicie, wiem co przeżywała... oby nigdy więcej!

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)